Dzieci na sprzedaż

Przeczytałam dziś pouczający artykuł o dziennikarzu, który znalazł ogłoszenia o treści „Sprzedam dziecko za 20 tysięcy”. Z treści tego ogłoszenia wynikało, że młoda kobieta jest w drugim miesiącu ciąży, dba o siebie i chętnie sprzeda dziecko „w dobre ręce”. O adopcji ze wskazaniem było już powiedziane i napisane bardzo dużo. Słowo „surogatka” odmieniano przez wszystkie przypadki. Bo w większości przypadków adopcja ze wskazaniem to umowa handlowa. Płaci się np. 36 tysięcy plus finansuje wszelkie badania matce, która obiecuje, że po porodzie odda do adopcji dziecko płacącym rodzicom. Czasem zdarza się, że kobieta po po porodzie nie chce oddać dziecka i jest afera. Ale afera jest głównie wtedy, gdy komórki rozrodcze były rodziców, do których dziecko ma trafić. Wtedy nie wystarczy oddać pieniędzy… Choć w prawie polskim matką jest kobieta, które dziecko urodziła, a nie ta która jest matką genetyczną.

Handel ludźmi jest przestępstwem. Adopcja ze wskazaniem jest legalna. Polska polityka adopcyjna, wielomiesięczne (a tak naprawdę wieloletnie) staranie się o uzyskanie dziecka do adopcji powodują, że coraz więcej rodziców jest skłonnych skorzystać z „kupna” dziecka. Albo z zapłodnienia in vitro (z własnych komórek rozrodczych) albo po prostu dziecka innej pary, która dziecka nie chce. Ludzie, którzy leczyli się szereg lat z powodu niepłodności są już w wieku zbliżającym się do średniego (lub dawno go przekroczyli) nie są szczęśliwi, że będą czekać na dziecko następne kilka lat. Dodatkowo większość ludzi chciałaby wychowywać adoptowane dziecko (jeśli jest już pewność, że własnego mieć nie będą) od jak najmłodszego wieku, a przy obecnych procedurach jeśli dziecko będzie miało kilka miesięcy w momencie adopcji to jest niebywałe szczęście. No i nie zapominajmy, że prawie połowa ośrodków adopcyjnych w naszym kraju została zamknięta. Kiedyś o tym pisałam. o ile dobrze pamiętam jeśli w ostatnim roku sukcesem nie zakończyło się 10 adopcji, ośrodek miał zostać zlikwidowany. Likwidacja ośrodków nie przyśpieszyła procedur, nieprawdaż?

Dziś zastanawiam się nad etyczną stroną całej tej sytuacji. Czy nie lepiej aby młoda dziewczyna, która nie chce swojego dziecka lub kobieta, która znalazła się w takiej sytuacji, iż nie chce (nie może) wychować kolejnego dziecka mogła je przekazać bezpośrednio wybranej rodzinie (zamiast np. zabić i zakopać pod progiem)? Tylko do czego obecna sytuacja prowadzi? Może skłaniać kobiety do uczynienia zawodu z bycia surogatką lub sprzedawania własnych dzieci. I czy dziecko w ogóle może być towarem na sprzedaż?

Co o tym sądzicie?