Nie wierzymy ofiarom

Ponad dwa lata temu napisałam ten tekst: „Oczywiście, że Ci wierzę Kasiu”. Od tego czasu wiele spraw na świecie się zmieniło, ale Pani Katarzyna w dalszym ciągu nie otrzymała sprawiedliwości. Zakon, do którego należał jej oprawca złożył do sądu wniosek o kasację wyroku. Nie tylko nie chcą zapłacić za krzywdę, ale także nie chcą przeprosić za ogrom bólu i zniszczone życie. Wczoraj obejrzałam wywiad z Panią Katarzyną. Chętnych zapraszam do obejrzenia „Kropki nad i„. Choć nie jest to łatwy materiał. To mnie poruszyło naprawdę mocno!

Po raz kolejny zadaję sobie pytanie: dlaczego nie wierzymy ofiarom? Dlaczego tak łatwo założyć, że ktoś kłamie mając parcie na szkło albo, że szuka łatwego zarobku. Za nami niedawna premiera materiału o Michaelu Jacksonie. W polskich mediach społecznościowych przeważają głosu obrony piosenkarza. Na jego ofiary wylewane jest wiadro pomyj. Kłamią, chcą się nachapać, nażreć na krzywdzie idola. Really?

Panowie, powiedzcie czy łatwo jest mówić publicznie o ssaniu nadbrzmiałego penisa dorosłego faceta gdy samemu miało się 8 lat? Zastanówmy się wszyscy czy człowiek doświadczający poniżenia seksualnego, zwłaszcza w dzieciństwie będzie o tym mówił na lewo i prawo? Gdyby tak każdy choć spróbował się wczuć, zastanowić jak on by reagował przy takim zdarzeniu… Osobiście nie jestem wstanie bez wstrętu nawet myśleć o milion razy drobniejszym incydencie jakiego doświadczyłam jako 10-latka. Pisałam o tym na fali „metoo”. Dławi mnie wstręt, wstyd, złość, poraża niemoc i odraza na myśl, że 60-letni pryk śmiał mnie pomacać po piersiach. A jeśli taki drobiazg wywołuje bardzo silne emocje to co dopiero zmuszanie do seksu oralnego, analnego czy gwałty waginalne. Naprawdę tak trudno posłużyć się wyobraźnią i empatią?

Pani Kasia od 13 lata zmaga się z kolejnymi traumami. Najpierw była gwałcona, zastraszana i bita. A teraz od kolejnych lat system próbuje ją wiktymizować wtórnie na wszelkie możliwe sposoby. Adwokaci podważają jej słowa, lekceważą krzywdy, twierdzą, że skoro przeżyła to musiało nie być tak strasznie! Czujecie to? Sędzia zmniejszyła wyrok oprawcy tylko dlatego, że pani Kasi nie było na rozprawie. A nie było jej na rozprawie, bo była w szpitalu po próbie samobójczej. Czujecie to? Brak współczucia, elementarnego poczucia sprawiedliwości, profesjonalizmu!

Jak ofiary mają zgłaszać swoją krzywdę zaraz po zdarzeniu? Wiedząc jak zostaną potraktowane przez wymiar sprawiedliwości? Wiedząc, że hejterzy w sieci napiszą: „dobrze ci tak”? Wiedząc, że oprawca znajdzie liczną rzeszę obrońców, najlepszego adwokata i wsparcie instytucji np. kościelnej? A jeśli jeszcze nie mają dobrych relacji z najbliższymi (sprawcy bardzo często tak typują ofiarę)? Jak mają mówić? Naprawdę to takie dziwne, że jeśli w ogóle ktoś ujawnia swoją krzywdę to najczęściej robi to po śmierci sprawcy. Bo dopiero wtedy nie może straszyć śmiercią w razie ujawnienia „wspólnej tajemnicy”, bo dopiero wtedy nie pobije… Albo dopiero wtedy więzi przywiązania na tyle słabną, ze w ogóle można myśleć o zbrukaniu boga. Tak trudno wyobrazić sobie dziecko, które dostępuje łaski obcowania z idolem i miałoby komuś o tym powiedzieć, odmówić jego boskości, skrzywdzić go?

„Kto ci uwierzy?” – sprawcy wiedzą co mówią…

Depresja – cd…

Niemal równo rok temu napisałam ten tekst o Depresji. Zachęcam do przeczytania. Wtedy brałam leki i stopniowo wracałam do życia. Po długim okresie brania leków rozpoczęłam przygodę z psychoterapią. Niesamowite czego można się o sobie dowiedzieć, a jeszcze bardziej niesamowite jak bardzo można zniekształcić swoje postrzeganie świata i przeszłości. Teraz nie jest najgorzej choć zdaję sobie sprawę, że chyba już zawsze będą lepsze i gorsze okresy w moim życiu. Oswajam się z tą myślą.

Dziś mamy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. W tym dniu warto trochę pomyśleć o tym zjawisku. Znalazłam dziś fajną grafikę, która może o wiele lepiej pokazać Wam o co mi chodzi niż najdłuższe opisy. Pochodzi ze strony na FB: Z Freudem w łóżku

52671534_2284298848268574_2860391529862660096_n

Ludzie nadal myślą, że chorujący na depresję są leniwi, złośliwi, nieudolni. Że wystarczy myśleć pozytywnie i uśmiechać się, aby wszystko było dobrze. To nie takie proste. Nasze tempo życia, indywidualne traumy, nawet zatrucie środowiska powoduje, że ludzi cierpiących na depresję jest coraz więcej. Pracując z młodymi ludźmi stwierdzam, że znaczna część z nich ucieka w używki lub nałogowe zachowania właśnie z powodu objawów depresyjnych. Kilka dni temu gigantyczne wrażenie zrobił na mnie film Reżysera życia na You tube właśnie o depresji wśród młodzieży. Warto zobaczyć! To apel do rodziców, wychowawców, nauczycieli żeby uważniej przyglądać się młodym ludziom.

Wiecie co mnie najbardziej przeraża? Dostęp do profesjonalnej pomocy psychiatrycznej i psychologicznej jest bardzo ograniczony. U nas mało kto pracuje z nastolatkami, brakuje psychiatrów pracujących z dziećmi i młodzieżą. Prywatnie jeszcze się znajdzie, ale na NFZ trzeba szukać w Bielsku Białej albo jeszcze lepiej w Krakowie. Z dorosłymi nie jest o wiele lepiej. Limity psychoterapii są tak okrojone, że ludzie wymagający systematycznej cotygodniowej terapii trafiają do swojego psychoterapeuty raz na miesiąc. To nic nie daje. Osobiście skorzystałam z profesjonalnej pomocy tylko dlatego, że dałam radę płacić za psychoterapię ok 500 zł miesięcznie. Ale wielu potrzebujących na to nie stać. Jeszcze z psychiatrią dla dorosłych nie jest dramatycznie, choć i tu limity chyba się kurczą. Ale sama farmakoterapia nie załatwi sprawy. 

Co można robić? Swoimi kanałami zwracać uwagę na ten problem decydentów na różnych szczeblach władzy samorządowej i nie tylko. Być uważnym na drugiego człowieka. Starać się nie myśleć stereotypami. Lubić ludzi a przynajmniej im nie szkodzić…

Narodowe egzorcyzmy albo psychoterapia

Wstąpił w nas diabeł frustracji, nienawiści i braku kontroli. Od dawna było tylko gorzej i gorzej. Właściwie od kilku lat narastało wrażenie, że można powiedzieć absolutnie wszystko, że nie ma wstydu, zahamowań i oporów. Mieliśmy wystąpienia polityków wołające o pomstę do nieba np.: zdradzieckie mordy. Teraz za to mamy już nawet „kurwy” w debacie publicznej. I nic to, że Janusz Palikot usunął swój wpis z Tweetera. Internet nie zapomina. Z resztą nie tylko w polityce publiczne wypowiedzi są niewiarygodne. Ostatnio głośno jest np. o książce „Za hajs matki baluj” czy jakoś tak. Tam to dopiero są fascynujące teksty. „Nie musisz rozumieć kobiet, wystarczy, że je zaliczysz” czy „Pewna siebie laska nie ma problemu z tym, że supergość traktuje ją przedmiotowo”… 

Od śmierci prezydenta Pawła Adamowicza to wszystko się pogłębiło. Mam wrażenie, że teraz można nie tylko powiedzieć wszystko. Można również już całkiem wszystko zrobić. O tym, że można kogoś uderzyć w twarz i jeszcze się tym chełpić wiedzieliśmy już wcześniej. Teraz zaś wszystkie bariery i granice zostały przekroczone.

Dziś oglądałam filmik o protestach pod TVP i o tym jak potraktowano Magdalenę Ogórek. Nie lubię pani Ogórek, ale patrząc na to co się dzieje zaczęłam się bać. Nikogo nie wolno atakować fizycznie, zastraszać i grozić linczem. Miałam wrażenie, że bardzo mało zabrakło do tego  żeby ktoś chwycił ją za włosy, popchnął. W takich sytuacjach łatwo stracić kontrolę. A gdyby ktoś miał przy sobie nóż… Wpis Palikota jasno pokazuje, że można by łatwo to sobie zracjonalizować: „Ale co zrobić z kur.ą”? Należy jej się: jest twarzą wrogiej zmiany, jest atrakcyjna, wydaje się być infantylna lub interesowna w zależności od tego kto to ocenia. To wystarczające powody do nienawiści. I to nie tylko powodowane polityką. Zazdrość, zawiść i nienawiść kwitną na potęgę.

Powodem do podziału na „my i oni” może być już nawet to, że ktoś wstaje na pierwszy sygnał budzika. Taki  żarcik widuję od dłuższego czasu na FB. „Uważaj na tych którzy wstają na pierwszy sygnał budzika, kto wie do czego jeszcze mogą być zdolni”. Jakoś tak to leciało. Wiem, że to żart, ale mnie osobiście mało ubawił. Jeśli nawet taka głupota może być powodem do wskazania palcem jakiejś grupy ludzi jako gorszych / szurniętych to czemu się dziwić podziałom na szczepionkowców i antyszczepionkowców, ludzi dobrej zmiany i opozycji, osoby wierzące i wojujących ateistów itp. Ba! nawet potrafimy się pokłócić kto lepiej walczy z mową nienawiści.

Coraz mniej ważne i cenne jest bycie razem, współpraca, czynności polegające na tworzeniu, sam proces. Liczy się wynik, wygrana i  niepodważalna prawda. A takiej generalnie nie ma. Gdy siedzimy naprzeciw siebie i widzimy:

9

to ja zobaczę 9, ale Ty zobaczysz 6. Tak to już jest, że miejsce siedzenia i kontekst wiele zmienia.

Każdy z nas ma swoje jasne i ciemne strony tylko nie każdy chce to przyznać. Mam tu na myśli zarówno jednostkę jak i naród. Mam wrażenie, że nie pracujemy nad sobą, hodujemy w sobie sarmatyzm. Nam się należy, nam wolno. To my jesteśmy Mesjaszem Narodów. Nas wszyscy krzywdzą. To niewiarygodne ale nadal tak uważamy. Nie przyznajemy się do ciemnej strony. Jesteśmy narodem – narcyzem, który pozornie wstaje z kolan, ale tak naprawdę głęboko ukrywa ranę narcystyczną. Żeby taką traumę wyleczyć trzeba do niej dotrzeć, poczuć cierpienie, zobaczyć również swój udział w zdarzeniu. Dopiero potem można goić rany… A my co?

Ofiara

Wedle wiary większości z nas jutro będziemy świętować rocznicę narodzin Bożego Syna. A nawet jeśli ktoś nie wierzy, będzie starał się dostosować do panującej wokół atmosfery pojednania i powszechnej miłości bliźniego. A na forach? I w sercach? Strach się bać…

Zanim dojdę do powodu napisania tej notki po tylu miesiącach zacznę inaczej. Co w dzisiejszych czasach usłyszałaby Miriam, gdyby szersze grono dowiedziało się o jej ciąży. Nie trzeba mieć bogatej wyobraźni. To samo słyszą młode dziewczyny jeśli nieuświadomione seksualnie zajdą w ciążę i nawet o tym nie wiedzą, a fakt ten wyjdzie na jaw przypadkiem np. podczas badania lekarskiego bolącego brzucha. Ba, to samo słyszą nieraz mężatki źle znoszące poród od personelu medycznego: „trzeba było nóg nie rozkładać” jest stosunkowo delikatne w tej sytuacji. Kto by uwierzył w niepokalane poczęcie? Mam poważne obawy, że Maria została by „zdzirą” i „szmatą”… Nie ważne, że Józef uwierzył i zaakceptował. Wielu, wielu z nas musiałoby swoje trzy grosze wtrącić na temat jej prowadzenia się…

Strasznie uderzyły mnie wczoraj komentarze na temat wywiadu „7 metrów pod ziemią” z Dorotą – ofiarą pedofila. (Link do wywiadu TUTAJ). Znaczna część komentujących analizowała mimikę i zachowanie uczestniczki wywiadu, sięgała pamięcią wstecz do innego jej wystąpienia publicznego starając się udowodnić, że coś tu jest nie tak. Ofiara pedofila tak nie mów, tak nie siedzi, tak nie patrzy… Za wesoło mówi, za żywo, udaje, gra. Czego się nie zrobi dla pieniędzy, ma parcie na szkło, chce być znana, teraz się odważyła po śmierci napastnika, nie da się tego udowodnić… Patrzyłam, czytałam i mnie złość i smutek zalewały na zmianę. To samo było odnoście ofiar Henryka Jankowskiego.

Dlaczego większość ofiar jeśli w ogóle ujawni fakt nadużyć, robi to wiele lat po śmierci oprawcy? Może dlatego, że całe lata, dziesiątki lat przeżywa dojmujący, paraliżujący wstyd. Tak, wstyd. I poczucie winy (bo krzywdzenie seksualne to coś złożonego i czasem ofiara jeszcze nie wiedzą c o co w tym wszystkim chodzi odczuwa przyjemność, a skoro tak to jest WINNA). I wstręt do siebie i sprawcy. A może dlatego, że podczas gwałtów, penetracji za zgodą (ale jakaż to zgoda od siedmioletniej dziewczynki) lub obmacywania ofiara bardzo często dokonuje dysocjacji (nie znajduje się mentalnie w miejscu kaźni tylko gdzieś indziej), albo natychmiast wypiera sytuację z pamięci, albo odcina się kompletnie od uczuć żeby nie spotkać się z tym wstydem, wstrętem i cierpieniem. Taka osoba może opowiadać o swoich traumach ze śmiechem. I często zdarza się tak, że to co wyparte pojawia się nagle pod wpływem spotkania osoby z takim samym głosem, pachnącej tą samą pianką do golenia jak oprawca. Wtedy pamieć powraca nagle np. po 20 latach od zdarzeń. 

Osoba, która przeżyła traumę bardzo często nie zachowuje się racjonalnie z punktu widzenia większość ludzi. Ale to właśnie ofiara potrzebuje wsparcia. Moment publicznego powiedzenia o tym co się stało w wielu przypadkach jest punktem zwrotnym w drodze do zdrowienia. Pal licho sprawcę (choć powinien być ukarany i leczony), ale ofiara musi poczuć, że może mówić, że nie jest sama, że się jej wierzy. A tymczasem co my tu mamy; publiczne deklaracje niewiary, usprawiedliwianie sprawców oraz obwinianie osoby skrzywdzonej.

Trzeba o tym mówić, trzeba o tym pisać! Nawet w taki dzień jak dziś. A może właśnie w ten dzień.

***

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i tekst

 

Bestseller

Nadszedł już czas na nową notkę. Zacznę zagadką: jaką rozchwytywaną książkę przeczytałam ostatnio?

Przeczytałam od deski do deski Konstytucję RP. Nie czytałam jej od czasów studiów. Po przeczytaniu chcę przypomnieć co następuje:

Art. 8. 
1. Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej.

Art. 19. 
Rzeczpospolita Polska specjalną opieką otacza weteranów walk o niepodległość, zwłaszcza inwalidów wojennych.

Art. 25. 
(..)
2. Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym. 

Art. 40. 
Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. Zakazuje się stosowania kar cielesnych.

Art. 48. 
1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.

Art. 71. 
1. Państwo w swojej polityce społecznej i gospodarczej uwzględnia dobro rodziny. Rodziny znajdujące się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej, zwłaszcza wielodzietne i niepełne, mają prawo do szczególnej pomocy ze strony władz publicznych. 

Art. 86. 
Każdy jest obowiązany do dbałości o stan środowiska i ponosi odpowiedzialność za spowodowane przez siebie jego pogorszenie

 

Art. 126. 
(…) 
2. Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium. 
3. Prezydent Rzeczypospolitej wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach.

Art. 144. 
1. Prezydent Rzeczypospolitej, korzystając ze swoich konstytucyjnych i ustawowych kompetencji, wydaje akty urzędowe. 
2. Akty urzędowe Prezydenta Rzeczypospolitej wymagają dla swojej ważności podpisu Prezesa Rady Ministrów, który przez podpisanie aktu ponosi odpowiedzialność przed Sejmem. 

Art. 178. 
1. Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom.

Art. 183. 
(…)
3. Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na sześcioletnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego.

Te artykuły rzuciły mi się w oczy podczas czytania. Wiecie dlaczego akurat te? Wiecie dlaczego akurat teraz?

Zwierzątko i bestia

Od kilku dni internauci oraz organa ścigania poszukują Bartosza D, który jest podejrzany o bestialskie skatowanie bezbronnego czteromiesięcznego szczeniaczka Fijo. Za oprawcą został wysłany list gończy. Mam ogromna nadzieję, że zostanie szybko znaleziony i ukarany. Żal mi tego pieska. Tak samo żal mi rodziny, która nie dość, że znalazła Fijo w makabrycznym stanie, straciła członka rodziny, bo jest mowa o nowych właścicielach pieska, to jeszcze teraz musi się zmierzyć z przeogromną nienawiścią otoczenia. Syn oprawcy dostaje pogróżki, jest zaczepiany i prześladowany w internecie, co mi się w głowie nie mieści. Bo przecież z pewnością już się nacierpiał wcześniej, a teraz jeszcze stracił przyjaciela.

Może mam już całkiem spaczone oboma zawodami myślenie, ale mam wrażenie, że Fijo uratował swoim państwu zdrowie a może nawet życie. Mam silne przeświadczenie, że atak na pieska to nie jednorazowy, odosobniony incydent. Mogę sobie wyobrazić, ze tak właśnie reaguje sprawca przemocy, który zastrasza najbliższych, a gdy zwierzątko go zdenerwuje (np. złapie zębami jak to szczeniak) jest w stanie wyładować swoje frustracje i gniew na bezbronnym piesku i niemal zabić. Trudno mi sobie wyobrazić, że najłagodniejszy człowiek świata, przykładny mąż i ojciec robi coś takiego. Tak zachowuje się kat nie tylko zwierząt.

Bestialskie skrzywdzenie szczeniaka wywołuje furię i chęć zemsty, ale… Serio zrobilibyśmy Bartoszowi D. to wszystko co jest teraz wypisywane w internecie? Tak z premedytacją?

Może skierujmy słuszną wściekłość na działanie -.na wszelkie działania mające na celu pomagać ofiarom przemocy domowej i zwierzętom. Z tej przeogromnej nienawiści, z tych słów okrucieństwa nikt niczego dobrego miał nie będzie. I oczywiście udostępniajmy gdzie się da list gończy za Bartoszem D.! On musi szybko ponieść karę przewidzianą prawem. 

 

Fijo

 

Depresja!

Zaczyna się mało spektakularnie: człowiek staje się smutniejszy, pozbawiony energii, obowiązki stają się trudne do wykonania. Stopniowo spada sprawność intelektualna, osłabiona jest pamięć, trudno się skoncentrować. Dołączają się myśli o własnej nieudolności i beznadziejności, przyczepia się stwierdzenie, że nikt nie kocha, nikomu nie zależy. Jest coraz ciężej funkcjonować, wszystko ma szaro – szare barwy, człowiek zaczyna być przekonany, że jest ciężarem dla innych, jest znużony, przestaje się cieszyć, pojawiają się myśli samobójcze. Dalej mamy kłopoty z zasypianiem, mimo odczuwanego silnego zmęczenia, wybudzanie o 4 rano i trudności z zaśnięciem, czasem senność i przesypianie całego dnia. Ciągłe obracanie w głowie jakim się jest nieudacznikiem, wspominanie każdej nawet najmniejszej porażki, oskarżanie siebie. Człowiek czuje się tragicznie, nie ma siły zmusić się do codziennych obowiązków, a czuje się jeszcze gorzej gdy słyszy: „uśmiechnij się, tylko optymistyczne myślenie cię ustawi”. To jest dopiero dramat, bo osoba cierpiąca na depresję sama nie umie się ustawić do pionu pozytywnymi tekstami. A więc obwinia się jeszcze bardziej, jego samoocena leci na łeb na szyję… Dochodzi izolacja od ludzi, chęć schowania się przed całym światem, wolniejsze ruchy. Na koniec pojawia się całkowity brak emocji, takie: „nie chce mi się już nawet umrzeć”.

Skąd to wiem? Staram się wiernie odtworzyć ostatnie miesiące mojego życia. Tak, mam depresję, jestem w trakcie leczenia. Po trzech tygodniach brania antydepresantów zmywam naczynia, sprzątam, gotuję, znowu chce mi się wykonywać i obrabiać zdjęcia. Dopiero stan: „nie chce mi się już nawet umrzeć” doprowadził do wizyty u lekarza. Znowu odczuwam emocje. Wiecie, że cieszę się nawet ze  złości? Będę brać leki minimum pół roku, potem czeka mnie psychoterapia. Mam nadzieję, że tamten stan już do mnie nie powróci.

Zaczęło się niewinnie od wielomiesięcznej myśli, która stale mi towarzyszyła „jestem zmęczona”, potrafiłam się zapomnieć i wypowiedzieć to głośno. Potem miałam w głowie taki jakby wyryty napis „znikam”. Faktycznie starałam się jak najdokładniej zniknąć ludziom z oczu.

Czy ktoś wiedział co się ze mną dzieje? Myślę, że nie bardzo. Jedynym miejscem gdzie starałam się niczego nie okazywać po sobie aż do końca to praca. Automatycznie robiłam to co do mnie należy. Nie miałam ochoty aby ktokolwiek wiedział. I udało mi się zamaskować wszystko niemal do końca – tylko 2 osoby zapytały co się dzieje.

Depresja jest coraz częstsza, nie zawsze wiemy, że ktoś koło nas cierpi. Warto o tym mówić. Dlaczego o tym piszę? Żeby odczarować tę chorobę, bo to nie wstyd źle się czuć. Żeby wesprzeć innych i powiedzieć: świetnie rozumiem co przeżywasz. Cztery tygodnie temu nikt by mnie nie przekonał, że można poczuć się lepiej, bardziej mnie już nie było niż byłam. Dziś znowu jestem już z krwi i kości, a nie cieniem i oby tak zostało.