Łańcuch dobrej woli

Dostałam od przyjaciółki bardzo emocjonalną wiadomość na Facebooku. Przytoczę ją w całości i dosłownie tak jak została napisana. Bo i historia jest pełna napięć i silnych emocji, ale przede wszystkim dobrej woli. 

 „Dziś wybraliśmy się w końcu do naszego kolegi Domisiowego – Wojtusia, poznanego na szkole rodzenia no i do nich jedzie się od nas 2 autobusami a wraca 1  więc wsiedliśmy sobie w 25 który miał nas podwieźć na końcowy „park Bronowice” a stamtąd mieliśmy przejść 80 m na przystanek po drugiej stronie i przejechać 3 przystanki. Więc wsiedli my i oczywiście jakiś debil zajął torbą i wędką miejsce dla wózków, bo w Lublinie są debile, ale nie miałam siły się kłócić, więc staliśmy na środku  przejścia z Domisiem, który bił wszystkim brawo  no i tak jedziemy aż z tyłu przesiadła się starsza pani i mówi, że śliczny i w ogóle genialny i śliczny i niech go Bóg błogosławi, ale śliczny no i spoko.  No lubię jak ktoś mi syna komplementuje, ale nagle wypaliła z tekstem „ale jak wysiądziemy to trzeba się złożyć i zapłacić kierowcy że nas wiezie” a ja na to mina mniej więcej o_O że co? i mówię, że bilety kasujemy, a ona na to, że może my wiemy lepiej – to ona przecież jedzie z nami na wycieczkę. A ja … cholera …. coś mi nie pasi…więc dzielnie ją pytam „a gdzie pani jedzie” a ta mi odpowiada „ja z wycieczką, z wami wszystkimi, mam nadzieję, że do katedry pójdziemy – tam jest cudowny obraz” … a ja no cholera jasna może ona z kimś jest. Nie będę teraz dzwonić, bo kurde narozrabiam, ale ja na końcowy, a ona z nami nie? To się dowiem. No to ona wysiadła i wsiadła a ja tup tup do kierowców (bo właśnie mieli zmianę) i mówię „mogę pana prosić??” a on miły dla kobiety z wózkiem wyszedł i mówię mu, panie masz pan kobitkę na wycieczce alzhaimer czy ki diabeł, ja dzwonię na policję czy pan? trzeba kobiecie pomóc. a on biedny zaczynający zmianę „oż w mordę… to trzeba będzie na nich czekać” no to ja do niego „pan ją wyprosi z autobusu, ja dzwonię i na nich czekam, pan się nie martwi”  hehe a on „puuuufff co za dzień” pani wyszła i będzie szła do katedry. Ja już zadzwoniłam pan mówi, że jadą, wzięłam ją na przystanek i pytam o jakieś pierdoły, a ta się jak nie wyrwie do autobusu, bo ona na wycieczce nie? do katedry nie? a my w kilka osób: ale tym pani nie dojedziesz… na całe szczęście serio posiedziała minutę i dalej szpula ona siedzieć nie będzie – idzie do katedry. ona wie lepiej  ja ją raz zagadałam, a ich nie ma. No i ruszyła do katedry.  No to dzwonię z powrotem na 997 i mówię „to ja! z parku bronowice. pani idzie do katedry, a ja za nią – czerwony wózek” a koleś „super już ich kieruję dalej zaraz będą, niech pani za nią idzie”. No i idę i udaję, że nie idę i ona tak szła do katedry aż skręciła w abstrakcyjne miejsce  zdecydowanie nie do katedry. to ja dzwonię „to znów ja od tej pani co do katedry idzie. Skręciła na lubelskiego lipca. Czerwony wózek za nią”  on super, już im mówię, że w inną stronę poszła. No i idziemy i nagle na przystanku obczaiła autobus  i ona szpula do niego a ja se myślę „no cholera jasna! koleś nie zauważy jej” no i stała przy zamkniętych drzwiach i pierwszy raz chwaliłam kierowcę za nie zauważenie człowieka albo złośliwe nie otwarcie  no i se siadła. widzę! Jadą, muszą na rondzie wykręcić  no i podjechali i pytają czy ja dzwoniłam  mówię tak – pani siedzi na przystanku czeka na autobus kij wie gdzie  i podjechali  ja poszłam znów na swój autobus  dobrze, że na wcześniejszym przystanku tam gdzie miałam do Wojtusia tylko 1 autobus po 1 min mi podjechało  a Dominik był przegrzeczny, odwracam się jeszcze a pani policjantka panią złapała za hajdawer, bo znów chciała się zwinąć:  więc powinni sobie poradzić – od niej poza katedrą i wycieczką nic się nie można było dowiedzieć, gdzie mieszka – ona z nami na wycieczce, ze wszystkimi była  i jak miałam kryzys, że w mordę może olać… to myślałam i o Tobie i o tym, że jakby mojej babci coś było i by jej się szwendak włączył wolałabym żeby ktoś zareagował… wiem, że nie była zadowolona z mojej interwencji, ale bym sobie nie darowała. Amen koniec historii.”

Mam też w tej historii swój udział, gdyż moja przyjaciółka przełamała lęk, że niepotrzebnie się wtrąca przypominając sobie moje wścibstwo :)) To najpiękniejszy komplement jaki w życiu dostałam.

Mżawko – jesteś Wielka! Uratowałaś tą Panią przed jakąś złą przygodą, a może nawet jej życie.

Po co to przytaczam? Może kiedyś kolejnemu czytelnikowi przypomni się ta historia i zareaguje przełamując lęk i nieśmiałość. Już tyle razy pisałam: dobro rozchodzi się jak kręgi po kropli, która spadła do wody.

Specjalnie dla Mżawki z wyrazami uznania:


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s