Bezdomny węzeł gordyjski

Pkanalia wczoraj zapytał mnie czemu tak pędzę z materiałem 🙂 Ano wykorzystuję czas póki go mam. Wiecie jak to jest „gdy nie ma dzieci w domu…”. Poza tym nagromadziło mi się materiałów i przemyśleń. Gotowanie, prasowanie, zszywanie podartych spodenek itp. niesie ze sobą ryzyko hasania myśli.

Kilka tygodni temu w naszym mieście zdarzył się incydent, który był początkiem przemyśleń na temat bezdomności, wolności jednostki, granic uznawania tej wolności, życia i śmierci, odpowiedzialności urzędów i urzędników… Otóż kilka tygodni temu zmarł pewien bezdomny mężczyzna. Zmarł wkrótce po przewiezieniu go do szpitala. Wcześniej Straż Miejska i pracownik socjalny z ramienia MOPS (zajmujący się problemem bezdomności) wielokrotnie próbowali skłonić tego człowieka do porzucenia koczowniczego trybu życia na osiedlu i zabrania do do Centrum Edukacji Socjalnej. CES to miejsce dla osób bezdomnych, ale nie tradycyjna noclegownia. Mieszkający tu ludzie funkcjonują jak w normalnym domu, sprzątają, gotują, pracują. Mają zapewnione wsparcie pracowników socjalnych oraz instruktorów zawodu a także prawnika. Aby tu zostać muszą podjąć leczenie (uzależnienia, psychologiczne, somatyczne) w zależności od potrzeb i konieczności i trzymać się zasad domu. M. in. nie wolno tu spożywać alkoholu, używać innych substancji psychoaktywnych (z wyjątkiem nikotyny ale i to tylko na powietrzu). Jeśli macie ochotę na więcej szczegółów to podaję link CES. Warto się zapoznać bo to świetnie działające miejsce.

Wracając do pana, o którym mowa. Przebywał on ponad dobę w CES’ie jakiś czas temu, ale jak głośno twierdził już tam nie wróci, bo nie podobają mu się ograniczenia, które tam panują. Pytany czy chodzi o zakaz picia alkohol potwierdził to. Poza tym gdy Straż Miejska chciała go zabrać z miejsca koczowania i udzielić mu pomocy odmawiał jej. Odmówił również na piśmie. Podobnie pracownikowi MOPS. Miał poranione, zmienione chorobowo ręce i osoby którym ufał prosił np. o jakąś maść do ich posmarowania. Czy zrobiliśmy wszystko co było można aby mu pomóc? W świetle panujących przepisów – tak. Miał prawo odmawiać instytucjonalnej pomocy… Czy można było zrobić coś jeszcze? Jakoś inaczej?

Mam pewien pomysł ale jest kontrowersyjny i sama widzę jego ograniczenia. Otóż gdybyśmy poza CES’em mieli jeszcze klasyczną noclegownię: pobyt tylko od 18 do 8 rano (w zimie) i od 20 do 6 rano (w lecie), z prostymi i podstawowymi miejscami do spania, prostym posiłkiem, gorącą herbatą, natryskami, podstawowymi lekami bez recepty… i kimś kto potrafi dogadać się z towarzystwem i będzie próbował motywować do zmiany, do terapii, do ratowania życia. Może część z tych ludzi, którzy umierają pod mostem żyłaby na tyle długo aby zechcieć znaleźć się w CES. Z drugiej strony takie miejsce odbierałoby element nacisku jaki teraz ma CES jako jedyne ciepłe schronienie. Głośno i publicznie myślę i liczę na to, że odezwą się osoby, które się mądrze wypowiedzą. Bo wiecie: mam w głowie przykład bliskiego znajomego, który od lat jest w ciągu. Pije więcej lub mniej ale za to codziennie. I wiem, że gdyby los skierowałby na ulicę, w krzaki albo pod most to on by do CES nie poszedł. Za bardzo boi się odstawienia alkoholu. I mimo wiedzy o chorobie, z biegiem lat coraz trudniej mi powiedzieć niech umiera w tych krzakach. Bo czasem trzeba czasu na wykrzesanie z siebie motywacji, czasem potrzebny jest wypadek losowy, który zmusi np. do pobytu w szpitalu. Poza tym każdemu trzeba czasem ludzkiej obecności, ciepła i dostrzeżenia iskry człowieczeństwa w czasem bardzo zniszczonej powłoce cielesnej.

Może potrzeba nam jeszcze innych form działania?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s