Nie ogarniam (po staremu: nie pojmuję)

Wczoraj zetknęłam się z dziwnym zjawiskiem. Zostałam wieczorem ze smutkiem. Rano zaś dostałam kolejnego kopa. I tak się zastanawiam : po co to jest? Bo nie ogarniam…

Zrobię dziś coś czego część blogsfery nie lubi. Ale trudno. Odniosę się do innej notki i komentarzy na innym blogu. Wczoraj z wielką przykrością czytałam kolejne komentarze krytykujące innych blogerów. Jednego za pisanie staropolskim językiem, który według krytyków jest kompletnie niezrozumiały. Potem padły i inne epitety. Inny bloger został potraktowany z buta właściwie nie wiem za co i po co. Za to, że puszcza bąki? Znaczy nudny jest? To co pisze śmierdzi? Nie wiem… Dostało się też całej pewnej społeczności. Krytyk uważał, że ma prawo krytykować jak lubi, bo pisząc publicznie wystawiamy się pod osąd społeczny. Prawda! Ale od wczoraj dźwięczy mi w głowie: po co? Czy to czysta niechęć? Czy jakieś nieznane mi wzajemne zaszłości? Bo jaki ma sens atakować blogera za niezrozumiały język… Jeśli ktoś jest dla mnie niezrozumiały, trudny, niemiły to znikam i pa. I może będę teraz to ja będę niemiła, ale dodam: „Wolnoć Tomku w swoim domku”. Jeśli Wachmistrz chce pisać po staropolsku to niech sobie pisze. Jego prawo, jego blog, jego życie… Niektórzy czytelnicy nie wrócą, niektórzy się pomęczą czytając, ale będą ciekawi treści a niektórzy w ogóle są zachwyceni. Takie życie. Taka sytuacja. 

Dziś rano druga sytuacja: czytałam sobie artykuł o tatuażach. A pod artykułem? O matuchno! Dziesiątki ludzi postanowiło podzielić się swoimi przemyśleniami na temat ludzi z tatuażem (tatuażami). Wysłano m. in. mnie (bo mam tatuaż) do psychiatry, do psychologa, do czubków. Stwierdzono, że jesteśmy ohydni, obrzydliwi, odrażający, śmieszni, wstrętni… no i głupi, bo przecież to przemijająca moda, a my głupki nie zdajemy sobie z tego sprawy. 

Pytanie jest takie: co komu przeszkadza styl pisania na blogu, tatuaż na ciele, przynależność do takiego a nie innego blogowiska. Czy czymś krzywdzimy, czy zmuszamy nieszczęśników do bywania na blogu czy oglądania naszego ciała. Dlaczego tak łatwo dajemy sobie prawo do oceniania, krytykowania (niekonstruktywnego), wyszydzania, mieszania z błotem. Bawi nas to? Leczymy kompleksy? O co chodzi? Nie ogarniam. Nie rozumiem… 

Nie lepiej jest szukać dobrych stron, doceniać jasne aspekty rzeczywistości, chwalić ludzi za to co dobre? A jeśli już krytykować to coś co można zmienić. Nie sztuka kogoś obryzgać błotem, sztuką jest pokazanie jak ma się poprawić (o ile to możliwe).

Jakby co to już wiem, że jestem egzaltowana, próżna, pyszna, śmieszna, labilna emocjonalnie i przewrażliwiona… a i moralizuję za dużo. Tego m. in. dowiedziałam się o sobie prowadząc bloga. Zgodnie z zalecaniami krytyków i komentatorów pracuję nad sobą. 

124a1315

Memento mori…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s