Dlaczego nie Ty?

Od kiedy pamiętam podczas terapii pada pytanie „Dlaczego ja?”/”Dlaczego mnie to spotkało?”. Pewien bardzo mądry terapeuta, dawno, dawno temu u zarania mojej drogi zawodowej powiedział kiedyś taką ripostę: „No dobrze, zastanów się, ale dlaczego nie Ty”. Coś w tym jest!

Pacjenci zawsze mają taki moment kryzysu, złości, przeklinania. To charakterystyczne dla procesu żałoby. Bo rezygnacja z alkoholu/narkotyków lub poczucia omnipotencji w swojej rodzinie (w przypadku osób współuzależnionych) wiąże się z poczuciem dotkliwej straty. A zatem na początku jest niewiara, że mnie to spotyka, potem złość na kolegów, uzależnionego rodzica, Boga, partnera życiowego czy kogo tam chcecie, a kogo obwinia się w takiej chwili o swój obecny stan i konieczność wyrzeczenia się czegoś istotnego. W ogóle w przypadku osób uzależnionych docierają do człowieka własnego ograniczenia (nie tylko wyrzeczenie się używki, ale także grupy ludzi z którymi się piło / brało). W przypadku osób bardzo młodych takie ograniczenie kojarzy się raczej z apokalipsą. 

Kiedy konieczność przeprowadzenia zmiany w życiu wiążę się z przyparciem do muru (śmierci, zawodowego niebytu, utraty wolności, skraju załamania psychicznego) czyli tzw. dna delikwentowi jest łatwiej uznać, że to konieczne, bo trzeba ratować coś bardzo cennego. Cenniejszego niż wóda / kontrolowanie otoczenia. Ale i wtedy pojawia się jak mantra; „Dlaczego mnie to spotkało?”, „Dlaczego ja?”, „Za jakie grzechy?” itp.

Pogodzenie się z tym, że się jest chorym na ciężką, przewlekłą, śmiertelną (jeśli nie leczona) chorobę jest długim procesem. Podobnie jak pogodzenie się, że tkwi się w chorym i niebezpiecznym układzie i trzeba zacząć zmiany od siebie jest trudne do przełknięcia przez osoby współuzależnione. Według mnie bardzo pomaga takie powieszenie sobie „Ale dlaczego nie ja”. Po prostu tak czasem jest, że chorujemy, cierpimy… Nie ma sensu doszukiwać się przekleństwa czy złośliwości losu. Zresztą powiem Wam w tajemnicy, że są gorsze choroby niż uzależniania. Alkoholik w sumie ma tylko jedno ograniczenie, nazwijmy je dietetyczne, unikać jak ognia alkoholu i wszelkich produktów z jego zawartością. Kropka. Tak mało. I tak wiele. Ale mimo wszystko lepsze to niż cukrzyca czy stwardnienie rozsiane. Bo uzależnienie można łatwo zatrzymać i kontrolować (tak wiem, że słowo łatwo jest tu względne), a tamtych chorób już nie. Porządnie leczone uzależnienie czy współuzależnienie niesie też bardzo pozytywne treści i zmienia optykę patrzenia na życie. Można oczywiście zatrzymać się na etapie użalania nad sobą, złoszczenia na pijących rodziców czy kolegów, wynajdować powody swojego obecnego stanu, ale co to da? Nieprzyjemne emocje, które zakończą swą świadomość w knajpie… 

Może ta choroba czy zaburzenie ma coś Ci dać? Może potrzeba Ci doświadczeń życiowych? Skoro to już się wydarzyło – nie żałuj, podnieś się i idź dalej. I bądź szczęśliwy. Tego co było już się nie cofnie… A wiele dopiero przed Tobą – już innym Tobą :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s