Walka

Od kiedy piszę bloga (a zaczęłam 3 miesiące po katastrofie smoleńskiej) podziały między naszymi rodakami zaostrzają się. Wczoraj po pewnej wymianie zdań zaczęłam się jeszcze intensywniej zastanawiać jak to wygląda dziś i co będzie dalej.

Cztery lata temu podział był bardziej polityczny. Byli Polacy i „Wolacy” czyli złośliwie nazywani stronnicy Jarosława Kaczyńskiego i Prawa i Sprawiedliwości. Od jakiegoś czasu w moim otoczeniu i świadomości pojawił się nowy podział: na ateistów i wierzących. Dzięki najbardziej skrajnym skrzydłom obydwu grup, ich wpływy i stopień nasilenia postaw skrajnych bardzo szybko się nasila. Nawet w moim najbliższym blogowym otoczeniu zauważam zmiany. Kiedyś współegzystowałam pokojowo z osobami wierzącymi, teraz to już nie zawsze takie łatwe. Ten nienazwany nacisk wypływający ze skrajnych skrzydeł (tak mi się zdaje) powoduje, że ludzie coraz częściej oczekują jednoznacznego stanięcia po którejś ze stron. Nie można być letnim – trzeba być gorącym lub zimnym, białym lub czarnym czy jak by tam nazwać antagonistów. Widać też tendencje do protestowania przeciwko przekonaniom i poglądom innych ludzi (patrz to co się dzieje wokoło Golgota Picnic). I mam tu na myśli radykalne reakcje obu stron barykady.

Ludzie już nie chcą zaakceptować, że ktoś ma odmienny pogląd i przy nim zostaje. A brak podjęcia dyskusji jest nazywany zamykaniem się na dialog. I tę frazę słyszę bardzo często zarówno od wojujących ateistów, jak i radykalnych wierzących. Jeśli ktoś nie chce podjąć debaty to jest jakiś (w domyśle nietolerancyjny, beton itp.). A i to są jeszcze delikatne stwierdzenia. Bo niektórzy uwazają, ze ten kto ma odmienne przekonania staje się wrogiem. Moje pytanie brzmi: czy nie możemy być znajomymi, kolegami, przyjaciółmi, mając jednocześnie odmienne poglądy na dany temat?

Skąd krystalizacja powyższych przemyśleń? Ano jest wynikiem tego co dzieje się wokół sprawy profesora Chazana. Mam (tu akurat) jasno sprecyzowane myśli i przekonania. I ich nie zmienię. Pan profesor dokonywał aborcji komercyjnie licząc w setkach zabiegów. Teraz się tego wstydzi i aby pokazać, że jest świętszy od Boga nie dokona już żadnej. Nawet w sytuacji gdy dziecko będzie umierać dłuższy czas i nie ma szansy na życie nawet jako osoba niepełnosprawna. Ze skrajności w skrajność… Boję się takich ludzi.

Nie jestem wierząca. Ale wielokrotnie podkreślałam, że kieruję się w życiu nauką Jezusa Chrystusa. Bo mi się podoba i uważam ją za słuszną! Bo posługując się nią człowiek jest przyzwoity. I według tego co rozumiem liczy się miłość do innych ludzi, a nie twarde przepisy i nieludzkie trzymanie się zasad.

I jeszcze morał, który wypływa z kilku dni mojego myślenia nad tym wszystkim:

Heroizmu możemy wymagać od siebie, nie możemy do niego zmuszać innych ludzi…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s