Hekatomba

Taka gołoledź zdarza się raz na kilka (kilkanaście) lat. Radośnie padający deszcz (najpierw koło 15.00 zaczął kropić, potem padać coraz intensywniej) przy zdecydowanie ujemnej temperaturze i nieźle zmrożonych nawierzchniach stworzył szklankę prawie idealną. (Bardziej ślisko było tylko raz w moim życiu 21 lat temu. Wtedy nie było możliwości utrzymać się na nogach). Około 15.30 samochody jeździły już około 10 km/h, A z góry na doły i z dołu do góry (Cieszyn jest położony na miejscami stromych wzgórzach) nie było to możliwe wcale zwłaszcza dla autobusów. Utknęłam więc na przystanku autobusowym, gdzie zaczęło się bratanie międzyludzkie. Do rozmowy włączały się i osoby starsze i nastolatki. Zadzwoniłam do dyżurnego ruchu aby się dowiedzieć co dalej. Pan poinformował mnie, że żaden autobus nie jedzie i nie pojedzie dopóki nie przejadą pługosolarki. Postanowiłam iść pieszo, tym bardziej, że mój autobus był niemal widoczny na horyzoncie – stał na stromym zjeździe z włączonymi światłami awaryjnymi a kierowca nie odważył się zjechać przez skrzyżowanie położone na tej stromiźnie. Jakaś starsza pani biorąca wcześniej udział w ożywionej dyskusji ruszyła przede mną. Gdy się zrównałyśmy poprosiła mnie o ramię i tak się razem ślizgałyśmy cały jeden przystanek. Gdy dotarłyśmy pod kolejną wiatę pani uznała, że dalej się boi iść i zaczeka na autobus. Ja postanowiłam natomiast zaryzykować, tym bardziej, że byłam już spóźniona do pracy. Pożegnałyśmy się w przyjaznej atmosferze i ruszyłam dalej. Ach co to była za podróż…

Autobusy ruszyły ponad godzinę później, ale ja już byłam w pracy. Niektóre chodniki posypano solą lub piaskiem, ale powrót pod górę też mi dostarczył niezapomnianych wrażeń. Pomagałam lekko zawianemu panu znaleźć bezpieczny ciąg komunikacyjny, a zaraz potem byłam świadkiem wypadku. Auto jadące szaleńczą prędkością – jakieś 20 km/h wpadło w poślizg, skręciło o 90 stopni w lewo i z wizgiem przejechawszy przez chodnik malowniczo spadło ze zbocza tzw. Cieślarówki. Mogę teraz lekko ironizować, ale patrząc na sypiące się iskry i upadek samochodu serce mi stanęło. Idący niedaleko mnie mężczyzna złapał za telefon i już dzwonił po pomoc, a ja zaczęłam galopować do miejsca zdarzenia. Pan z telefonem też dopadł tegoż miejsca. Okazało się, że panom w aucie nic się nie stało, nie dachowało tylko zjechało stromo w dół i na szczęście w nic groźnie nie uderzyło. Kilka sekund później nadjechała policja.

Efekt tego deszczu jest taki, że na S1 był karambol z kilkunastoma samochodami. Z pewnością było bardzo dużo urazów w mieście, bo słychać było non stop sygnały karetek. Z tego co ja osobiście obserwowałam wysnułam optymistyczne wnioski. Gdy przychodzi takie nieoczekiwane zagrożenie ludzie potrafią sobie pomagać, szybko reagować i są dla siebie życzliwi. Poza tym podniosło mnie na duchu zachowanie kilku młodych kierowców, którzy zostawili auta na parkingach i przyszli na przystanek mówiąc, że mają za mało doświadczenia i nie zaryzykują jazdy dalej. No i wybiłam sobie lekko lewą rękę i bark. Ale jak jest gołoledź to musi być ślisko :)) Aha i nikt nie chwycił za telefon aby robić zdjęcia rozbitemu samochodowi. To też się chwali!

Tak więc dzień triumfu nowego burmistrza zapamiętamy na długo dzięki jak corocznemu zaskoczeniu drogowców. Poza tym dzień był bogaty w wydarzenia i wrażenia. Jeszcze przed deszczem udało mi się zrobić nad Olzą kilka ciekawych zdjęć (np. takie):

Tyle sprawozdania z hekatomby w Cieszynie i okolicach. A jak Wam minął dzień?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s