Depresja!

Zaczyna się mało spektakularnie: człowiek staje się smutniejszy, pozbawiony energii, obowiązki stają się trudne do wykonania. Stopniowo spada sprawność intelektualna, osłabiona jest pamięć, trudno się skoncentrować. Dołączają się myśli o własnej nieudolności i beznadziejności, przyczepia się stwierdzenie, że nikt nie kocha, nikomu nie zależy. Jest coraz ciężej funkcjonować, wszystko ma szaro – szare barwy, człowiek zaczyna być przekonany, że jest ciężarem dla innych, jest znużony, przestaje się cieszyć, pojawiają się myśli samobójcze. Dalej mamy kłopoty z zasypianiem, mimo odczuwanego silnego zmęczenia, wybudzanie o 4 rano i trudności z zaśnięciem, czasem senność i przesypianie całego dnia. Ciągłe obracanie w głowie jakim się jest nieudacznikiem, wspominanie każdej nawet najmniejszej porażki, oskarżanie siebie. Człowiek czuje się tragicznie, nie ma siły zmusić się do codziennych obowiązków, a czuje się jeszcze gorzej gdy słyszy: „uśmiechnij się, tylko optymistyczne myślenie cię ustawi”. To jest dopiero dramat, bo osoba cierpiąca na depresję sama nie umie się ustawić do pionu pozytywnymi tekstami. A więc obwinia się jeszcze bardziej, jego samoocena leci na łeb na szyję… Dochodzi izolacja od ludzi, chęć schowania się przed całym światem, wolniejsze ruchy. Na koniec pojawia się całkowity brak emocji, takie: „nie chce mi się już nawet umrzeć”.

Skąd to wiem? Staram się wiernie odtworzyć ostatnie miesiące mojego życia. Tak, mam depresję, jestem w trakcie leczenia. Po trzech tygodniach brania antydepresantów zmywam naczynia, sprzątam, gotuję, znowu chce mi się wykonywać i obrabiać zdjęcia. Dopiero stan: „nie chce mi się już nawet umrzeć” doprowadził do wizyty u lekarza. Znowu odczuwam emocje. Wiecie, że cieszę się nawet ze  złości? Będę brać leki minimum pół roku, potem czeka mnie psychoterapia. Mam nadzieję, że tamten stan już do mnie nie powróci.

Zaczęło się niewinnie od wielomiesięcznej myśli, która stale mi towarzyszyła „jestem zmęczona”, potrafiłam się zapomnieć i wypowiedzieć to głośno. Potem miałam w głowie taki jakby wyryty napis „znikam”. Faktycznie starałam się jak najdokładniej zniknąć ludziom z oczu.

Czy ktoś wiedział co się ze mną dzieje? Myślę, że nie bardzo. Jedynym miejscem gdzie starałam się niczego nie okazywać po sobie aż do końca to praca. Automatycznie robiłam to co do mnie należy. Nie miałam ochoty aby ktokolwiek wiedział. I udało mi się zamaskować wszystko niemal do końca – tylko 2 osoby zapytały co się dzieje.

Depresja jest coraz częstsza, nie zawsze wiemy, że ktoś koło nas cierpi. Warto o tym mówić. Dlaczego o tym piszę? Żeby odczarować tę chorobę, bo to nie wstyd źle się czuć. Żeby wesprzeć innych i powiedzieć: świetnie rozumiem co przeżywasz. Cztery tygodnie temu nikt by mnie nie przekonał, że można poczuć się lepiej, bardziej mnie już nie było niż byłam. Dziś znowu jestem już z krwi i kości, a nie cieniem i oby tak zostało. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s