Przeznaczenie?

Kilka dni temu napisałam notkę pod tytułem „Cud”. Byłam niesamowicie podniesiona na duchu opisanym tam dobrym zakończeniem tragicznego wydarzenia. Jednak kilkadziesiąt godzin później bohater tamtej notki zmarł nagle. Dotknęło mnie to bardziej niż sobie wyobrażałam. Przecież wszystko szło dobrze, miał być happy end… Ciężko pogodzić się z dramatycznymi prognozami, potem cudownym uzdrowieniem i kilka tygodni później nagłą śmiercią. Cudów nie ma, a przeznaczenia nie da się oszukać? Może po prostu nie należy się doszukiwać sensu w ciągu wydarzeń? 

To nie pierwsza sytuacja, którą odebrałam jako znak, jakiś sygnał… Wyobrażałam sobie istnienie głębszego sensu w wydarzeniach, które tego sensu nie miały i nie mają. A szkoda. Niektóre spotkania, rozmowy, wydarzenia aż proszę się o drugie dno. Jest zwłaszcza jedna taka historia, gdzie święcie wierzyłam w przeznaczenie, cel i sens… Moja wiara podupadła.

Natura ludzka potrzebuje nadać sens różnym sytuacjom, które nie mieszczą się w głowie. Osoby religijne odnajdują ten sens w swojej wierze. Natomiast wszyscy i wierzący i niewierzący radzą sobie z wydarzeniami dramatycznymi i trudnymi do wytłumaczenia zakładając, że istnieje sprawiedliwość. Wydaje się nam, że złe rzeczy spotykają tylko ludzi, którzy na nie zasłużyli (w dużym uproszczeniu), a niewinny zawsze jest chroniony. Gdy jednak nasze założenie zostaje rażąco naruszone: np. wielka krzywda dzieje się komuś niezaprzeczalnie niewinnemu (małemu dziecku, osobie niepełnosprawnej intelektualnie itp.) to albo powiemy sobie: tak musiało być – to przeznaczenie, albo – Bóg tak chciał, albo wzbierze w nas wiele silnych emocji – gniew, nienawiść, bezsilność. Są jeszcze i tacy, którzy powiedzą, że nie należy doszukiwać się sensu w przypadkowym ciągu wydarzeń. Czyli wracamy do początku.