Krzywdy dziecka nie zamiatajmy pod dywan

Już prawie zmieniłam pomysł na ten wpis pod wpływem macierzystej platformy blogowej, Przed chwilą przeczytałam artykuł reklamujący złego do szpiku kości blogera na Gazeta.pl i zrobiło mi się przykro. Są pewne ograniczenia nawet przy pozyskiwaniu świętej klikalności. Ale jednak nie dam się zbić z pantałyku. Może jedynie na sekundę żeby zamieścić tę grafikę: 

Podobny obraz

Wracając jednak do zaplanowanej opowieści: bardzo często spotykam się z historiami dzieci doświadczających przemocy rówieśniczej. Coraz częściej także przekonuję się, że takie sytuacje są bagatelizowane, zamiatane pod dywan i dziecko nie otrzymuje niezbędnej pomocy. Pisałam już o bullyingu (wpis: „Nie pocieszajcie się, że to TYLKO homofobia”), ale myślę, że trzeba o tym wspominać stale i wciąż. Może to pozwoli uniknąć tragedii i cierpienia chociaż kilku dzieciom. Teoria już była we wspomnianym wyżej artykule. To teraz będą historie z życia wzięte, może to poruszy skuteczniej wyobraźnię i serca czytelników, którzy mają z młodzieżą i dziećmi do czynienia na co dzień.

Rozmawiałam jakiś czas temu z piętnastolatkiem, który przez całe lata doświadczał przemocy psychicznej i fizycznej ze strony rówieśników. Na pytanie: „jak sobie radziłeś ze stresem i cierpieniem?” usłyszałam „nie poradziłem sobie”. To był drugi raz w ciągu moich 18 lat pracy zawodowej kiedy miałam łzy w oczach, jego opowieść i bezradność odbijająca się w oczach bardzo mnie wzruszyły. Ale przecież poradził sobie. Jest, istnieje, nie zabił się, choć miał na to ochotę. Ale ileż musiał znieść przez tyle lat nauki w szkole podstawowej i gimnazjum. I za co? Absolutnie za nic. Tylko dlatego, że jest delikatny, wrażliwy i… wszyscy byli przeciwko niemu. Nikt nie udzielił mu pomocy: ani koledzy, ani pracownicy szkoły. Dobrze, że teraz już jest bezpieczny. 

Kiedyś myślałam, że przemoc rówieśnicza to odosobnione przypadki nagłaśniane w mediach. Ale okazuje się, że to powszechne zjawisko. Może nie w takiej skrajnej formie, ale jednak występują niemal w każdej szkole.

Inna historia: chłopak lat 14, taki trochę kosmita, bardzo grzeczny, bardzo zdolny i bardzo delikatny. Określenie „pedał” to był stanowczo komplement wobec tego co jeszcze usłyszał i czego doświadczył. Był bity, popychany, upokarzany na wszystkie możliwe sposoby. Na szczęście rodzice zmienili mu szkołę i klasę i mógł wreszcie odetchnąć.

Odkryłam tak doświadczalnie (nie tylko w teorii), że czasem wystarczy jedna, jedyna osoba, która stanie za osobą doświadczająca prześladowania. Jeśli znajdzie się wsparcie ze strony kumpla, nauczyciela, dowolnego pracownika szkoły sytuacja potrafi się całkowicie zmienić. Nawet jeśli oficjalnie placówka oświatowa nadal nie zauważa problemu to wsparcie często powoduje, że osoba prześladowana zaczyna sobie radzić emocjonalnie, czasem nawet zaczyna się stawiać prześladowcom, dzięki czemu dają jej spokój.

Dlatego nie możemy sobie powiedzieć „mój głos nic nie znaczy”, bo jesteśmy tylko kolegą rówieśnikiem, nauczycielem ze świetlicy, złotą rączką w szkole, rodzicem kolegi ze szkoły, który nam opowiada co przytrafia się koledze czy koleżance. Reakcja każdego z nas może przywrócić siły i wiarę w siebie młodego człowieka. Nie warto odwracać oczu. Warto zachować się przyzwoicie. Nawet jeśli się boimy, nie potrafimy, możemy znaleźć kogoś kto da radę. 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s