Portret Adama – zakończenie

Prawie dwa lata temu napisałam ten tekst o Adamie:

„Adam jest moją największą porażką jako terapeuty i jako człowieka. A właściwie nie Adam tylko to co się z nim stało – jego losy.

Adam tak jak jego poprzednicy z innych portretów ma inne imię. Należy do grupy młodzieży słuchającej reggae. Ma wielką szopę dredów i jest śliczny. Skończył 18 lat. Chodził do LO, ale został z niego później wyrzucony. Przywiozła go do mnie mama, która była u kresu wytrzymałości. Nie uczył się, wagarował, wychodził w nocy, nie odbierał telefonów itp. Czarę goryczy przelało okradanie młodszego brata. Potrafił wywęszyć każde pieniądze, wcześniej okradał też mamę, ale ona milczała. Przyszli do mnie w momencie kiedy Adam dostał ultimatum od dyrektorki szkoły: albo pozalicza przedmioty (6) i zacznie chodzić do szkoły albo go wyrzucą.

Ne od razu zrozumiałam co się w tej rodzinie dzieje. Rozbijałam się o solidarne i wypowiadane półgębkiem „wszystko jest ok”. Pierwsza sypnęła mama. Pierwsze co powiedziała to, że mąż od ponad roku nie rozmawia z synem. pewnego dnia powiedział: „Nie ma, cię, nie istniejesz dla mnie”. I tego się trzymał. Nie zauważył syna ani się do niego nie odezwał od 15 miesięcy. Jak myślicie jakie przestępstwo popełnił Adam? Cóż mógł zrobić takiego, że ojciec potraktował go gorzej niż bandytę i śmiecia? Otóż Adam nie zdał z klasy do klasy. Znacznie później dowiedziałam się dlaczego. Adam był niewidzialnym dzieckiem w rodzinie alkoholowej. Ojciec jest alkoholikiem i daje w domu ostrego czadu. Chłopak od zawsze uciekał do swojego pokoju i w swój świat. Gdy nie zdał i ojciec go odrzucił zaczął do tego palić trawę – gdy się spotkaliśmy palił codziennie po kilka razy. Ojciec zresztą odrzucił go już w ciąży. Od zawsze to Adam był dla niego powodem klęski i zrujnowanego życia. Szanowny tatuś musiał rzucić studia i zacząć zarabiać na dziewczynę i dziecko, które poczęło się przypadkowo. Nigdy tego Adamowi nie zapomniał.

Ja zaś nigdy nie zapomnę momentu kiedy chłopak zaczął płakać i wyrzucać z siebie wszystkie złe myśli na swój temat. Skoro dla ojca jest nikim to musi być NIKIM. Terapia się nie powiodła mimo nawiązania jako takiego kontaktu. Nie umiałam mu pokazać, że istnieje inne życie. Za wcześnie, za mało strat. Przez opary marihuany i tak bym się nie przebiła. Nie potrafił utrzymać abstynencji. Ośrodek terapeutyczny odrzucił kategorycznie. Nie zdał tych 6 przedmiotów, wagarował dalej, usunęli go ze szkoły. Ojciec natychmiast wystawił mu rzeczy na wycieraczkę odzywając się wreszcie: „Won!”. I poszedł… Nie wiem gdzie jest i czy nadal w ogóle jest. Bardzo często o nim myślę. O nim i o jego udręczonej i bezradnej matce. Ona też nie chciała pomocy.”

Wczoraj dowiedziałam się jaki był koniec tej historii. Otóż Adam do dawna nie żyje. Został znaleziony martwy, naszpikowany dopalaczami i narkotykami w tym alkoholem. Ojca na pogrzebie nie było…

Wszelka zbieżność jest przypadkowa bo w tym opisie sprzed lat zmieniłam mu imię, wygląd i wiek…

Długo myślałam czy to napisać. Mój blog jest już i tak bardzo trudny, a tematy ciężkie i straszne. Ale uznałam, że należy zakończyć tę opowieść. Dokończyć historię złych relacji, uzależnień i porażki. Jest mi bardzo, bardzo przykro, że tak to się skończyło i że nie można się nawet łudzić, że kiedyś będzie lepiej, że coś zrozumie, zacznie żyć pełnią życia. Pierwszy raz spotkaliśmy się trzy lata temu a ja nadal pamiętam każdy gest, każde słowo.

[*] [*] [*]

Jeśli mnie kochasz

Dawno nie było żadnego branżowego wpisu. Podczas słuchania muzyki natknęłam się ostatnio na zapomniany kawałek Evanescence „Call me when you’re sober” (Dzwoń do mnie gdy jesteś trzeźwy).

Tekst, który nasunął mi potrzebę napisania tej notki w tłumaczeniu na polski brzmi tak (tłumaczenie ze tekstowo.pl):

Nie płacz za mną,
Gdybyś mnie kochał,
Byłbyś tu ze mną.
Chcesz mnie?
Chodź, znajdź mnie.
Zdecyduj się…

Czy powinnam pozwolić Ci upaść?
Stracić wszystko?
Może wtedy byś się opamiętał… 
Nie potrafię przestać wierzyć,
Ale tylko się oszukujemy ,
Mam już dość tego kłamstwa, spóźniłeś się.

Nie płacz za mną,
(…)

Nie mogę wziąć winy na siebie, 
Byłabym chora ze wstydu. 
Przegranie swojej własnej gry musi być wyczerpujące. 
Samolubnie znienawidzony, niewątpliwie znudzony, 
Tym razem nie będziesz grał ofiary, 
Spóźniłeś się.

Nie płacz za mną,
(…)

Nigdy nie dzwonisz do mnie, kiedy jesteś trzeźwy,
Teraz chcesz tego tylko dlatego, że to już koniec… 
To koniec… 

Jak mogłam spalić raj?
Jak mogłam? Nigdy nie byłeś mój!

Więc nie płacz za mną!
Gdybyś mnie kochał,
Byłbyś tu ze mną.
nie kłam mi.
Po prostu weź swoje rzeczy,
Zdecydowałam za Ciebie.

Osoby, które są w związku z osobą uzależnioną od substancji psychoaktywnej bardzo długo nie rozumieją co się dzieje. Próbują próśb, gróź, szantażu, odwracania uwagi. Nic nie skutkuje. Pojawia się myśl o własnej nieudolności, kryzys wiary we własne możliwości i atuty oraz myśl „nie kocha mnie”. Bo gdyby kochał (kochała) to przecież bez żadnego trudu zostawiłby (zostawiłaby) narkotyki czy alkohol. To nie takie proste. Po pierwsze osoba uzależniona ma poważne problemy z prawidłowym odczuwaniem emocji. Emocje są rozchwiane, pełne sprzeczności i mocno wiążą się z tym czy akurat substancja psychoaktywna działa czy właśnie przestała działać. Skoki nastroju są niewiarygodne: od nienawidzę cię, odejdź, nic nas już nie łączy do kocham cię, przepraszam, zostań. I to wszystko w ciągu kilku minut. Egoizm i egocentryzm także utrudnia prawidłowe nazywanie i przeżywanie uczuć. Po drugie jednak miłość i przywiązanie faktycznie w większości przypadków istnieją, ale nie jest ani trochę wystarczającym motywem do zaprzestania zażywania. Zresztą utrata kontroli nad używaniem jest jednym z głównych objawów chorobowych. Powiedzenie: „jeśli mnie kochasz przestaniesz kaszleć” jest tak samo skuteczne jak „jeśli mnie kochasz przestaniesz pić”. Kaszleć przestajemy gdy znikną bakterie albo wirusy albo czynniki alergizujące, a nie z miłości. Pić czy ćpać przestaje się gdy nieznośne cierpienie i straty z powodu uzależnienia przewyższą nadzieje na relaks, przyjemność oraz lęk przed zespołem abstynencyjnym. 

Druga strona medalu osoba kochająca osobę uzależnioną musi się często zdecydować jak tę miłość okazać. Jeśli motorem jej (jego) działania jest miłość to aby odniosła skutek musi być „twardą miłością”. (Inna rzecz, że napędem do działania często są inne emocje niż miłość: chęć odegrania, się, wygrania, potrzeba dominacji. Takie intencje zostaną wychwycone i wojna gotowa). Jeśli ktoś kocha osobę uzależnioną (tak naprawdę) to z miłości pozwoli jej upaść i ponieść konsekwencje jej zachowań. Najtrudniej to przekazać mamom osób uzależnionych. Większość matek jest tak skonstruowana, że będę chronić swoje dzieci, podnosić, ratować. A tu akurat przynosi to odwrotny skutek, bo przedłuża agonię

A więc w bliskiej relacji z osobą uzależnioną najlepsza droga działania to „kocham Cię i dlatego pozwolę Ci upaść tak nisko jak potrzebujesz aby zacząć zdrowieć”. I postawienie sobie i tej drugiej osobie rozsądnej granicy, poza którą już nie ma na co czekać. Tekst powyższej piosenki pięknie mi się w te dywagacje wpisuje.

Nie jest tak źle

Od początku prowadzenia tego blogu wielokrotnie dawałam wyraz pesymistycznemu widzeniu współczesnej młodzieży. Pytałam głośno: „czy tylko ja mam takie doświadczenia, czy taką mamy rzeczywistość?” Chyba raczej specyfika mojej pracy spowodowała czarnowidztwo.

Ostatnimi czasy prowadziłam w 2 szkołach ponadgimnazjalnych warsztaty profilaktyczne. Miałam zajęcia łącznie w 8 klasach pierwszych. Na tyle starczyło czasu w ramach projektu. Na początku takiego spotkania prosiłam o anonimowe wypełnienie ankiety. Po ustaleniu wyników odnosiłam się do nich w trakcie warsztatu. Nie są to badania naukowe na wystarczającej próbie, ale wyniki podniosły mnie na duchu. 

Przypomnę tylko, że Cieszyn jest miastem granicznym, że za Mostem Przyjaźni znajduje się wiele miejsc gdzie można kupić marihuanę (mniej lub bardziej czystą). Z tego powodu w naszej okolicy zdecydowanie mniej jest używania innych środków zmieniających świadomość. Skoro taka „dobra, naturalna i zdrowa” używka jest dostępna na wyciągnięcie ręki to po co truć się chemią – to ulubione stwierdzenie znanych mi nastolatków. Z marihuaną raczej przegrywają u nas dopalacze i pochodne amfetaminy. Im dalej od granicy tym te proporcje się zmieniają.

Wracając do warsztatów i ankiety. „Przebadałam” 167 osób w wieku 16 lat z pierwszych klas zawodówki lub technikum. Byłam przekonana, że bardzo dużo młodych ludzi próbowało już marihuany. Okazało się jednak, że używało jej prawie 29% badanych nastolatków. Jak myślicie, który narkotyk był zdecydowanie bardziej popularny? Kto pomyślał właśnie o alkoholu – zgadł doskonale. 78% tych nastolatków używało już alkoholu. Drugim był oczywiście tytoń: połowa (84 osoby) paliła już swojego pierwszego papierosa. Natomiast prawie 22% tych młodych ludzi poprawiło mi nastrój gruntownie – do dnia „badania” nie używali żadnych środków zmieniających świadomość! Tyle suche liczby. Oprócz nich z dyskusji wyłoniła się prawda, że nawet Ci którzy używali już tych narkotyków, w zdecydowanej większości zrobili to raz lub okazjonalnie. Tylko około 30% używa środków psychoaktywnych częściej. W tej grupie są już nadużywający i uzależnieni także. Przyznawali się w trakcie zajęć jedynie do uzależnienia od tytoniu.

To co poprawiło mi nastrój w drugiej kolejności to zdrowe pasje jakie realizują młodzi ludzie. Od najróżniejszych sportów, przez fotografię, malowanie, komponowanie i granie muzyki, wolontariat, a skończywszy na pisaniu książki :)) Najbardziej zapadł mi w pamięć chłopak rysujący ciekawe grafiki, chłopak zajmujący się kowalstwem artystycznym i jeden piszący opowiadania i książkę.

Okazało się także, że zadają sensowne pytania, potrafią logicznie myśleć, umieją kulturalnie rozmawiać i są nastawieni na pomaganie. Nie wszyscy oczywiście, ale wystarczająco duża grupa abym się uspokoiła co do przyszłości narodu :))

***

Na koniec wieści z kampanii wyborczej. Jesteśmy już wszyscy na ostatniej prostej. Wolno pojawia się zmęczenie i lekkie napięcie. Dziś szłam po ulicy za pewną damą w średnim wieku i słuchałam, jak to wszyscy kandydaci chcą się dorwać do żłobu i koryt. Że zamiast zajmować się bzdurami to mamy wziąć się do pracy. I jakie straszne głupoty opowiadamy (pani rozmawiała z kimś przez telefon komórkowy i bardzo głośno komentowała poczynania naszego komitetu). Przykro mi było. Najpierw zastanawiałam się o jakim korycie myśli: o tych 400 zł diety? Jeśli mam być szczera to gdybym myślała o kandydowaniu tylko w kategoriach ekonomicznych to od razu odpuściłabym sobie ten pomysł. Potem myślałam, o jakie głupoty jej chodzi i czemu nie stanęła przy nas porozmawiać. Bo wielu innych ludzi podchodziło, rozmawiało, mówiło o swoich wątpliwościach czy oczekiwaniach. Już za tydzień okaże się jaki efekt przyniosły setki rozmów i spotkań. 

A Czytelników namawiam do wyprawy do urny i oddanie głosu zgodnie z sumieniem i oczekiwaniami.

Jak naćpany z trzeźwym

Kampania wyborcza wysysa mój czas i siły. Do tego dochodzą choroby Zajączków. Ale to nie oznacza, że przestałam pracować. Na marginesie: dziś otrzymałam pytanie czy jak zostanę wybrana do Rady Miasta to przestanę pracować :)) Spytałam zwrotnie: a za co będę żyć? Nie wiem jak w innych gminach, ale w naszym pięknym grodzie znad Olzy radny otrzymuje 400 zł diet za miesiąc. Tak więc sprawa wyjaśniona: niezależnie od wyniku wyborów będę pracować dalej.

A teraz temat notki, która siedzi mi nienapisana w głowie od dobrych kilkunastu dni. Wiele razy już pisałam o marihuanie, która jawi się wielu młodym ludziom jak zwykłe lecznicze zioło mające zapobiegać wystąpieniu astmy, stwardnienia rozsianego lub AIDS, nie mające specjalnego wpływu na funkcjonowanie czy procesy myślenia (no chyba, że wzmaga twórcze myślenie i artystyczną ekspresję), mające być także panaceum na nudę, problemy życiowe itp. Brzmi fajnie jak się słucha tego z ust nastolatka, który z wypiekami na twarzy i fanatycznym wzrokiem dowodzi swoich racji. Gorzej gdy taki upalony delikwent siada naprzeciwko mnie… Ostatnio zdarza się coraz częściej, że rozmawiam z nietrzeźwym nastolatkiem, który nie był w stanie wytrzymać napięcia i zapalił niedługo przed spotkaniem. Różnie te rozmowy przebiegają. Zdarza się nadnaturalne rozbawienie i radosny śmiech. Zdarza się odpływanie myśli i dziwne teksty nie na temat oraz spowolnienie reakcji. A już najczęściej w takiej sytuacji zdarza się przekraczanie granic i zupełne pomieszanie ról. Generalnie zaś nie sposób się porozumieć. To, że ktoś nie był w stanie wytrzymać z zapaleniem jointa najczęściej oznacza utratę kontroli (jeden z objawów uzależnienia). Acha, najaranie się nie oznacza automatycznie, że będzie zabawa… Otóż zdarza się, że słyszę pretensje: jak paliłem i rozmawiałem z kumplami to był chilliout (totalny relaks) a jak rozmawiam z panią to mi się płakać chce (sic!). Muszę być straszna 😦 Niezależnie od tego co powiedzą obrońcy marihuany to zmienia ona świadomość i nie zawsze jest to dobra zmiana… I jak już wiele razy wspominałam zdarzają się powikłania z objawami psychotycznymi np. urojeniami, że ktoś czyta w myślach, że jest się zagrożonym itp. Ostatnio mocno dorosły pacjent, który ma za sobą długotrwałe używanie marihuany i jest od niej uzależniony, choć utrzymuje abstynencję od długiego czasu, stwierdził, że teraz widzi jak na dłoni sposoby przedsiębiorców na omotanie młodych ludzi. Opowiadał mi także jak wielu jego znajomych trafiło do szpitali na odziały psychiatryczne z różnych powodów (uaktywnienie się poważnych zaburzeń psychicznych lub krótkotrwałych epizodów z halucynacjami i wspomnianymi już urojeniami).

Inna rzecz, że nie trzeba posiłkować się trawą. Wystarczy aby trzeźwy podyskutował z osobą pod wpływem alkoholu, aby zrozumieć o czym piszę. Trudno się jest porozumieć, gdyż osoba pod wpływem alkoholu myśli inaczej. Już od najmniejszej dawki ma wydłużony czas reakcji, rozproszoną uwagę, stopniowo staje się potencjalnie drażliwa (bardzo łatwy przeskok od wesołości do złości).  Aby nie szukać dalej: ile razy zdarza się, że osoba pod wpływem alkoholu wykrzykuje: „Ja???! Ja pijany?” 

Morderstwo z narkotykami w tle

Długo wahałam się czy napisać ten tekst. Chciałam dziś pisać o czymś lekkim, może podsumowanie roku. Ale nie mogę. Cały czas zastanawiam się nad losem małego chłopca z Kwidzyna i jego taty.

Nie wiem jak było, wiem tylko tyle ile wyczytałam w internecie ale cała historia rysuje mi się tak. Mamy 22 letniego człowieka, który ma problem z amfetaminą i / lub z substancjami zwanymi dopalaczami. Jest notowany przez policję wiele razy m. in. za to, że okradł własnego ojca. Ten on ma znajomego pracującego w UK. Wie, że przyjechał spotkać się z synkiem. Zakłada, że znajomy jest bardzo bogaty. Postanawia go zabić żeby zdobyć wielkie pieniądze. Na swoje przyjemności i / lub używki. Przychodzi w nocy. Morduje bestialsko znajomego i jego synka. Kradnie 1000 zł, 25 £ i samochód. Przy zatrzymaniu ma przy sobie amfetaminę, przyznaje, że zażył dopalacze. Przyznaje się do morderstwa.

Załóżmy na chwilę, że mam rację i ten on ma problem z substancjami psychoaktywnymi (zdaję sobie sprawę, ze może być inaczej i narkotyki zażył aby ośmielić się do działania). Dlaczego tak założyłam? Miał je przy sobie, przyznał się do zabójstwa (nie potrafi przeciwstawić się presji policji), okradał swoich rodziców (a przynajmniej tatę). 

Ta historia obrazuje dlaczego jestem i będę przeciw legalizacji substancji psychoaktywnych. W tym wypadku mam gdzieś prawa jednostki do stanowienia o sobie, prawo do rujnowania sobie życia. Dopóki istnieje zagrożenie, że pod wpływem takich substancji ktokolwiek przyjdzie do mojego domu i zabije moje Zajączki młotkiem będę walczyć o utrzymanie zakazu legalizacji narkotyków. Alkohol już jest legalny i nie mam na to wpływu. Na szczęście inne substancje psychoaktywne mogące przyczynić się do ataków na bezbronnych ludzi legalne nie są. I niech tak pozostanie….

Bracia Czesi zmądrzeli

Od pierwszego września w Republice Czeskiej zmieniono przepisy antynarkotykowe. Od tego dnia posiadanie każdej ilości narkotyków jest w Czechach przestępstwem. Wcześniej posiadanie narkotyków zawsze było niezgodne z prawem, ale do pewnych wartości granicznych posiadanie niewielkich ilości narkotyków było traktowane jako wykroczenie i groziła za to jedynie grzywna. Byłe wartości graniczne to:

„Wielkości graniczne dla poszczególnych substancji to: heroina – do 2 g, przy stężeniu substancji czynnej powyżej 0,4 g, pervitin – 2 g, stężenie 0,9 g, cannabis – 15 g, zawartość czystego thc 1,5 g, metadon – 560 mg czystej substancji,  buprenorfina – do 56 mg (7 tabletek po 8 mg), kokaina – 2 g, 1,2 g substancji czynnej.” Źródło strona internetowa Krajowego Biura ds. Narkomanii.

Od zeszłego miesiąca prawo antynarkotykowe zostało zaostrzone. A trzeba pamiętać, że kary za posiadanie i produkowanie narkotyków były w Republice Czeskiej wysokie: za posiadanie do 10 lat pozbawienia wolności, za produkcję do 15 lat.

Ciekawe jest to, że w Polsce nie sposób znaleźć na ten temat ani jednej informacji, ani jednego artykułu. Dowiedziałam się dziś o tym z konferencji na temat działania dopalaczy zorganizowanej przez Cieszyński SANEPID. Dopalacze miały taką antyreklamę, że do tej pory moi młodzi pacjenci uważają je za zło wcielone i truciznę śmiertelnie niebezpieczną. Akcja Donalda Tuska okazała się (w każdym razie na cieszyńskiej ziemi) sukcesem. Nie mamy zatruć, ani osób uzależnionych od dopalaczy. Marihuana nie miała tyle „szczęścia”. Na Facebooku nie widziałam tylu stron reklamujących inną substancję niż marihuanę. Zdrowa, dobra, tania, naturalna… Istne cudo.

Pytanie: co stanie się teraz? Do tej pory młodzi ludzie mieli dostęp do taniej marihuany u naszych zachodnich sąsiadów (Waszych południowych 🙂 albowiem czeski Cieszyn leży na zachód od Polskiego. W każdym razie po drugiej stronie Mostu Przyjaźni i Mostu Wolności do niedawna było hulaj dusza – piekła nie ma. Teraz to się zmieni. Ciekawe czy wobec utrudnionego dostępu do marihuany młodzież sięgnie po dopalacze, które może  łatwo zdobyć u handlarzy skrzętnie omijających prawo?

Na koniec informacja: Polska ma podpisaną umowę dwustronną z Republiką Czeską (po prawdzie to jeszcze z Czechosłowacją w PRL, ale umowa obowiązuje) o wzajemnej współpracy przy tego rodzaju przestępstwach. A więc palenie po drugiej stronie mostu przed niczym już nie chroni. Amen.


Narkotyki

Coraz częściej spotykam się że zdaniem, że to co nie szkodzi innym powinno być dozwolone w każdym przypadku. 

Niby tak. Ale w przypadku używania alkoholu i innych narkotyków (w Polsce nielegalnych) istnieje ryzyko (przy każdym użyciu), wystąpienia powikłań psychiatrycznych i zachowania kompletnie nieprzewidywalnego. Ryzyko wzrasta gdy rozpatrujemy sytuację osób uzależnionych od tych substancji, bo jak pisałam już tyle razy wcześniej, w uzależnieniu jednym z objawów jest utrata kontroli nad przyjmowaniem substancji, a drugim głód substancji nie raz tak silny, że zdobycie swojego środka psychoaktywnego następuje po przysłowiowych i dosłownych trupach.

Podaję dwa przykłady doniesień prasowych z wczoraj: uzależniony od alkoholu mężczyzna zmasakrował i zamordował niebroniącą się i niczego niespodziewająca partnerkę. (Link do artykułu tutaj). Pan twierdzi, że nie wie dlaczego to zrobił! Drugi przykład uzależniony od alkoholu mężczyzna zabił matkę, bo chciała aby zakończył libację i wyprosił kolegów (link tutaj). 

Sknerus i inni zabierający głos w dyskusji komentatorzy ucieszą się z tych przykładów. Przecież mieliśmy do czynienia dwa razy z alkoholem. Nic o narkotykach. Musimy jednak pamiętać, że policja najczęściej nie sprawdza stanu przestępcy jeśli nie ma ku temu bardzo wyraźnych powodów. Statystyki są więc niepełne. Druga rzecz: wiele osób używających innych niż alkohol narkotyków agresywna jest dopiero wtedy gdy środka psychoaktywnego zabraknie. Tak, tak moi drodzy: używający marihuany są bardzo często agresywni i wybuchowi. Że dopiero po odstawieniu to cóż. Żadna różnica dla wyzywanej czy okradanej rodziny. Piszę tu o osobach, które palą częściej. Po kilku buchach są jak aniołki, ale później? Wychodzą wcale nie małe diabełki. Tylko o tym obrońcy marihuany w ogóle nie pomyślą.

No i nie zapominajmy o psychozach narkotykowych. Pozwolę sobie zacytować artykuł lekarki psychiatry Danuty Byczyńskiej (całość tu):

„Marihuana może powodować powstawanie psychoz trwających bez leczenia wiele miesięcy, po pojedynczym nawet zażyciu narkotyku. Najczęstszy obraz psychozy „pomarihuanowej” to urojenia prześladowcze i ksobne (przekonania o treści „ktoś jest przeciwko mnie”, „jestem obserwowany”, „mam zamontowany podsłuch”) oraz podejrzliwość wobec bliskich („jestem zdradzany”, „wykorzystują mnie”). Urojenia powstają spontanicznie; tematy urojeń są zależne od przeżywanych sytuacji. Regularne – co kilka dni lub codzienne – zażywanie marihuany powoduje spłycenie odczuwania i przeżywania emocji, obojętność lub poczucie nudy, pustki. Są to objawy występujące niezależnie od objawów psychotycznych.”

Do tego dochodzą bardzo częste psychozy po amfetaminie. To wcale nie jest margines. Nie ma się co pocieszać.

Na koniec: Jestem za zliberalizowaniem ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Dorosły, zdrowy (nieuzależniony) obywatel ma prawo pić piwo pod chmurką (jeśli respektuje prawa i wolności innych ludzi). Jestem za tym, aby dokładnie rozróżniać używanie towarzyskie od problemowego i uzależniania do narkotyków (głównie kanabinoli) i stosownie do tego postępować ze złapanymi ludźmi. Nie może być tak (a tak chyba się to skończy w Cieszynie), że dealer będzie wolny jak świnia na ostrym zakręcie, a wszyscy jego klienci pójdą siedzieć, bo taki zawarł układ. To on handlował tym syfem. Inaczej machina prawa powinna postępować z sporadycznymi użytkownikami, inaczej z uzależnionymi. Konsekwencje muszą być ale nie koniecznie Zakład Karny.