Uwaga: depresja!

Musze przyznać, że wyznanie Justyny Kowalczyk co do jej zaburzeń depresyjnych zrobiło na mnie wielkie wrażenie. I to niezależnie od tego czy to całkowicie prawdziwa spowiedź czy też częściowo próba ocieplania wizerunku. Zakładam, że to pierwsze.

Muszę przyznać, że nigdy za panią Justyną nie przepadałam. Wydawała mi się taka odpychająca i zimna. Być może mam teraz odpowiedź na to dlaczego tak ją odbierałam. Justyna Kowalczyk pokazała najbardziej dobitnie czym jest depresja. Można na nią chorować mając wszystko: urodę, fenomenalne wyniki w sporcie, uwielbienie tłumów. Depresja bardzo często pojawia się mimo czegoś, a nie z powodu czegoś.

A jak bardzo ta choroba nie jest rozumiana widać po komentarzach, które pojawiają się w różnych miejscach w sieci pod artykułami o wywiadzie ze znaną sportsmenką. Tyle zdziwienia, że jak to bo przecież taka silna, taka utytułowana, taka zdolna… Porady aby wzięła się w garść… I inne dziwne reakcje wskazujące na to, że nie mamy pojęcia o depresji. Permanentny brak radości, chęci, wiary w to, że może być lepiej, niechęć do działania, łaknienie śmierci czasem nie ustępują nawet po lekach. Chory wcale nie chce tak się czuć. To poza nim.

Dzięki temu wywiadowi w całej Polsce rozpoczęły się dyskusje na temat tej choroby. To bardzo dobrze. I chwała za to Pani Justynie! Mam nadzieję, że będzie dobrze, że zapanuje nad schorzeniem. A jej zasługa jest nieoceniona. I teraz już nie tylko w sporcie.

Gdy czerń zjada kolory

Obiecałam tekst o depresji. To poważny problem i choroba, która odbiera radość oraz zagraża życiu człowieka. Skupię się tu jednak nie tylko na zaburzeniu afektu, ale także na epizodach depresyjnych w ogóle. Co najmniej 18% osób doświadcza przynajmniej jednego takiego epizodu w ciągu życia. To dużo.

Ludzie są w stanie zrozumieć człowieka z nawet poważnie obniżonym nastrojem jeśli właśnie stracił rodzinę, zachorował na poważną chorobę lub przeżył jakąś tragedię. To nam się mieści w głowie. A co jeśli osoba młoda, piękna, bogata, zaradna i bez poważniejszych problemów zaczyna się izolować, widzieć wszystko na czarno, objawiać bardzo niskie poczucie własnej wartości, ma kłopoty z jedzeniem i spaniem? Otoczenie często mówi „co z tobą, weź się w garść”, „A niby dlaczego chcesz umrzeć, przecież masz wszystko”, „Kowalscy to mają kłopoty i nie desperują”. Osoba w depresji słysząca takie komunikaty czuje się jeszcze gorzej. Czuje, że przesadza, szuka dziury w całym, nie zajmuje się tym czym powinna. A przecież nie ma siły, nie ma energii, jest nieszczęśliwa, chciałaby by to się skończyło. Ileż to razy słyszałam historię młodych, atrakcyjnych kobiet, które wyrzucały sobie, że nie mają siły zwlec się z łóżka nawet gdy dziecko płacze. „Co z ciebie za matka” – to potrafi być gwoździem do trumny…

No właśnie od razu przychodzi na myśl depresja poporodowa. Często wyśmiewana przez ludzi nie znających tematu. No przecież kobieta, która właśnie została matką powinna być szczęśliwa  lewitować z tego szczęścia. A tu jak na złość u sporej grupy kobiet zawirowania hormonalne oraz nowa, wymagająca wielkiej odpowiedzialności sytuacja powoduje, że kobieta czuje się skrajnie nieszczęśliwa, zmęczona, sprowadzona do roli przedmiotu. Boi się nowej roli, czuje się winna, ze nie czuje szczęścia bycia mamą, widzi, że nie ze wszystkim sobie radzi. A do tego nie ma kiedy się wyspać, odpocząć. Bardzo trudne położenie. A tu jeszcze do tego bardzo często babcie, teściowe, mamy i koleżanki mówią, ze o co w ogóle chodzi, tyle kobiet ma małe dzieci i sobie radzą. Poczucie winy i bycia nieudacznikiem pięknie wtedy narasta. 

Objawy depresji już podałam, ale powtórzę: 

Pacjent chorujący na depresję ma obniżony nastrój, cierpi na utratę zainteresowań i zdolności do cieszenia się oraz jest bardzo męczliwy i pozbawiony energii. Do najczęstszych objawów spotykanych w tej chorobie zaliczamy:

– osłabienie koncentracji i uwagi,

– niską samoocenę i małą wiarę w siebie;

– poczucie winy i małej wartości;

– pesymistyczne, czarne widzenie przyszłości;

– myśli i czyny samobójcze;

– zaburzenia snu;

– zmniejszony apetyt (za Klasyfinkcją zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania w ICD – 10).

Przyczyny depresji są natury psychologicznej (określony typ osobowości, wychowanie dziecka w szczególnych warunkach (np. zawstydzanie jako metoda wychowawcza) i inne tego typu oraz biologiczne, które wynikają z nieprawidłowego funkcjonowania Ośrodkowego Układu Nerwowego. Nie wykryto genu depresji, ale wiadomo, że istnieje zwiększone ryzyko występowania tej choroby w obrębie rodziny. Pewnie zarówno dlatego, że dziedziczymy sposób funkcjonowania OUN ale także dlatego, ze w obrębie rodziny często stosuje się dalej te same metody wychowawcze.

Wspomniałam tu o depresji poporodowej. Także w innych momentach życia ryzyko wystąpienia objawów depresji się zwiększa. Dzieje się tak gdy chorujemy na cukrzycę, choroby nowotworowe, niewydolność krążenia, i inne poważne choroby somatyczne, w starszym wieku, podczas menopauzy, andropauzy. Mężczyźni też nie są wolni od tego problemu. A im nawet trudniej szukać pomocy. To przecież takie nie męski 😦 Więcej o depresji w sposób profesjonalny pisze pani doktor Danuta Byczyńska na swojej stronie internetowej. Polecam! 


Co może pomóc? Z pewnością należy udać się do psychiatry. On nie gryzie i nie zakuwa od razu w kajdany czy nie wiąże w kaftan. Jednak to lekarz musi stwierdzić czy mamy do czynienia akurat z tą chorobą. I to on decyduje czy potrzebna jest farmakoterapia i jaka oraz proponuje psychoterapię. Wielu ludzi gdy słyszy o tabletkach czuje się kimś gorszym. No bo jak to? Nie umiem poradzić sobie sam? Gdy łamiemy nogę też ktoś inny pakuje nam ją w gips. Po prostu czasem tak jest, że trzeba skorzystać z pomocy innego człowieka czy leków. To nie upokarza. Małemu dziecko też jesteśmy niezbędni, bo ono bez nas nie przeżyje. My duzi też czasem do przeżycia potrzebujemy innych. Żeby pomogli nam pomalować świat z powrotem… Bo świat jest piękny, tylko czasem tego nie widzimy…


Problem z depresją

Depresja kliniczna sama w sobie jest bardzo poważnym problemem. Jest chorobą, która zabiera choremu radość funkcjonowania, a często zagraża jego życiu. Nie do końca wiadomo skąd się bierze. Ale nie czas i miejsce tutaj na opisywanie etiologii depresji. Piszę o niej w innym celu. Pacjent chorujący na depresję ma obniżony nastrój, cierpi na utratę zainteresowań i zdolności do cieszenia się oraz jest bardzo męczliwy i pozbawiony energii. Do najczęstszych objawów spotykanych w tej chorobie zaliczamy:

– osłabienie koncentracji i uwagi,

– niską samoocenę i małą wiarę w siebie;

– poczucie winy i małej wartości;

– pesymistyczne, czarne widzenie przyszłości;myśli i czyny samobójcze;

– zaburzenia snu;

– zmniejszony apetyt (za Klasyfinkcją zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania w ICD – 10).

Depresja stanowi poważny problem w leczeniu uzależnienia od alkoholu. Dość duży odsetek pacjentów cierpi z powodu podwójnego rozpoznania zarówno uzależnienia jak i depresji (pierwotnej lub wtórnej w stosunku do uzależnienia). I nie mam tu na myśli zaburzeń nastroju związanych z samym uzależnieniem czy postępującą ruiną życia osoby uzależnionej. Takie przejściowe zaburzenia depresyjne występują u każdego alkoholika i na szczęście są przemijające. Niestety spora grupa ludzi mimo rozpoczęcie utrzymywania abstynencji nadal „łapie kosmiczne doły”. Na nieszczęście osoby chorujące na choroby związane ze znacznym obniżeniem nastroju stosunkowo często odkrywają możliwość „samoleczenia” alkoholem lub narkotykami. I zanim się obejrzą mają już dwie choroby, a nie jedną.

Pacjent, który zgłasza się do terapii tylko z uzależnieniem, po zaprzestaniu picia, odkrywa kroczek po kroczku, pojawianie się poprawy. Stopniowo jego nastrój, choć nadal jeszcze nie wyrównany, poprawia się. Osoby, które jednocześnie chorują na depresję nie dostrzegają tej pozytywnej zmiany. A czarny dół, który przed sobą widzą jest gigantycznych rozmiarów. Wpływa na to zakłócenie biochemii mózgu związane  i z piciem i z depresją.

 

 

Takie osoby wymagają postawienia szczególnie uważnej diagnozy przez lekarza psychiatrę i umiejętnego poprowadzenia farmakoterapii. Dawno już minęły czasy, gdy do terapii nie przyjmowano pacjentów uzależnionych, którzy przyjmowali leki (ot choćby aspirynę). A pamiętam takie czasy! Jednoczesne leczenie depresji jest koniecznością! I daje pozytywne efekty oraz szansę na normalne życie.

***

Na koniec ostrzeżenie, związane z tematem tylko pośrednio, choć niewątpliwie. Nigdy nie używajcie amfetaminy i każdego kto chce to czynić odwodźcie od tego pomysłu wszelkimi sposobami. Używanie tego narkotyku niesie ze sobą ryzyko najbardziej przerażającego powikłania jakie znam: wystąpienia anhedonii – czyli TRWAŁEJ niezdolności do odczuwania przyjemności. Jeszcze nie wymyśliłam sposobu jak pracować z osobą, które tego doświadcza. A parę osób już spotkałam. I nikomu tego nie życzę…

Portrety: Natalia

Portret Natalii chodzi za mną od wielu miesięcy. Myślę o niej dziennie przynajmniej kilka razy. Zastanawiam się czy żyje, czy przyjdzie jeszcze raz. Boję się o nią. Zrobiłam wszystko co mogłam w sensie formalnym, prawnym i ludzkim żeby ją zabezpieczyć, ale i tak się boję.

Natalia skończy w tym roku 15 lat, chodzi do Gimnazjum. Jest bardzo łada i zgrabna. Ma piękne prawie czarne włosy do kolan. Gdy tylko się da maluje się maksymalnie. Wygląda wtedy na 19 lat. Osobiście uważam, że 100 razy ładniejsza jest bez makijażu. Szkoła zabroniła jej malowania i od tego czasu do szkoły chodzi au naturel. Nie ma żadnych pasji naukowych, jedzie równo na trójkach. Coraz mocniej zagłębia się w internet i facebook. Słucha dziwnej muzyki, dziwnie się ubiera, nosi dziwne symbole. Ubiera się tylko i wyłącznie na czarno. W ogóle nie wierzy w siebie, w to, że ktoś mógłby ją lubić. Czuje się bardzo samotna. Nie wierzy w Boga i nienawidzi matki. Właśnie: matki. Nigdy nie powiedziała o niej „mama”. Starszej siostry też nienawidzi. Do mężczyzn z rodziny (taty i brata) ma stosunek neutralny.

Trafiła do mnie z nakazu sądu. Została wkopana przez innych nastolatków informacją, że paliła marihuanę. Przyznała się. Ma do mnie chodzić do pełnoletności. Jest jedną z nielicznych osób, które chadzają chętnie, sama się dopomina o kolejną wizytę, przychodzi przed czasem i siedzi dużo dłużej (jeśli akurat nie ma następnej osoby). Nie ma problemu z narkotykami. To tylko były nieporadne próby znalezienia akceptacji wśród rówieśników. Natalia ma inny problem: jest zagrożona samobójstwem. Mówi o nim i myśli od dawna. Specjaliści i osoby decyzyjne w tym zakresie, twierdzą, że jeszcze nie ma stanu alarmowego. Muszę im wierzyć. Ale lęk mnie nie opuszcza. Mam nadzieję, że z tego wyrośnie.

Nie rozumieją się z mamą. Nie potrafią ze sobą spokojnie rozmawiać, ba, nawet przebywać w tym samym pomieszczeniu bez kłótni, walki i wrzasków. I w tym zakresie wszelkie próby wpływu kończą się jak walenie grochem o ścianę. Coś tam się w niej zmieniło od kiedy się spotykamy, ale nie stosunek do mamy. Wrogość się stabilizuje i twardnieje na mur.

Poznajemy się wzajemnie od miesięcy. Wiem już wiele rzeczy o chłopakach, szkole, przyjaciółkach, nauczycielach i rodzinie. Ale nadal nie wiem co się kryje ze jej destrukcyjnym funkcjonowaniem. Czy to depresja kliniczna? Czy jakaś nienazwana i niewypowiedziana trauma? Czy skrajny wymiar zaburzeń emocjonalnych dorastającej dziewczyny? Specjaliści zapewniają mnie, że nie zrobi sobie krzywdy. Chcę w to wierzyć.

Uwaga depresja!

W Zgierzu doszło do tragedii. Według doniesień medialnych młoda kobieta najprawdopodobniej zabiła siebie i swoją 2,5 letnią córeczkę doprowadzając do pożaru i zatrucia tlenkiem węgla. Według mediów od ponad tygodnia zachowywała się inaczej niż zawsze, była apatyczna i przygnębiona. Do tego stopnia, że w dzień przed tragedią mąż poszedł z  żoną do psychologa (?). Znak zapytania dlatego, że w jednych relacjach medialnych mówi się o psychologu w innych o lekarce. Ponieważ w przychodni było zbyt wielu ludzi i była późna godzina, specjalista nie zgodził się przyjąć tej pani. Następnego dnia doszło do pożaru i śmierci.

Niezależnie czy było to samobójstwo rozszerzone czy nie, warto zatrzymać się chwilę nad kondycją psychiczną Polaków. Takich strasznych doniesień jest coraz więcej: samopodpalenia, samobójstwa rozszerzona, zabójstwa itp. nie ma się co pocieszać, że to tylko wynik działania mediów i nadmiernego epatowania widzów czy czytelników jednostkowymi przypadkami. Problemów psychicznych i psychologicznych jest coraz więcej. Sprzyja temu nadmierne tempo życia, brak możliwości lub umiejętności wypoczynku, nasze odżywanie, tryb życia, walka o przetrwanie w wielu rodzinach i wszechobecny stres.

Należy też pamiętać, że depresja może się pojawić niezależnie od sytuacji życiowej człowieka. To taka choroba. I nic nie pomoże mówienie: „weź się w garść przecież żyjesz jak w niebie”. To tylko pogarsza, bo człowiek dodatkowo czuje się winny i niewdzięczny z powodu tego, że nic go nie cieszy, ze zapada się w czarną otchłań. Zawsze warto bacznie obserwować człowieka, który zaczyna się zupełnie zmieniać. Jeśli obserwuje się objawy potencjalnej depresji u najbliższego to nie ma na co czekać tylko warto poszukać pomocy.

Objawy depresji: obniżenie nastroju, chory nie odczuwa radości i przyjemności; lęk i niepokój; w postawie chorego widać cierpienie, np. zgarbione plecy, opadnięte kąciki ust, wzrok wbity w ziemię; chorego przepełnia uczucie beznadziejności, natrętne myśli o śmierci i samobójstwie; zanik lub znaczące ograniczenie aktywności ruchowej; bezsenność lub senność nadmierna; jadłowstręt lub nadmierny apetyt; osłabienie libido; często nasilenie objawów rano.