Belka w moim oku

Od kilku dni nie kończy się dyskusja o Lechu Wałęsie i jego teczkach. To znaczy o teczkach o nim. Od kilku dni również na tym blogu toczy się dyskusja o tym kto komu wierzy, kto ma rację i co z tego wynika. Wczoraj kilka zdań sprowokowało mnie do przemyśleń.

Lech Wałęsa i stosunek do niego jest doskonałym materiałem badawczym nad naturą ludzką, psychologią, społecznymi i indywidualnymi reakcjami ludzkimi. Lech Wałęsa (nawet gdy się go nie zna osobiście, a tylko z telewizji, prasy i jednego maila jakiego od niego dostałam) jawi się jako osoba ze znacznie podwyższonym ego, pełna zadufania w sobie (nawet bym powiedziała jako osoba pyszna), gniewna, niecierpliwa, uparta, pamiętliwa, często zwyczajnie nieprzyjemna… Tak, ja to wszystko widzę. Dopuszczam także do siebie myśl, że prezydent Wałęsa był informatorem, tajnym współpracownikiem czy jak to nazwać na początku lat siedemdziesiątych XX w. Już to napisałam: z kilku opracowań naukowych i z literatury pięknej dowiedziałam się, że na każdego znajdzie się sposób, każdy na w sobie słabe strony i lęki. Każdy czasem znajduje się w sytuacji gdy można go złamać (osamotnienie, ból, dramatyczna bieda i wiele innych). Partyzanci, członkowie ruchu oporu, szpiedzy także zdawali sobie z tego sprawę i zdarzało się, że popełniali samobójstwo wiedząc, że nie wytrzymają: nacisku, tortur – bólu własnego lub osób najbliższych itp. Żeby osądzić działanie takiego człowieka trzeba dokładnej znajomości sytuacji, jego sytuacji psychologicznej i wielu innych czynników. Tu same dane historyczne nie wystarczą.

A więc podsumowując: może i był TW „Bolkiem”, ma być może paskudny charakter.

Ale: 

1. Niezależnie od tego co powyżej ma też charyzmę, zdolność porywania tłumów (ja jestem tej zdolności dokładnie pozbawiona więc i zazdroszczę i podziwiam), zdolność do wzięcia odpowiedzialności aż do końca (w tym również nieprzyjemnych konsekwencji) oraz niesamowitą intuicję. Świadczy o tym to, co stało się w latach osiemdziesiątych, to, że żyjemy w wolnym kraju i to, że tak wielu opozycjonistów (którzy przecież stykali się z Lechem Wałęsą codziennie i lepiej ode mnie wiedzą jaki jest naprawdę w kontakcie osobistym) broni go i uważa, że zawdzięczamy mu wolność. 

2. Musimy zdecydować co jest ważne: jakie wartości chcemy pielęgnować i wyznawać. Tropienie prawdy, nawet jeśli to tylko częściowa prawda i wywlekanie złych uczynków ludzi na światło dzienne czy skupimy się na tym co piękne, budujące, łączące. 

Tu warto przytoczyć niezwykłą scenę z „Listów Nikodema” Jana Dobraczyńskiego kiedy do Jezusa zostaje przywleczona nierządnica przez uczonych w Piśmie. Otoczona kołem, pozbawiona ubrania i godności, pobita, z wyrwanym kolczykiem stoi przed Jezusem, a ci, którzy ją przywlekli czekają co Jezus zrobi. Wszak Mojżesz nakazał kamienować takie wywłoki… Jezus pyta o zapisy pisma jednego z uczonych doktorów Faryzeuszy, a ten już mniej ochoczo poświadcza, że tak, z cudzołożnicą należy także ukamienować pochwyconego na cudzołóstwie mężczyznę… I Jezus mówi te jakże ważne słowa: „Niech więc ten spośród was, który jest bez grzechu rzuci na nią kamieniem.” Nachyla się i pisze na piasku palcem „i ty cudzołożyłeś”, „cudzołożyłeś” i tak dalej i tak dalej. I po każdym napisie ktoś rzuca ukradkiem kamień i ucieka. Pod koniec pisze coś do Judasza – on także ucieka w panice… Na końcu wszyscy uciekli… A Jezus mówi, że jej nie potępia  tylko ma nie grzeszyć już więcej… Na marginesie do Jana Dobraczyńskiego także było bardzo dużo zarzutów, pretensji, wrogości. Niezależnie od wszystkiego dla mnie ważna jest ta książką. Nauczyła mnie tak dużo dobrego, że nawet nie miałabym ochoty rozliczać autora z jego uczynków…

Szanowni czytelnicy bloga!

Niezależnie co robił, a czego nie robił Lech Wałęsa stoję na stanowisku, że zajmę się swoimi wadami i złymi uczynkami (a mam ich wiele) i belkami we własnych oczach, a nie grzechami innych. Nie jestem księdzem, pastorem, a tym bardziej Bogiem. Czy rzeczywiście  publiczne analizowanie ewentualnej złej karty coś wniesie do naszego życia politycznego? Może warto poczytać Grzesiuka czy Herlinga Grudzińskiego, a przede wszystkim Moczarskiego i dowiedzieć się, że w ekstremalnych sytuacjach ludzie zachowują się różnie. I że nie należy przykładać miary z tych sytuacji do innych. No i jeszcze, może warto sobie przypomnieć, że „jaką miarą mierzycie taką was odmierzą”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s