Marzenie

Zdaję sobie sprawę, że mam dziwne pomysły (dziwne dla przeciętnego obywatela), ale mam ochotę podzielić się dziś moim zawodowym marzeniem. Nie znaczy to, że moja obecna praca nie sprawia mi satysfakcji (choć na efekty przychodzi długo czekać, a najczęściej efektu nie ma wcale lub jest niewielki).

Moje zawodowe marzenie przypomniało mi się dzięki Pkanalii i jego tekstowi na temat marihuany (temat, który nas zaprawia w gorącej dyskusji od wielu miesięcy). W swojej notce napisał o redukcji szkód. I to sformułowanie przypomniało mi moje największe, niespełnione marzenie zawodowe. Już dawno chciałam zająć się streetworkingiem. Dla tych, którzy jeszcze nie spotkali się z tym terminem lub nie wiedzą co oznacza: streetworking to specyficzna forma pracy socjalnej w terenie z osobami wykluczonymi społecznie lub zagrożonymi takim wykluczeniem (bezdomnymi, osobami uzależnionymi, młodzieżą zagrożoną demoralizacją lub prostytutkami itp.). To właśnie forma pracy socjalnej nastawiona na redukcję szkód, obejmuje: poradnictwo, wsparcie psychologiczne, profilaktykę. A najczęściej oznacza mówiąc po ludzku, że jednostka ludzka traktuje po ludzku osoby, które zazwyczaj tak traktowane nie są. I stara się uratować jak najwięcej osób lub zachować w nich jak najwięcej zdrowia i sprawności. Choćby z tego względu, że nigdy nie wiemy kto i kiedy się przebudzi do innego życia.

Próbkę takiej pracy (w pewnym sensie) miałam będąc pracownikiem socjalnym w Fundacji „Być Razem”. Cele udawało się osiągnąć pracując razem z osobami, które wymagały jakiejś formy wsparcia czyli np. szlifując ramki razem na stolarni :)) Przy takim szlifowaniu niejednokrotnie udawało się poprowadzić niemal sesję terapeutyczną. Fajna sprawa :)) Bo niektóre osoby nie pójdą do poradni czy Ośrodka Pomocy Społecznej. Z wielu przyczyn: zraziły się, duma albo strach im nie pozwala itp. A czasami podczas wspólnej pracy można porozmawiać, pokazać inne rozwiązania. I nie jako guru czy ktoś lepszy. Nie! To działa jeśli jest się osobą jedną z nich i jest się obdarzonym zaufaniem.

Myślę, że docieranie bezpośrednio do osób najciężej poszkodowanych przez los, takich, które same się odsunęły lub zostały odsunięte przez społeczeństwo i rozmowa z nimi w ich środowisku, w znanym (i bezpiecznym) otoczeniu ma sens. Tak po ludzku: każdy potrzebuje czasem drugiego człowieka i tak ekonomicznie: nie stać nas na pogłębianie się szkód zdrowotnych u osób silnie uzależnionych od alkoholu i narkotyków, osób bezdomnych i zupełnie bezradnych…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s