Przedmiot pożądania

Wczoraj znalazłam w sieci artykuł, właściwie wywiad z profesorem Zygmuntem Baumanem sprzed 12 lat p.t.: „Jak jesteśmy manipulowani” – zachęcam do przeczytania całości, bo daje wiele do myślenia. Niby teoria, niby tylko w artykule, ale czy tak jest na prawdę? Poniżej najbardziej wymowny (dla mnie) cytat z tego wywiadu:

„A przecież kiedy już wszystkie nasze potrzeby i pragnienia – od jedzenia po seks – zaspokoi rynek i kiedy całe nasze życie zostanie sprowadzone do zarabiania oraz wydawania pieniędzy, staniemy się najbardziej nieszczęśliwymi, najbardziej samotnymi i absurdalnymi stworzeniami na świecie. Możemy oczywiście skomercjalizować całą tę sferę życia, która tradycyjnie była oparta na relacjach moralnych, wspólnocie, samopomocy i ludzkiej samodzielności, ale jak wtedy będzie wyglądało życie?”

Zaczęłam to donosić do swojego życia, pytając siebie poważnie czy aby nie idealizuję lat dziecięcych. Chyba jednak nie, bo dzieciństwo miałam trudne, żeby nie powiedzieć bardzo trudne. Ale możliwe, że pewien aspekt jego trudności stał się dla mnie błogosławieństwem. Było biednie, nie mogłam spełniać wszystkich zachcianek, przez dłuższy czas można powiedzieć, że żadnych zachcianek. Na wymarzoną Barbie czekałam od marca do jesieni (miałam obiecaną na urodziny). Przez pół roku skreślałam kartki w kalendarzu czekając na upragnioną zabawkę. Zamiast odtwarzacza wideo miałam do dyspozycji tysiące książek. Zamiast wyszukanych gadżetów – podwórko z trzepakiem i na szczęście las i rozległą łąkę pod domem. Nauczyłam się łykać książki, szanować i kochać przyrodę, doceniać rzeczy, cieszyć się prezentami…

Niestety nie dotyczy to już moich Zajączków. Mimo iż nie mamy nieprzebranych ilości pieniędzy, można powiedzieć, że mamy ich mało, nie ustrzegliśmy się z mężem błędu dawania. Moja bardzo wielka wina. Moje cudowne, wrażliwe i kochane starsze dziecko przeraża mnie znajomością reklam, gadżetów, nazw gier i zabawek. Czuje się bardzo smutne bez kolejnych rzeczy, których i tak ma za dużo. Nie lubi iść w góry, na łąkę – woli rzeczy. Od czytania zdecydowanie woli gry komputerowe (jestem na tym punkcie przeczulona i pilnuję odpowiednich granic, ale jednak). Od przeczytania wywiadu z profesorem Baumanem zastanawiam się czy mogło się to potoczyć inaczej i ile jest w tym naszego błędu i zaniedbań. No i najważniejsze pytanie: czy można jakoś to odwrócić? Czy można jeszcze ukształtować młodziutkie pokolenie doceniające dobrą literaturę, bliskość zamiast posiadania, wysiłek fizyczny na łonie przyrody? Wielu moich rówieśników zadaje sobie to pytanie. Już samo zadawanie sobie pytania już jest bezcenne, bo oznacza, że widzą co się dzieje. Gorzej, że nawet jeśli próbują ukształtować pasję czytania, miłość do muzyki, wędrówek po górach to rówieśnicy dziecka za przyzwoleniem swoich rodziców spędzają 7 – 10 godzin na graniu (soboty, niedziele) zamiast na celebrowaniu życia rodzinnego czy wyjścia na pole (dwór jak kto woli) i dają ten zły przykład… Co ma robić rodzic, którego znajomi (jednocześnie rodzice kolegów dziecka) mówią: „Ty mu to każesz czytać? Ja dałam streszczenie i spokój”?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s