Nowy początek

W życiu politycznym dzieje się wiele. Nie mam siły tego komentować. Z przyczyn nie do końca zależnych ode mnie znowu zaczynam przygodę z firmą. W sumie się nawet cieszę, że w pewnym sensie będę niezależna. Mam parę uwag związanych z rejestrowaniem firmy. I niestety także dotyczących niektórych powodów powstania firmy.

Konkursy ofert na świadczenie usług związanych m. in. z przeciwdziałaniem uzależnieniom dla miasta zostały już rozstrzygnięte. Okazało się, że nakłady na tę dziedzinę zostały zredukowane. W przypadku prowadzenia Klubu Abstynentów obecny budżet wynosi 85% zeszłorocznego. To bardzo duża redukcja. Zredukowano właściwie wszystko co dotyczy pomocy społecznej, socjoterapii, przeciwdziałania patologiom itp. z zadań zleconych. Dziura budżetowa. Co robić… Dotyka mnie to osobiście i finansowo i jako osobę, która widzi potrzebę raczej poszerzania dostępu do tego rodzaju ofert. Nie mam na to wpływu. Za to mogę spróbować jeszcze raz wziąć odpowiedzialność za swoje zarobkowanie.

Dzięki zakładaniu firmy przekonałam się, że na każdym etapie (Referat Działalności Gospodarczej, ZUS, Urząd Skarbowy) spotykałam się z kompetentną i miła obsługą. To ważne, bo tym razem mam zamiar radzić sobie niemal we wszystkim sama. Wszędzie dostałam dokładne i zrozumiałe informacje, gdzie, co i kiedy.

Dziś pierwszy dzień funkcjonowania nowej firmy. Dostałam dwa listy adresowane już na firmę. Nieźle co? Pierwszy to zaproszenie do otwarcia konta firmowego w pewnym banku ze wszystkimi bajerami. Drugi druk przelewu na CEODG (nie mylić z CEIDG) w wysokości 200 zł. Nie ze mną ten numer, bo nie dość, że pani rejestrująca moją firmę ostrzegała mnie przed tymi naciągaczami to jeszcze dostawałam takie listy 4 lata temu. No ale szybkości obu firmom można pozazdrościć… Nie skorzystam jednak z ich ofert!

Zaczynam więc nowe życie zawodowe, dowiadując się jakie to pułapki czatują na mnie biednego żuczka. Wczoraj przekonałam się, że jedna z firm oferujących tanie wizytówki nieźle oszukuje. Nie skorzystam z ich oferty. Nie czuję też euforii, która towarzyszyła mi za pierwszą próbą. Teraz to konieczność ratowania finansów. Jestem bogatsza w różne doświadczenia i kontakty. Może się uda. Życzcie mi szczęścia, bo będzie bardzo potrzebne.

Na marginesie przychodzi mi do głowy jeszcze jedna kwestia, która nurtuje mnie od jakiegoś czasu. Pisząc pismo urzędowe, email czy podanie używam zwrotów grzecznościowych. Pisząc np. do Burmistrza robię to aby zwrócić uwagę na jakiś problem w mieście. Niestety każda odpowiedź z ratusza pozbawiona jest niemal wszystkich form grzecznościowych (z wyjątkiem Szanowna Pani w nagłówku). Żadnego „z poważaniem” na końcu. Sucho, niemiło… Wiem czepiam się. W dodatku ton odpowiedzi za każdym razem odbieram jako: „dobra, dobra my i tak to wiemy, po co nam zawracasz głowę, jesteśmy lepiej wykształceni i panujemy nad wszystkim”. Bardzo przeżyłam kampanię wyborczą ponad rok temu i te wszystkie zarzuty, że nie mam prawa się odzywać, bo nie jestem stela i na zawsze będę obca. Każda odpowiedź z Urzędu Miasta (po moim zwróceniu uwagi na jakiś problem społeczny) utwierdza mnie w decyzji żeby przestać się pchać gdzie mnie nie chcą. Wszelka bezinteresowność jest traktowana podejrzliwie. Ok. A więc od teraz interesownie… To rozgoryczenie narasta od dłuższego czasu. Nie jestem potrzebna. Niech i tak będzie. 

I na koniec życzenia dla Was wszystkich:

379abs1

Wstręt

Czuję obrzydzenie i wstręt śledząc coraz bardziej rozwijającą się akcję Wprost dotyczącą Kamila Durczoka. Przyglądam się temu wszystkiemu coraz bardziej zniesmaczona i lekko wstrząśnięta. Przekraczamy kolejne granice lekceważenia prawa (o przyzwoitości czy rzetelności już nie mówiąc). Patrzę na to wszystko ze zgrozą wiedząc jak to jest z ofiarami przestępstw seksualnych zwłaszcza ze strony szefa. I wyobrażam sobie, że może być tak, że dziennikarka, która doświadcza tego rodzaju napaści wie dobrze, że policja czy prokurator wcale jej mogą nie pomóc. Za to straci pracę i przejdzie przez pręgierz opinii publicznej w tym dziennikarskiej (ona sama wszak zna meandry „dziennikarstwa”, może nawet sama manipulowała ofiarami podczas przeprowadzania rozmów, wywiadów, tworzenia materiałów dziennikarskich). Co więcej dowiaduje się od innej koleżanki dziennikarki, że pewnie nie dość skutecznie broniła swej godności. A najpewniej sama chciała, bo mężczyzna zawsze wyczuwa gotowość etc… Mogę rozumieć, że w pewnych sytuacjach chce się ukarania winnego, wręcz zemsty. Albo po prostu nagłośniania sprawy bez udziału służb… Ale… w polskim prawie nie ma „pewnie jest tak”, „a może zdarzyło się”. Jak na razie jest tylko jedna ofiara całej tej sytuacji: Kamil Durczok. Bo nie może być tak, że wypisuje się nie wiadomo co bez procesu, dowodów. Że zaczyna się przytaczać jakieś sytuacje typu był tam a tam – pewnie w coś jest umoczony. Bo nie można pisać bez dowodów, świadków,procesu i wyroku: WINNY. Przecież my w ogóle nie wiemy o co chodzi: czy było przestępstwo, a jeśli było to po której stronie. Było molestowanie i mobbing czy próba zemsty i zniszczenia człowieka? I nie może być tak, że wyroki się wydaje na zasadzie „przecież wszyscy to wiedzą”. Ja nie wiem. No i co to za serial bez konkretów. Każdy ma jakieś ciemne strony, które można wygrzebać. Tylko czy tym mają zajmować się dziennikarze? Jest konkret (przestępstwo) kawę na ławę, a nie takie podchody. Gonienie za zyskiem też ma swoje granice. I jedna z nich zaczyna się w sądzie.

Sprawa jest tym bardziej przykra, że w ten sposób trywializuje się, obrzydza i rewiktymizuje kobiety, które doświadczają takiej krzywdy ze strony szefa. Gdy sobie to wszystko przemyślą, poczytają komentarze na forach i wypowiedzi innych kobiet mogą na zawsze stłumić w sobie chęć szukania sprawiedliwości i bronienia siebie. Źle się dzieje!

***

Żeby nie było już całkiem obrzydliwie na koniec kilka zdjęć wykonanych z Wieży Piastowskiej w promieniach zachodzącego słońca.

133a14215

Widok na polski Cieszyn

Widok na Czeski Cieszyn

141a14215

Widok na Wieżę Ostatecznej Obrony145a14215Widok na Czeski Cieszyn (w tle po lewej stronie Jaworowy)

Rotunda Św. Mikołaja

198a

Cieszyn Okiem obserwatora

095a6614Zachód słońca nad Osiedlem Piastowskim

Wschód słońca nad stawami na Gułdowach

06418414aOlza

Mgły o świcie nad Mnisztwem

01217414Rotunda Św. Mikołaja w maju

Olza – widok na Most Przyjaźni i krytykę polityczną

031a10414Najpiękniejsze magnolie są w Cieszynie – ul. 3. Maja

002a81114Zamek

01017114Odnowione wnętrze Ratusza

101ab2115Bobrówka

Wschód słońca nad Olzą

086ab1310

Lasek Miejski

Rotunda Św. Mikołaja jesienią

009ab27115Park Pokoju

029a9215

Ulica Hallera

Bezdomny węzeł gordyjski

Pkanalia wczoraj zapytał mnie czemu tak pędzę z materiałem 🙂 Ano wykorzystuję czas póki go mam. Wiecie jak to jest „gdy nie ma dzieci w domu…”. Poza tym nagromadziło mi się materiałów i przemyśleń. Gotowanie, prasowanie, zszywanie podartych spodenek itp. niesie ze sobą ryzyko hasania myśli.

Kilka tygodni temu w naszym mieście zdarzył się incydent, który był początkiem przemyśleń na temat bezdomności, wolności jednostki, granic uznawania tej wolności, życia i śmierci, odpowiedzialności urzędów i urzędników… Otóż kilka tygodni temu zmarł pewien bezdomny mężczyzna. Zmarł wkrótce po przewiezieniu go do szpitala. Wcześniej Straż Miejska i pracownik socjalny z ramienia MOPS (zajmujący się problemem bezdomności) wielokrotnie próbowali skłonić tego człowieka do porzucenia koczowniczego trybu życia na osiedlu i zabrania do do Centrum Edukacji Socjalnej. CES to miejsce dla osób bezdomnych, ale nie tradycyjna noclegownia. Mieszkający tu ludzie funkcjonują jak w normalnym domu, sprzątają, gotują, pracują. Mają zapewnione wsparcie pracowników socjalnych oraz instruktorów zawodu a także prawnika. Aby tu zostać muszą podjąć leczenie (uzależnienia, psychologiczne, somatyczne) w zależności od potrzeb i konieczności i trzymać się zasad domu. M. in. nie wolno tu spożywać alkoholu, używać innych substancji psychoaktywnych (z wyjątkiem nikotyny ale i to tylko na powietrzu). Jeśli macie ochotę na więcej szczegółów to podaję link CES. Warto się zapoznać bo to świetnie działające miejsce.

Wracając do pana, o którym mowa. Przebywał on ponad dobę w CES’ie jakiś czas temu, ale jak głośno twierdził już tam nie wróci, bo nie podobają mu się ograniczenia, które tam panują. Pytany czy chodzi o zakaz picia alkohol potwierdził to. Poza tym gdy Straż Miejska chciała go zabrać z miejsca koczowania i udzielić mu pomocy odmawiał jej. Odmówił również na piśmie. Podobnie pracownikowi MOPS. Miał poranione, zmienione chorobowo ręce i osoby którym ufał prosił np. o jakąś maść do ich posmarowania. Czy zrobiliśmy wszystko co było można aby mu pomóc? W świetle panujących przepisów – tak. Miał prawo odmawiać instytucjonalnej pomocy… Czy można było zrobić coś jeszcze? Jakoś inaczej?

Mam pewien pomysł ale jest kontrowersyjny i sama widzę jego ograniczenia. Otóż gdybyśmy poza CES’em mieli jeszcze klasyczną noclegownię: pobyt tylko od 18 do 8 rano (w zimie) i od 20 do 6 rano (w lecie), z prostymi i podstawowymi miejscami do spania, prostym posiłkiem, gorącą herbatą, natryskami, podstawowymi lekami bez recepty… i kimś kto potrafi dogadać się z towarzystwem i będzie próbował motywować do zmiany, do terapii, do ratowania życia. Może część z tych ludzi, którzy umierają pod mostem żyłaby na tyle długo aby zechcieć znaleźć się w CES. Z drugiej strony takie miejsce odbierałoby element nacisku jaki teraz ma CES jako jedyne ciepłe schronienie. Głośno i publicznie myślę i liczę na to, że odezwą się osoby, które się mądrze wypowiedzą. Bo wiecie: mam w głowie przykład bliskiego znajomego, który od lat jest w ciągu. Pije więcej lub mniej ale za to codziennie. I wiem, że gdyby los skierowałby na ulicę, w krzaki albo pod most to on by do CES nie poszedł. Za bardzo boi się odstawienia alkoholu. I mimo wiedzy o chorobie, z biegiem lat coraz trudniej mi powiedzieć niech umiera w tych krzakach. Bo czasem trzeba czasu na wykrzesanie z siebie motywacji, czasem potrzebny jest wypadek losowy, który zmusi np. do pobytu w szpitalu. Poza tym każdemu trzeba czasem ludzkiej obecności, ciepła i dostrzeżenia iskry człowieczeństwa w czasem bardzo zniszczonej powłoce cielesnej.

Może potrzeba nam jeszcze innych form działania?

Blog Roku 2014

Blog „Okiem obserwatora’ po raz kolejny bierze udział w konkursie na Blog Roku 2014. Zgłosiłam go z trzech powodów:

1) Uważam, że nigdy dość tematyki społecznej. Wielu ludzi borykających się z problemami tego typu (uzależnienie własne lub członka rodziny, przemoc domowa itp.) nie szuka pomocy, bo uważa, że nie zostaną zrozumiani, bo brak im wiedzy czy sił aby szukać wsparcia. Otwarte mówienie o tych problemach jest ważne, pozwala na zrozumienie, że nie jest się samotnym, że nie jest się dziwakiem, że inni przez podobne problemy przeszli i dali radę. Chcę aby treści społeczne wkraczały pod strzechy również blogowym kanałem.

2) Jestem pełna entuzjazmu jeśli chodzi o promowanie mojego miasta – Cieszyna. To przepiękny nadolziański gród, z niesamowitymi zabytkami, klimatycznymi miejscami, z historią sięgająca tysiąca lat temu. Dodatkowo miasto jest atrakcyjne turystycznie z uwagi na bycie miastem granicznym. Za mostami rozciąga się republika Czeska. Warto Cieszyn promować, pokazywać i także w ten sposób reklamować go potencjalnym turystom.

3) Jestem dumna z tego miejsca. Na tym blogu spotykamy się od 4,5 roku. Przychodzą i dyskutują tu ludzie o skrajnych poglądach na wiele spraw. Temperatura niektórych dyskusji jest ogromna. Mimo tego potrafimy rozmawiać ze sobą w sposób kulturalny. Sporadycznie wkrada się zjadliwy czy ironiczny ton. Brak natomiast wyzwisk, wulgaryzmów, jawnej nienawiści. Już sam skansen rozmów pomiędzy podziałami politycznymi oraz religijnymi i dyskusji o kluczowych zjawiskach społecznych jest wart promowania, nieprawdaż?

Dziś zorientowałam się, że mam jeszcze czwarty, nie mniej ważny powód by prosić Was o głosy. Myślę nawet, że ten powód jest najważniejszy. Dochód z tych sms’ów (bo głosuje się ponownie za pomocą wysyłania kodu na numer 7122 – koszt sms’a 1,23zł.) będzie przekazany Fundacji Dzieci Niczyje. Fundacja od lat zajmuje się pomocą dzieciom krzywdzonym. Wiem, że działa prężnie i skutecznie. Mam zaufanie do długoletniej dyrektor Fundacji dr Moniki Sajkowskiej choćby z tego względu, że widziałam ją przy pracy. Była też najdoskonalszym promotorem jakiego można sobie wymarzyć. Dzięki niej napisałam ciekawą pracę magisterską o dziedziczeniu przemocy w rodzinie. Dzięki niej dowiedziałam się bardzo wielu potrzebnych rzeczy. Jeśli nawet nie chcecie wesprzeć tego bloga zapraszam na stronę Blog Roku 2014 i głosowanie na inne ciekawe blogi. Nie będą to pieniądze zmarnowane!

socialImgUn

Książki

Od początku roku biorę udział w wydarzeniu „Przeczytam 52 książki w 2015 roku”. I nie jestem sama 🙂 Obecnie bierze w nim udział na Facebooku 93 tysiące osób 🙂 Na przekór tezie, że w Polsce się nie czyta. Na chwilę obecną czytam moją dziewiątą książkę 🙂 To takie przekleństwo – czytam za szybko. Zawsze cierpiałam z tego powodu gdy czytałam coś fascynującego. Z drugiej strony idealna umiejętność dla kogoś kto ma mało czasu. Kiedy czytałam pozycję numer 8 odkryłam parę rzeczy i postanowiłam napisać notkę aby pobudzić refleksje (i czytelnictwo). Otóż jako ósmą książkę czytałam „Zielonego jeźdźca” Kristen Britain. I strasznie się zirytowałam, gdy odkryłam, że ta niesamowita pozycja nie jest całością tylko powstały jeszcze trzy kolejne części. Ale nie sprowadzono ich do Polski, nie przetłumaczono i nie wydano 😦 Zupełnie nie wiem dlaczego – przy tak entuzjastycznych recenzjach w sieci. Sama też się zakochałam w tej opowieści. Obawiam się jednak, że wydawcy nie byli pewni sukcesu. Zresztą sama nie wiem co decyduje o wyborze książek do wydania.

Półtora roku temu mój znajomy przesłał mi do przeczytania swoją książkę. Doskonała narracja, plastyczne opisy, niebanalny pomysł, subtelne poczucie humoru, przesłanie filozoficzne, sensacja, seks i drugie dno. Doskonała rzecz! (Niedawno czytałam ten komputeropis po raz kolejny). Do tej pory jednak nie wydał jej ani (chyba) nie dopisał dalszego ciągu. Szkoda jest dla mnie niepowetowana. Chciałabym aby każdy miał okazję sam zapoznać się z tą pozycją. Możliwe, że rozwiązaniem byłoby przetłumaczenie tej powieści i przesłanie jej do anglojęzycznych wydawców.

Czytanie jest koniecznością aby rozwinąć wyobraźnię. Gotowe pomysły reżyserów i olbrzymie skróty (według mnie) powodują spustoszenia w ekranizacjach. Czytanie zwiększa zasób słów, pomaga w przyswajaniu ortografii, daje relaks i ćwiczy wspomnianą wyobraźnię. Ale coraz mniej osób ma ochotę na tę czynność. Nastolatki, z którymi mam do czynienia twierdzą w zdecydowanej większości, że nie czytają (nawet lektur szkolnych) bo nie lubią. Szkoda ich czasu. Na szczęście zetknęłam się także z grupką wyjątków od tej reguły 🙂 Co najmniej jeden wyjątek chyba teraz to czyta :)) Ja sobie nie wyobrażam życia bez czytania. A czym książki są dla Was?

No i tradycyjnie na koniec kilka fotek zimowego Cieszyna. Mam szczerą nadzieję zwabić Czytelników do nas aby mogli podziwiać takie widoki osobiście :). W tym jednak miejscu należy wspomnieć, że Wzgórze Zamkowe nie jest wystarczająco oświetlone. A szkoda.

084a31115

112a31115

124a310115

136a31115