Porządki

Najczęściej mam lekko lub całkiem odmienne zdanie niż profesor Magdalena Środa. Dziś muszę się z nią zgodzić. Przyłączam się do apelu i zachęty dla osób, które doświadczyły molestowania seksualnego ze strony szefa: pora zacząć mówić. Pora połączyć siły i zmierzyć się z problemem. W grupie siła. O ile pojedynczej kobiecie, która została potraktowana jak obiekt seksualny (zamiast jak pracownik) jest trudno zdecydować się na nierówną walkę w sądzie, a wcześniej na zeznania, o tyle grupie kobiet będzie łatwiej. A może wesprą je także przyzwoici mężczyźni. Bo tego rodzaju zachowanie to nie są z reguły jednostkowe przypadki. Skoro jak wieść niesie wszyscy o tym wiedzą to niech wszyscy zaczną mówić. I nie jest prawdą, że nie da się doprowadzić do ukarania sprawcy, że tylko jego słowo przeciwko jej, że nie ma dowodów ani świadków. W takich sytuacjach są świadkowie. Tylko czy zechcą mówić o tym co najpilniej strzeżone? Jeśli więc doszło do przemocy seksualnej wobec pracownicy (pracownic) i mobbingu w ogóle można to udowodnić. Na sali sądowej a nie w pokątnych publikacjach. Przypomniał mi się film „Filadelfia” z boskim Tomem Hanks’em (z roku 1993). Tam też była potężna zmowa milczenia. Uprzedzenia? Jakie uprzedzenia u nas się nie dyskryminuje homoseksualistów. Ba, przecież nikt nie wiedział o homoseksualizmie Andrew Becketta. Ani o jego chorobie. Ani o niczym… A jednak okazuje się, że świadków było całkiem sporo. I jeśli doszło do przemocy seksualnej wobec kobiety (kobiet) w stacji telewizyjnej to trzeba o tym głośno mówić. Trzeba zrobić porządki.

Zresztą nie tylko o przemoc seksualną chodzi. Nie można godzić się na mobbing, nieludzkie traktowanie i rujnowanie sobie psychiki. To wcale nie są zabawne rzeczy. Ludzie godzą się na poniżające traktowanie z wielu przyczyn. Boją się utraty pracy, zrujnowanej kariery (i często idącej za tym ruiny finansowej, bo są np. duże kredyty do spłacenia), boją się, że partner (partnerka) nie uwierzy lub będzie miała za złe. Przypomnijcie sobie film „W sieci” z Michaelem Douglasem i Demi Moor (film z roku 1994). Również mężczyzna może być molestowany seksualnie. O mobbingu już nie wspomnę. Tak, to bardzo trudne powiedzieć głośno o tym co mi się przydarzyło. Zwłaszcza przy molestowaniu seksualnym. To taka delikatna sfera. Przy niechcianych zalotach lub dotyku, przy potraktowaniu człowieka jak przedmiot seksualny można czuć się zbrukaną, czuć wstręt do sprawcy (lub/ i siebie), czuć się winną (bo może sprowokowałam). Myślę (a badania różnego rodzaju idą mi z pomocą), że bardzo duża liczba kobiet doświadczała niechcianych zachowań seksualnych w ogóle (wulgarnych zaczepek, niestosownego dotyku, nacechowanych seksualnością żartów itp.) a znaczna część doświadcza tego w pracy. Będąc studentką pracowałam w wakacje w OHP. Kilka lat. Obserwowałam tego rodzaju zachowania na co dzień. Teksty „tę to bym zerżną na workach z mąką” albo klepanie po pośladkach były raczej normą niż wyjątkiem. Jedna kobiety umiały się wywinąć czy obronić, inne tego nie potrafiły. Przyjemne to nie było. Jedna z kobiet reagując i głośno się sprzeciwiając mogłaby się narazić na opinię trudnej i w rezultacie przy najbliższym zwolnieniu pożegnać się z pracą. Gdyby zaprotestowały wszystkie coś by drgnęło.

Chciałabym aby wszyscy zrozumieli, że takie zaczepki to nie żarty. To nie są niewinne igraszki. Zwłaszcza jeśli zaczepia ktoś od kogo zależy nasza praca. To jest przestępstwo. To próba wymuszenia i szantażu. To jest obrzydliwe wykorzystanie władzy. Nie można przymykać oczu w imię solidarności zawodowej (czy jakiejkolwiek innej). Tak jak powiedziała profesor Środa: solidarni to powinniśmy być z ofiarą. Ale najpierw musimy wiedzieć kto jest ofiarą.

Cybersex z małą dziewczynką

Wczoraj przeczytałam artykuł opisujący prowokację holenderskiej organizacji Terre des Hommes, która stworzyła awatar 10 letniej filipińskiej dziewczynki – Sweetie. Zadaniem Sweetie było… albo lepiej oddajmy głos samej Sweetie, która wypowiada się w krótkim filmiku mającym pokazać skalę problemu seks – czatów i cyberseksu z dziećmi:

„Mam na imię Sweetie i mam 10 lat. Mieszkam na Filipinach. Każdego dnia muszę siadać przed kamerą i rozmawiać z mężczyznami. Tak jak dziesiątki tysięcy innych dzieci. Mężczyźni proszą mnie, bym zdjęła ubrania. Sami też się rozbierają. Bawią się sobą. Chcą, bym i ja się sobą zabawiała. Gdy tylko wejdę do sieci, przychodzą do mnie. Dziecięciu, stu, w każdej godzinie. Tak wielu. Ale nie wiedzą, że nie jestem prawdziwa. Jestem modelem komputerowym, stworzonym, by ich wykryć”.

Poniżej fragment reportażu o prowokacji:


Problem cyberseksu z nieletnimi jest olbrzymi. Od dłuższego czasu Fundacja Dzieci Niczyje zwraca uwagę na ten problem zagrożenia dzieci Polsce: uczula rodziców, przestrzega dzieci, stara się edukować. Prowokacja holenderskich aktywistów pokazuje prawdziwą skalę problemu. W ciągu kilku minut czatowania Sweetie miała setki propozycji aby się rozebrać przed kamerą internetową za pieniądze. Zdobyto ponad tysiąc namiarów na pedofilów z całego świata, w tym trzech z Polski. Niemal żaden mężczyzna nie rozpoznał, że Sweetie nie jest prawdziwym dzieckiem.

***

Na świecie bardzo wiele dzieci jest zmuszanych przez sutenerów do wirtualnego seksu przed kamerą internetową. Jest też duża grupa młodszych nastolatków, która odkrywa ten sposób na zarabianie sporych pieniędzy. Seks staje się coraz częściej czynnością oderwaną od uczuć. Były już zabawy w słoneczko (orgie dla sportu, którą wygrywał ten chłopiec, który najpóźniej miał wytrysk), teraz coraz częściej słyszę, że seks to tylko taki sport w celu osiągnięcia przyjemności. Nie ważne z kim (oczywiście z kimś cool i popularnym). Nie tak dawno prowadziłam pouczającą dyskusję z nastolatką, która do mnie chodzi. Wiem, ze jej celem było również mnie zaszokować, ale poza tym pojawia się wątek całkiem celowego rozważenia czy przypadkiem prostytucja by jej się nie opłaciła. W sumie to miła i lekka praca i dobrze się zarabia… Niestety takich dziewczynek(i chłopców!) jest sporo.

***

Z dziećmi trzeba rozmawiać. O narkotykach, o zagrożeniach w realnym i wirtualnym świecie. Od najmłodszych lat w sposób dostosowany do możliwości zrozumienia przez dziecko. Dzieci są ufne, nie podejrzewają, że Kasia lat 11 w sieci może okazać się Zenonem lat 46 w realu. To jedna sprawa. A druga: to od nas w zasadniczej mierze zależy czy dziecko będzie wiązało świat seksu z miłością i bliskością. 

Rewolucja seksualna

UWAGA! Tekst dla osób dorosłych!

Papież Benedykt XVI ubolewa nad „nową filozofią seksualności”. Dał temu wyraz podczas przedświątecznego spotkania z kardynałami w Kurii Rzymskiej. I wiecie co? Zgadzam się z nim, tylko z pewnością nie w takim wymiarze, jaki papież miał na myśli. Oto wkroczyliśmy w czas przyśpieszonej rewolucji seksualnej (przyśpieszonej, bo ona się już toczy od dawna). Wiem, że temat może nie jest kompatybilny ze Świętami Bożego Narodzenia, ale nurtuje mnie od dłuższego czasu.

Zacznę z grubej rury. Słyszeliście o zabawie „słoneczko”? To zabawa rodem z gimnazjów. Jeden taki przypadek został opowiedziany i opisany w mediach. Ale fakt faktem, że zabawa ta istnieje. I się zdarza. W skrócie jest to orgia wyprana z seksualności i przeobrażona w zawody. Kto  pierwszy będzie ejakulował – przegrywa. Nie dość, że nie ma tu miejsca na miłość, bliskość intymność to jeszcze jest to idealna droga do nerwicy seksualnej i impotencji u np. 14 latka. Okropność! Coraz częściej rozważam indywidualny tok nauczania dla swoich dzieci kiedy dojdą do Gimnazjum.

A teraz już delikatniej. Czy zastanawialiście się nad tekstami najmodniejszych okresowo  anglojęzycznych piosenek? Tłumaczenia będą toporne zasięgnięte z Tekstowo.pl, ale nie mam już siły ich wygładzać. Ważne, że wiadomo o co chodzi:

Romano – Tacatà & Sapienza feat. Rodriguez

„Spójrz jak mówi moje tacatà
Niech zacznie się impreza tacatà
Ludzie tańczący tacatà
Cały świat krzyczący tacatà
Podgłoś tacatà
porusz swoim tyłeczkiem tacatà
Także piersiami tacatà” gdzie tacatà to charakterystyczny ruch ciałem podczas tańca

Remady & Manu-L: Single Ladies (feat. J-Son)

„Mam pieniądze w banku więc zamówmy kilka drinków
Naprawdę, tylko przynieś butelkę, unieś ją, unieś ją
Rządzimy łodzią dopóki nie zatoniemy, sporo „rybek” w akwarium
One otaczają jak dźwięk przestrzenny, lecz im mówię przedrzecie się
Kochanie chucham, sapię, uderzę do twojego domu
W zwykłych domach nie potrzebujemy prezentacji
Samotne dziewczynki nie potrzebują dramatów, są już jak mamuśki.
Więc zadanie na dziś to wyrwać je na parkiet.”

BassHunter – Saturday (na marginesie Jonas Erik Altberg dał się poznać jako uczestnik dość niesmacznych skandali seksualnych, jak orgia zarejestrowana w łóżku rodziców, czy nieskromne propozycje skierowane do fanek, zakończone umorzonym postępowaniem sadowym)

„Bo to sobota, nie ma osób nie do wzięcia.
Bo to sobota, każdy chce się bawić.
Lubię tym ruszać, nie chciałbyś tego zrzucić?

Lubię to robić, lubię to robić.
Lubię tym ruszać, jestem za tym by to zrzucić.
Lubię to robić, ludzie lubią tym ruszać.

Kiedy tańczysz dla mnie, dziewczyno sprawiasz że wychodzę poza kontrolę
Teraz nie kontroluje się.
Dalej, pokaż co tam masz, tańcz dopóki nie przestaniemy się kontrolować,
Teraz nie kontroluje się.”

Nie chce mi się tego mnożyć. Takie oto ambitne teksty codziennie słyszymy w radio. Już lepiej nie rozumieć co śpiewają

Jestem już osobą strasznie staromodną, bo przeraża mnie całkowite oderwanie seksualności od miłości, bliskości, intymności czy czasem nawet pożądania. Seks staje się grą, mało romantyczną, mało delikatną czy nawet mało ognistą. To teraz często wśród młodych tylko taka zabawa. Brrr! Dobrze byłoby gdyby znaczna część młodzieży miała szanse porozmawiać z rodzicami i ukształtować prawidłowo swoje relacje z rówieśnikami. Bo jeśli zawładną nimi tylko teledyski to koniec z nami…