Pan Honda

Muszę przyznać, że opuściłam się w czytaniu nowych horrorów i dopiero z mediów dowiedziałam się, że „zabójca z Sopotu” realizował scenariusz z książki S. Kinga „Pan mercedes”. Okazuje się, że moje obawy były przedwczesne. Prasa i portale internetowe poświęcają wiele uwagi tej sprawie i nie zamiatają sprawy pod dywan.

Zastanawiam się tylko czy to:

a) faktycznie przypadek poważnej chory psychicznej – to możliwe. Chorzy na takie chorzenia jak schizofrenia np. w okresach pogorszenia odstawiają leki i wtedy zaczyna się piekło.

b) a może doskonała linia obrony – to też możliwe. „Pan Honda” powiedział policjantom „jestem chory i niczego wam nie powiem. A to już wygląda na premedytację i zaplanowaną wcześniej linię obrony. 

Oby to nie była ta druga sytuacja, bo to by oznaczało, że młody psychopata lub / i osoba używająca narkotyków pojechał się zabawić… Aż ciarki przechodzą. 

Na marginesie chciałam podkreślić, że to co zamierzał zrobić „Pan Honda” (ale na szczęście mu nie wyszło) to właśnie miała być masakra. A nie spóźnienie się do pracy czy podsłuchanie jak mnie znajomi obgadują. I nie otrzymanie jedynki z matematyki! Już kiedyś pisałam na ten temat, powtarzam, bo gdy słyszę słowo masakra w idiotycznym kontekście staję się krwiożercza.

Definicja tego słowa według Słownika Języka Polskiego brzmi: „zabijanie, mordowanie, zwłaszcza masowe, w okrutny, bestialski sposób; rzeź”.

Masakra

Wyjdę na wredną i czepialską sukę, ale mam już dosyć słowa „masakra” używanego w potocznych rozmowach jako przerywnika lub synonimu jakichś drobnych kłopotów.

Według Słownika Języka Polskiego PWN:

masakra

1. «masowe zabijanie w okrutny sposób»
2. «wypadek lub inne tragiczne wydarzenie, w którym jest wielu rannych i zabitych»
Według Wikipedii:
Masakra – potoczna nazwa krwawego starcia zbrojnego lub rzezi ludności cywilnej, połączonej z okrucieństwem i znęcaniem się; krwawa rzeź. Masakrami bywają nazywane zarówno niektóre zbrodnie prawa międzynarodowego (np. ludobójstwo), jak też przypadki masowych morderstw (np. strzelaniny).

Drażni mnie gdy ktoś mówi: „Dostałam 2 z matematyki, masakra”. Jeszcze bardziej drażni mnie gdy rozsądna (wydawałoby się) osoba, posiadająca więcej niż gwiazd na niebie certyfikatów i dyplomów zawodowych, mówi: „Znowu nie dostaliśmy materiałów informacyjnych na czas, masakra”.

Bo masakra to była na Wołyniu, w krajach byłej Jugosławii, w wielu krajach afrykańskich i arabskich, w czasie II WŚ i w Biesłanie… Jest wtedy gdy w okrutny sposób giną ludzie, gdy dojdzie do jakiegoś strasznego wypadku drogowego lub gdy oszalały dla idei zamachowiec wysadza ludzi w  powietrze.

A dziś beztrosko nazywamy tak puby, firmy reklamowe itp. Wystarczy „wygooglować” (wpisać w wyszukiwarkę Google lub inną) słowo „masakra’ aby dowiedzieć się ile ma teraz znaczeń.

Wzdragam się przed takim beztroskim używaniem słów, bo to przytępia naszą wrażliwość. Takie mam przynajmniej wrażenie. Może się mylę. Swoją drogą to ciekawe czemu akurat to słowo wywołuje we mnie tyle emocji. Z reguły nie czepiam się wtrąceń, nie poprawiam rozmówcy, nie zwracam uwagi na słowa używane w innym znaczeniu niż ogólnie przyjęte (no chyba, że muszę dopytać o definicję słowa aby zrozumieć o co mojemu rozmówcy dokładnie chodzi). A słowo „masakra” użyte jako przerywnik doprowadza mnie do białej gorączki. Gdy je słyszę lub wypowiadam widzę w głowie obrazy z frontu, z filmów wojennych lub katastroficznych. Widzę masowe groby, ciała na poboczach, krew na piasku. I dlatego każdego mojego nastolatka pytam co to jest „masakra”, gdy niefrasobliwie używa tego słowa. A potem dyskutujemy o tym. Wiem, że jestem dziwna, ale inaczej nie potrafię. Nie chcę aby „masakra” zastępowała słowo na „k” jak przecinek.