Spotkania

Tak się to dziwnie plecie, że kiedy tracę wiarę i chęć do dalszego działania w interesie mojej społeczności czy szerzej w interesie potrzebujących, zaczynam być nieufna i mam ochotę się izolować ktoś mnie postawi do pionu i zreanimuje. Wczoraj kiedy wybiegłam na ograniczony czasowo plener fotograficzny spotkałam pewną Panią. Właściwie to Pani spotkała mnie, bo podeszła do statywu i zaczęła, jak gdyby nigdy nic, rozmowę. Zdarzyło Wam się kiedyś rozmawiać z kimś i wydało Wam się, że rozmawiacie z wierną kopią siebie samego? Tak było tym razem. Pani ma poglądy identyczne do mnie (przynajmniej w tych punktach, które poruszyłyśmy przez 30 minut rozmowy). To było takie ożywcze, takie kontra tego co dzieje się wokół mnie.  W zupełnej opozycji do ogólnej nieufności i pilnowania własnego nosa. Fakt, że ja bym nigdy nie podeszła do niej (bo gdy fotografuję to chciałabym być sama i mieć idealnie święty spokój) Dobrze więc, że ona podeszła do mnie. Przypomniały mi się te wszystkie opowieści o wzajemnej bliskości ludzi mieszkających w sąsiedztwie. Teraz raczej ludzie wolą przechodzić obok siebie wstydliwie odwracając oczy. Bojąc się relacji, bojąc się zagadać do obcych.

Kiedyś już pisałam, że ja w ogóle w życiu mam szczęście do dziwnych i znaczących spotkań (jedno opisywałam tu etapami a znajomość wtedy zawarta nadal istnieje i się rozwija). Pisałam także, że aparat wywiera magiczny wpływ na ludzi, albo chcą rozmawiać, albo chcą byś sfotografowani albo np. podwieźć. Dla samotnych – świetna sprawa na podryw 🙂 Rozważcie to sobie 🙂 Zawarta wczoraj znajomość z Panią będzie miała dalszy ciąg bo warto… Na marginesie: gdyby ktoś był ciekaw zdjęć to maniakalnie dodaję je na stronie fotograficznej na portalu FB. Tu jest link. Zapraszam 🙂

Dziś kolejne spotkanie: na przystanku autobusowym, dziś gdy czekałam na przejazd do Ustronia nawiązał ze mną rozmowę pewien Pan. Pan potrzebował informacji czy dojedzie tam gdzie mu trzeba akurat tym autobusem a nie innym. Potem rozmawialiśmy o fotografii (patrz wyżej), a potem o innych rzeczach. I nic niezwykłego by nie było w tej interakcji gdyby nie to, że Pan był z Ukrainy. Mówiliśmy każde w swoim języku, bo gdy mam coś powiedzieć w obcym języku to wpadam w panikę, ale każde z nas rozumiało o co chodzi. Pan się wielu rzeczom dziwił, bo u niego inaczej, ale rozmawiało nam się dobrze… I wiem, że teraz uznacie mnie za świra, ale w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać dlaczego niektórzy zamiast brać innych takimi jacy są zaczynają wyszukiwać w nich coś co można znienawidzić, sięgają do najtrudniejszych kart historii, obrażają… Czy powinnam mu była splunąć pod nogi, albo powiedzieć, że z banderowacami nie gadam i że policzymy się za rzeź Wołyńską… Powiedzcie mi dlaczego tak jest, że musimy każdego zaszufladkować (najlepiej wrogo) i izolować się tylko w swojej grupie, a do innych odnosić się co najwyżej obojętnie. Dzieci takie nie są. Małe dzieci bawią się z każdym, nie przeszkadzają im różnice… Jezus mówił, że musimy stać się jak dzieci aby wejść do Królestwa Niebieskiego. To o to chodzi? O tę ufność, o akceptację innych ludzi? Niezależnie od tego w co ja wierzę, w Ewangeliach jest dużo wskazówek psychologicznych jak stać się szczęśliwym człowiekiem. Czasami o tym mówią nam przypadkowe spotkania… To też było ciekawe, choć przelotne i jednorazowe.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s