Nie udało się

Mój Starszy Zajączek znowu zachorował, mam wiele, wiele i jeszcze raz wiele obowiązków, a „urlop” idzie nam jak po grudzie ze względu na pogodę i chorobę. Dodatkowo jestem nabuzowana z różnych przyczyn. Wobec powyższego wyszłam na szybką przebieżkę z aparatem żeby się wyciszyć i nabrać proporcji oraz dystansu. Idąc łąkami, polami i wykrotami (jak dobrze, że mam je pod ręką) spotkałam idącego na przeciw mnie człowieka. Byłam zafascynowana obfotografowywaniem motylka więc i na człowieka nie zwróciłam szczególnej uwagi. W uszach miałam słuchawki i słuchałam sobie ulubionej muzyki. Ale akurat traf chciał, że muzyka zamilkła, gdy osoba ta mnie mijała (szła wolno i niezdecydowanie rozmawiając przez telefon). Usłyszałam parę słów, które powiedziały mi, że dzieje się coś złego w życiu tego człowieka. Minęliśmy się jednak i rozeszliśmy w przeciwna strony. Gdy wracałam z mojej włóczęgi, spotkałam tę osobę drugi raz. Siedziała na łące (ale blisko cywilizacji) pogrążając się w smutku (żeby nie powiedzieć rozpaczy) i beznadziei. Przeszłam raz, przeszłam drugi (z dala, nie przeszkadzając). Miałam już wracać do domu, ale powiedziałam sobie, że nie zapomnę, ani się nie uspokoję jeśli nie podejdę… Zawróciłam i spytałam czy mogę w czymś pomóc. Nie mogło być innej odpowiedzi. „Nie” wystrzeliło jak pocisk. Też bym pewnie chciała być sama. Upewniwszy się, że nic tu po mnie, odmaszerowałam.

 

Czy faktycznie mogłam coś zrobić, w czymś pomóc, czemuś zapobiec? Pewnie nie. Ale gdybym sobie poszła bez pytania do teraz czułabym niepokój. Nadal go czuję, ale inny. Coś zrobiłam, spróbowałam, nie minęłam bez słowa. Z tego jestem zadowolona. Choć być może wyszłam na wścibską jędzę lub naraziłam się na śmieszność jak wtedy gdy pod sklepem osiedlowym  zapytałam dyszącego straszliwie faceta, który zgiął się w ukłonie czy wszystko w porządku. Myślałam, że się dusi, a on tylko uprawiał jogging :))

Mam nadzieję, że tej osobie wszystko się poukłada. Jutro też jest dzień…

A czemu o tym piszę? Może jak chcą niektórzy jestem tak zadufana w sobie, że lubię się sobą zachwycać… A może dlatego, że to wcale nie łatwo odrzucić społeczne okowy i zareagować, wbrew nauce, że nie należy się wtrącać… Może dlatego, że ja uważam, że należy… Ten mężczyzna od joggingu był wdzięczny, że się zainteresowałam jego „duszeniem się”. Powiedział, że tak rzadko ktoś zwraca uwagę na drugiego człowieka… No właśnie! Wcale się nie śmiał z mojego występu…

Kolorowych snów 🙂


Granica

Wczorajszy komentarz Almetyny wywołał we mnie lawinę skojarzeń i przemyśleń. Dziś hasając ponownie wzdłuż Olzy musiałam sobie to nieco poukładać. Uświadomiłam sobie, że faktycznie to pierwsze spotkanie opisane w notce „Znak (spotkanie)” nadaje się na scenariusz filmu pełnego symboli. Do wczoraj nie dotarło do mnie, że zobaczyliśmy się będą przegrodzeni granicą państwa (nic to, że po Schengen już tylko symboliczną).

I tajemniczy nieznajomy, aby do mnie podejść musiał tę granicę sforsować. Zrobił symboliczny pierwszy krok przechodząc na moją stronę. Drugi symbol jaki do mnie dotarł, to fakt, że za drugim razem spotkaliśmy się już po tej samej stronie granicy. Moje myśli poszybowały do granic między ludźmi. Gdybym na jego widok zapiszczała „idź sobie brudny pijaku” nie dowiedziałabym się wielu ciekawych rzeczy, nie powstałoby (bardzo na razie kruche i tymczasowe) porozumienie. A prozaiczniej nie dowiedziałabym się, że mam przed sobą ciekawą, mądrą i uzdolnioną osobę. I jeszcze coś mi się przypomniało:

„Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu” Antoine de Saint-Exupéry 

Nieprawdaż? Kocham Małego Księcia a ten tekst jest dla mnie jednym z najważniejszych.

Warto wychodzić poza nasze granice. Może nie zawsze, ale jednak.

I kolejne sprawa. Uświadomiłam sobie, że kiedyś bałabym się powiedzieć większości z tego co do niego powiedziałam obawiając się dwuznacznego zrozumienia i tego co sobie pomyśli. Ale ja już nie jestem nastolatką. Nie martwię się co ludzie sobie pomyślą, gdy mówię im coś prawdziwego czy miłego. Ostatnio byłam świadkiem jak kierowca autobusu, wysłany w związku z awarią poprzedniego, zbiera cięgi od ludzi, którzy czekali na przystanku pół godziny w zimnym deszczu. Wysiadając życzyłam mu spokojnego popołudnia po niewątpliwych atrakcjach jakich zażył rano. Był wdzięczny za ludzkie słowo. Dawno temu nie wykrztusiłabym z siebie czegoś takiego bojąc się, że pomyśli, iż go uwodzę albo co… Teraz opinia ludzi (taka powierzchowna) jest mi zupełnie obojętna. Podobnie było gdy siedziałam pod pomnikiem w towarzystwie „menela”, a matki z wózkami przyglądały mi się krytycznie.

Wrócę do wątku, który tu się przewijał już wiele razy. Warto być (w rozsądnych granicach) otwartym na drugiego człowieka. Warto przekraczać umowne granice, warto też być miłym dla innych. I co z tego, że inni nie są mili dla mnie? Kropla spada do wody i tworzy kręgi, które oddalają się aż do brzegu. A potem fala odbija się i wraca do nas…

Pogarda

Nie umiałam się wysłowić wystarczająco dobrze we wpisie „Człowiek”. Zresztą od dłuższego czasu przekonuję się, że nie potrafię pisać zrozumiale. Po drugie często jeśli temat dotyka osobiście można inaczej odebrać intencje autora. Doszłam do wniosku, że lepiej ode mnie napisałaby ten tekst siostra Małgorzata Chmielewska, która od lat zajmuje się pomocą osobom wykluczonym społecznie (wiem, że sporo moich czytelników traktuje ją jak autorytet). Z pewnością umiałaby powiedzieć czemu dotknęła mnie pogarda w oczach drugiego człowieka. No ale siostry na blogu nie mam. Wykorzystam zatem wiersz, który jest jednym z moich ukochanych utworów, cytowany był tu również już kilka razy (ale w tej wykasowanej części). Po co poprawiać mistrzów? Ten utwór robi na mnie niesamowite wrażenie, mimo iż jest to modlitwa. Sobie też tego życzę. Zatem zapraszam do wersji literackiej i śpiewanej:

„Modlitwa o wschodzie słońca” Natan Tenenbaum

 

Każdy Twój wyrok przyjmę twardy

Przed mocą Twą się ukorzę

Lecz chroń mnie, Panie, od pogardy

Od nienawiści strzeż mnie, Boże


Wszak Ty jesteś niezmierzone dobro

Którego nie wyrażą słowa

Więc mnie od nienawiści obroń

I od pogardy mnie zachowaj


Co postanowisz, niech się ziści

Niechaj się wola Twoja stanie

Ale zbaw mnie od nienawiści

Ocal mnie od pogardy, Panie


 

 

Ten utwór jest ponadczasowy i dotyczy chyba także tego co dzieje się obecnie w Polsce i na świecie. 

 

Dodam jeszcze tylko to co napisałam w komentarzu skierowanym do Jaskółki, bo może ważne jest aby usunąć w cień akurat problem alkoholizmu, który za bardzo wszystkich drażni. Gdyby to były dwie osoby zaburzone psychicznie, podobnie zanieczyszczone i pokrwawione poczułabym się tak samo. I dodam jeszcze coś, choć znowu narażę się na uwagi o mojej egzaltacji. Stawanie po stronie słabszego nie dotyczy u mnie tylko ludzi. Do tej pory pamiętam, jak mając 16 lat uratowałam pszczołę. Moja przyjaciółka też wtedy powiedziała, że to egzaltowane i idiotyczne. Możliwe, że tak właśnie jest, ale będę ratować dżdżownice, pszczoły i inne zwierzęta. Im trzeba ratować tylko życie, bo pogardliwej uwagi by nie zrozumiały. Człowiekowi czasem trzeba ratować też godność.