Szczęście za wszelką cenę?

Czytam jednocześnie dwie książki: ‚Nałogowego człowieka” Anny Dodziuk i Leszka Kaplera oraz „Dziwne losy Jane Eyre” Charlotte Brontë. Dzięki temu zauważyłam coś i wydało mi się to godne opisania.

Współcześnie dominuje w nas przekonanie (trochę generalizuję na potrzeby tego tekstu, ale tylko trochę), że najważniejszą wartością jest szczęście rozumiane jako czysta przyjemność i redukcja cierpienia. Według A. Dodziuk i L. Kaplera to jest dominująca przyczyna lawinowego wzrostu uzależnień. Uzależnić się możemy niemal od wszystkiego co potraktujemy instrumentalnie jako narzędzie do zmiany naszych emocji. Do kontrolowania ich, przeżywania na życzenie, zastępowania jednych innymi… A przecież emocje to reakcja na to co przyniosło nam właśnie życie… I kiedyś tak były traktowane. Po prostu: tracimy coś – przeżywamy smutek, ktoś frustruje nasze dążenia – odzywa się złość, wygrywamy – cieszymy się, czujemy przyjemność. Kiedyś to było naturalne. Ale ponieważ pożądamy pozytywnego bilansu emocjonalnego ciągnie nas, aby manipulować emocjami. Gdy odkryjemy sposób, który wyda się nam pewny, powtarzamy to aż z czasem wpadniemy w pułapkę. Poza tym jesteśmy leniwi. Przecież pozytywne emocje można mieć na wyciągniecie ręki, ale potrzeba trochę wysiłku. Bo trzeba wstać przed świtem i zobaczyć jak słońce wyłania się z traw:

008a1

albo podziwiać krople rosy na sieci pajęczej:

081adg1

albo poszukać pięknych, wonnych kwiatów aby upoić się ich zapachem:

041a1062015s

albo wyjść w góry i podziwiać majestatyczne piękno:

273a24102015

albo podziwiać piękno poranku nad jeziorem:

046a9814s

albo zbudować czułe, bliskie relacje z drugim człowiekiem, usłyszeć jak mówi nam „kocham Cię”, pobawić się z małym dzieckiem, przytulić psa czy kota i poczuć jak bardzo ten zwierzak nas akceptuje, poszukać poziomek w lesie, tańczyć w letnim deszczu, brać kąpiel w letni, gorący dzień… i wiele, wiele innych. Wymieniłam te, bo są bezpłatne, ale wymagają zaangażowania, pracy, wysiłku…

Czytając historię Jane Eyre widać wyraźnie, że kiedyś dążenie do szczęścia pomimo wszystko nie było takie oczywiste. Ilu z nas odrzuciłoby wielką miłość bogatego, atrakcyjnego i cenionego w towarzystwie człowieka (zwłaszcza jeśli bylibyśmy sierotą pozbawioną całkowicie rodziny, majątku i wpływów) tylko dlatego, że jest w związku małżeńskim (z kimś kogo nie kocha, kto jest niepoczytalny i niebezpieczny). Śmiem twierdzić, że nie tak wielu jak dawniej. Kiedyś ważne było to co właściwe. Czy taka decyzja była racjonalna czy nie jest do dyskusji. Ale myślę, że w przypadku Jane nie mogło być innego rozwiązania. Jej przekonania religijne nie pozwoliłyby jej żyć spokojnie z Edwardem Rochesterem jako jego kochanka… W rezultacie dążąc do szczęścia zafundowałaby sobie wieczny niepokój i wyrzuty sumienia. Odchodząc cierpiała niemiłosiernie, ale była z siebie dumna i miała poczucie, że postępuje właściwie… 

I myślę sobie, że kluczowym czynnikiem, aby nie stać się zależnym do jakiegoś środka chemicznego, od czynności czy innego człowieka, jest zrozumienie, że w życiu różnie się dzieje. Kiedy mamy dobry czas trzeba cieszyć się tym co jest, chwytać każdy słoneczny promień, kiedy zaś przychodzą burze i katastrofy należy pamiętać, że cierpienie jest konsekwencja tych zdarzeń i że należy je przeżyć bez panicznego szukania środka do uśmierzania bólu, smutku, poczucia straty… To wszystko z czasem mija, a przeżywanie uczuć bez zafałszowania ich pozwala nam na prawdziwy kontakt ze światem i sobą.  

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s