Seksting

Od 10 lutego trwa kampania społeczna „Myślę, więc nie ślę” przygotowana przez Fundację Dzieci Niczyje. Dotyczy sekstingu czyli wysłania swoich nagich lub niemal nagich zdjęć przez nastolatki swoim znajomym. Ma na celu uświadomienie nastolatkom z czym wiąże się wysłanie takiego zdjęcia swojemu chłopakowi / dziewczynie czy koleżance. Kampania ta spotkała się z duża ilością komentarzy negatywnych. Bodaj pierwszy raz widzę tyle krytyki pod adresem FDN. 

Spotkałam się z całymi artykułami poświęconymi tej kampanii. Np. na blogu Szprotest jest cała notka pt.: „Ufam, więc ślę„. Autorka stwierdza, że kampania stygmatyzuje ofiarę, że takie rozbierane fotki to normalne zachowanie zakochanych, flirtujących nastolatek i nikt nie ma prawa nazywać głupią (bo nie myślącą) nastolatki, która swoje fotki wysyła ukochanemu. To po jego stronie leży zachowanie zdjęcia dla siebie i to on jest winny jego opublikowania. No tak tylko blogerka oparła swoje przemyślenia jedynie na tym 31 sekundowym spocie reklamującym główny film kampanii:


Aby wypowiadać się o całości problemu i tego jak przedstawia go FDN należałoby najpierw zobaczyć cały film pt.: „Na zawsze”.

Autorka notki (i wielu innych krytyków tej kampanii) nie zna scenariusza i choć piętnuje stereotypowe myślenia sama mu uległa. Bo w filmie jest pokazane zupełnie coś innego niż to wydaje się być w zajawce. W tym spocie widać jak zdjęcie wysłane chłopakowi zaczyna krążyć w sieci powodując coraz większy kryzys psychiczny Julki. Z filmu natomiast dowiadujemy się, że to nie jej chłopak rozesłał zdjęcie a na dodatek, że Julka sama też jest agresorem, a nie tylko ofiarą. Uważam, że ta kampania pokazuje problem w dosadny i sposób. Niestety tak się dzieje. Najgorsze, że raz puszczone w ruch zdjęcie może krążyć w nieskończoność w sieci. Nie da się go usunąć, zawsze może wrócić jak zły sen. Od tego nie da się uciec do innego miasta… Autorzy kampanii nie mają na celu pokazywać, że nastolatki są głupie. Przecież faktycznie często wysyłają zdjęcia w dobrej wierze do ukochanej osoby. I jasne jest to, że winnym krzywdzenia i nękania jest ten kto zdjęcia posyła w świat i publikuje tak aby ośmieszyć. Ale jak usłyszałam: co jej z tego, że jest niewinna, że jest ofiarą jeśli rozpoczął się proces, którego nie da się już zatrzymać. I to jej krzywda. I teraz w pełni się zgadzam, że czymś innym jest obarczać odpowiedzialnością ofiarę, a czym innym ostrzegać przed niebezpieczeństwami, które można samemu sobie zafundować. Przed pedofilami też ostrzegamy dzieci mówiąc im o zdrowej nieufności. Tu też się przydaje.

Dla piętnastoletniej dziewczyny fala hejtu internetowego to największa tragedia. Trzeba pamiętać, że dla nastolatków popularność w sieci (fame – „fejm”) jest teraz czymś niebywale ważnym. Ilość polubień pod zdjęciem profilowym może wbić w depresję. A taka odwrócona popularność to już łatwy przyczynek do samobójstwa. Z dziećmi trzeba o tym rozmawiać i film „Na zawsze” obejrzany razem jest świetnym pretekstem. Polecam!

 

Portrety – czyli dalsze losy opisanych nastolatków

Specjalnie dla Spokojnego dalsze losy opisanych tu kiedyś nastolatków.

Oczywiście pierwszy będzie Kamil, bo Spokojny przejął się specjalnie jego sytuacją życiową. (Linki do notek o konkretnych dzieciakach pod ich imionami).

Kamil

Kamil spotykał się jeszcze ze mną długo (około 9 miesięcy od napisania notki). Przestał palić trawę, nie przestał palić tytoniu. Alkohol potraktował ostrożnie i z rozwagą. Nadal ma ciężkie warunki życia, ale poradzi sobie. Niedawno spotkałam jego mamę na mieście i powiedziała mi, że wszystko jest w najlepszym porządku (z wyjątkiem tych papierosów i zbytniej impulsywności Kamila). Ze swoim byłym przyjacielem spotkali się kilka razy. Relacja jest poprawna i bardzo na dystans. Z tego już nie będzie bliskich kontaktów. Choć Kamil był jednym z najbardziej zamkniętych „pacjentów” to chyba najwięcej zrozumiał i przyjął do siebie. Kurator po kilku miesiącach sam poprosił sąd o zniesienie dozoru. Nie było się do czego przyczepić i nadal tak jest. W szkole jest znośnie – radzi sobie. Nie wchodzi w konflikty z prawem. Nawet nie wiecie jakim komplementem dla mnie było pytanie o radę w sprawie dziewczyny i to, że Kamil przyszedł się ze mną pożegnać. Wtedy, gdy już nie musiał. To świetny chłopak i życzę mu jak najlepiej.

 

Karol

Jednak pomyliłam się myśląc, że rodzice Karola będą konsekwentni i zrobią co trzeba aby był zdrowy. Woleli swoje zachować status quo, nie zgodzili się kontynuować terapii rodzinnej. Pożegnali się ze mną gdy zachowanie Karola zrobiło się poprawne. Wiem jednak, że już po kilku dniach zachował się skrajnie agresywnie wobec mamy. Alkoholu nadużywa dalej i pewnie kiedyś spotkamy się już na innej terapii. Albo i nie, bo Karol w dalszym ciągu jest chory, choć już pełnoletni… Szkoda

 

Kordian

Kordian to jest jedna z moich największych porażek zawodowych. Właściwie nie on, tylko relacja z nim, a właściwie jej brak. Jeśli przeczytacie tamtą notkę to wiedzcie, że prawdziwe w niej były tylko fakty dotyczące przeszłości tego człowieka. Przez cały czas naszych spotkań kłamał. O używkach, bo o reszcie milczał. Gdy go przyłapywałam na czymś zaprzeczał patrząc spokojnie w oczy. Nigdy się nie złamał żeby powiedzieć prawdę. Przez cały czas trwania jego „terapii” palił marihuanę często, pod koniec niemal codziennie. Jest silnie uzależniony. Ma kłopoty ze szkołą. Wszystkie moje obawy urzeczywistniają się z każdym dniem coraz bardziej. Jest twardy i zamknięty w sobie. Dorosłych nienawidzi. Wobec swoich rówieśników jest poetą. Nie mam tu ani grama optymizmu…

 

Marek

Marek poszedł swoją drogą, palił dalej, oszukiwał rodziców. Nie wiem co dzieje się z nim teraz. Nasze spotkania skończyły się gdyż pewnego dnia przestał mi ufać i cokolwiek mówić. Siedział i patrzył jak „krowa na pociąg”. Przestał współpracować. Co się stało  – nie wiem. Był moment kiedy wierzyłam, że wszystko skończy się dobrze, ale skończyło się. Szkoda!

 

Natalia

Natalia usiłowała popełnić samobójstwo i prawie jej to wyszło. Była bardzo długo w szpitalu. Wyszła odmieniona. Już nie walczy z mamą i siostrą, zmieniał całkowicie styl bycia, ubierania się, malowania. Ma już postawioną diagnozę, uczęszcza regularnie na psychoterapię. Ja już niedługo się z nią pożegnam, bo nie jestem jej już do niczego potrzebna. Ta stabilna relacja musi się skończyć. Dała coś nam obu, choć wydarzyła się nie wiem czemu. Natalia nigdy nie potrzebowała terapeuty uzależnień. Ale ciesze się, że miałyśmy kontakt ze sobą. Teraz już się o nią nie boję. Dobrze, że żyje i wszystko idzie ku lepszemu.


Blizny na sercu

Coraz częściej mówi się o jeszcze jednym i jak dla mnie dość przerażającycm uzależnieniu: samouszkodzeniach wśród młodych ludzi. Wcześniej spotkałam sie z tym (z wyjątkiem literatury) tylko w formie wspomnień u pacjentów dorosłych lub w średnim wieku. Teraz trafiają do mnie dziewczynki 13, 14 lat, które „tną się” jak to nazywają. Pomału wgryzam się w to zagadnienie, staram się uczyć jak z nimi rozmawiać. Ale to trudne:

za samouszkodzeniami kryją się bardzo różne historie:

– dotkliwa niepewność siebie i samotność w kontakcie z rówieśnikami;

– przemoc domowa (w tym seksualna);

– skrajna nieumiejętność okazywania złości, frustracji i cierpienia często spowodowane alkoholizmem w domu. 

Te osoby, które poznałam zazwyczaj nie potrafią powiedzieć dlaczego to robią. Potrafią tylko powiedzieć, że czują ulgę gdy spływa krew. Ja dośpiewuję sobie co to za ulga. Ulga, że coś w ogóle poczuły (bo tak poza tym są odgrodzone od emocji – niektóre emocje były zbyt bolesne aby je udźwignąć więc na wszelki wypadek odcięto wszystkie i teraz nie znają powrotu do odczuwania). Ulga, bo złość i nienawiść nie zostały skierowane do rodzica (którego kochają, a w ogóle to nie wolno źle myśłeć o rodzicu) tylko na własne ciało – po raz kolejny udało się zapanować nad agresją skierowaną na zewnątrz.

Nie chcą przestać. Buntują się, gdy ktoś z rodziny i otoczenia zauważy problem i powie, że to nienormalne. Ukrywają rany i blizny za bransoletkami, bandanami, opaskami. Odczuwają głód – głod krwi, głód bólu. Najbardziej przerażające, że często rodzina nie wie o problemie latami lub miesiącami. A gdy się zorientuje zaczyna się panika, zakazy, nakazy, czasem rozwiązania siłowe. Najmniej w tym wszystkim jest rozmowy i bliskości. Nawet konieczność wizyty u psychiatry da się wytłumaczyć jeśli rozmowa jest spokojna i przepełniona miłością. Tylko najczęściej w tych rodzinach spokój i miłość są towarami deficytowymi.

Niedawno pewna śłiczna 13 latka pokazała mi przedramiona. Zrobiło mi się słabo. Słabo z empatii i słabo z bezsilności. Po piewrsze ona nie da sobie powiedzieć, jaką przedstawia sobą wartość jako człowiek. Nie przyjmuje do wiadomości komplementów (prawdziwych, bo jest wyjątkowo ładna i zgrabna). Wszystkie rozwojowe i naturalne zachowania okresu dojrzewania są zwielokrotnione i umieszczone w skrajnym krańcu kontinuum.

Najtrudniejsze jest lawirowanie pomiędzy utrzymaniem tajemnicy tego co słyszę od nieletniego pacjenta i utrzymaniem jego zaufania, a ochroną zdrowia i życia tego nastolatka. Nawet gdy dziecko jest zaopiekowane w wydawało by się odpowiedni sposób pojawia się pytanie: „czy to wystarczy?”. A najważniejsza jest nauka kontaktu z samym sobą, poznawanie swoich emocji, nazywanie ich i wyrażanie w odpowiedni sposób. Nie tylko młodzi ludzie nie wierzą gdy się im mówi, że emocje nie zabijają, że smutek, rozpacz, żal, złość to też potrzebne i wiele mówiące uczucia.

Ludzie coraz częściej nie wyobrażają sobie, że jakiekolwiek przykre stany emocjonalne miałyby trwać choć chwilę, co więcej, że powinny zostać rozwiązane na poziomie sytuacji, która się z tymi stanami wiąże. Oni nie chcą czekać. Efekt jest zaraz. Ale takie zachowania to niedojrzałość. Jeśli używanie środków psychaktywnych czy bólu trwa i trwa, nie ma kiedy dojrzeć. Dopiero czasem po wielu latach przychodzi zdolność nazwania złości, poczucia krzywdy, smutku, zażenowania, wstydu. A do tego czasu pozostaje żyletka, nóż czy nawet zwykła ekierka i blizny. Blizny na rękach i sercu…