Lekcja pokory

Coś mam z tymi lekcjami – dużo się uczę :))

Nie tak dawno, gdy przygotowywałam się do spotkania z Burmistrzem Cieszyna (w sprawie redukcji środków na Klub Abstynenta o ponad połowę) moje myślenie odleciało w pewnym momencie. Wcale nie tak daleko, bo zastanawiałam się co bym chciała robić innego gdy nie będę mogła być dalej terapeutą uzależnień. Na to się zanosiło, gdyż tak duża redukcja środków w Klubie (i co tu ukrywać coraz większa konkurencja na rynku pracy) była dla mnie sygnałem, że trzeba zacząć szukać innej (prawdziwej!) pracy. Bo oprócz misji muszę jeszcze współutrzymywać moje Zajączki. Zaczęłam się zastanawiać najpierw nad tym co bym chciała robić w alternatywnej rzeczywistości. I przyszło mi do głowy, że nadawałabym się na kogoś pracującego jak zakonnice ze zgromadzenia Misjonarek Miłości. Praca z bezdomnymi, ciężko chorymi i doświadczonymi przez los wydaje mi się zajęciem pełnym wyzwań. No tak, odezwało się gdzieś we mnie, ale to nadal nie jest to z czego można się utrzymać. Na szczęście jeszcze przyszły rok przepracuję jako terapeuta. Co będzie później? Czas pokaże… Dzięki naszym Kochanym Radnym środki na Klub Abstynenta zostały podwyższone do podobnego poziomu jak z roku poprzednim, więc jeszcze tym razem nie muszę myśleć tak całkiem na poważnie o zmianie profesji. Ale za rok, za dwa… Martwi mnie tak bardzo, że ludzie nie rozumieją problemów uzależnień i tego co przeżywają rodziny uzależnionych. Martwi mnie jeszcze bardziej, że wszelkie próby uświadamiania są odbierane jako gwiazdorzenie… 

A więc po raz kolejny zmierzyłam się z niezrozumieniem dla pracy na rzecz osób marginalizowanych społecznie z powodu uzależnienia czy bezdomności. Znowu poczułam się jak dziwaczka, która zamiast zajmować się prawdziwą pracą bawi się w terapie i sprawy, które u normalnych obywateli tylko pusty śmiech wywołują. No tak, czterdziestka minęła, a rozumu nadal nie przybywa. Nadal staram się budzić sumienia, uświadamiać ludność, nieść posłanie i takie tam. Przyznacie sami, że w tym wieku to już totalny idiotyzm. Gdybym tak była nastolatką, no ostatecznie w wieku studenckim można by to zrozumieć, ale teraz to zwykłe dziwactwo. I tak bym może dalej myślała, gdyby nie pewna rozmowa wcale nie odległa z czasie. Miałam przyjemność rozmawiać z pewnym bezdomnym mężczyzną, chacharem jakich mało, z przebogatą przeszłością. I on mnie zawstydził. To już nie pierwsza nasza rozmowa i za każdym razem czuję się coraz dziwniej. Tyle mądrości, prawdy i autentyczności dawno nie widziałam z drugim człowieku. Nie ważne co ludzie mówią, jednak ta praca ma sens. I czasem trzeba pochylić głowę w milczącym podziwie przed osobą, która przez eleganckie towarzystwo w najlepszym razie nie zostałaby odnotowana w świadomości. Bo widzicie to nie jest tak, że tylko pacjenci uczą się czegoś ode mnie. Nie! Bardzo często to ja się uczę. W tym wypadku pokory i szacunku do drugiego człowieka…

Dobrego wieczoru życzy Wam sama już nie wiem kto: szołłomen czy Missjonasz…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s