I szczęście jest w nas

Wiem, że wiele osób się ze mną nie zgodzi i uzna, że szczęście zależy od wielu czynników zewnętrznych. Zgodzę się tylko z jednym czynnikiem zewnętrznym – posiadaniem bliskich relacji z ludźmi. Gdy się jest bardzo samotnym ciężko o szczęście (choć według mnie i wtedy jest możliwe). Natomiast wszystkie inne czynniki nie są do szczęścia niezbędne. Co więcej bardzo często poczucie nieszczęścia wynika z porównywania się do innych ludzi. Wczoraj zobaczyłam na Facebooku ten filmik:

Pasuje mi jak ulał do tego co chcę powiedzieć. Ten piesek urodził się z bardzo zdeformowaną miednicą i zrośniętymi łapami, które trzeba było amputować. Okazuje się, że nie trzeba być idealnym aby być szczęśliwym. Można być zdeformowanym, innym, niepełnosprawnym… Człowiek (na szczęście nie każdy) raczej widziałby swoją odmienność, czułby się gorszy. Porównywałby się do obecnie panującego kanonu piękna i czułby się nieszczęśliwy. Przerysowuję specjalnie żeby dobrze zilustrować moje przesłanie. Bo przecież wielu ludzi doskonale wie, że szczęście nie zależy od bycia podobnym do modelki z wyphotoshopowanego zdjęcia. Ba! nie zależy nawet od posiadania wszystkich kończyn. Ono po prostu jest w nas i już. 

Ten filmik poruszył we mnie jeszcze dwie struny: po pierwsze zarówno ten piesek jak i inne psy nie zastanawiają się nad tym czy jest inny. On po prostu żyje i cieszy się tym życiem, zaś inne psy nie szukają sposobu jak mu dowalić, że jest brzydszy, odmienny i jego miejsce jest w czterech ścianach… I drugą strunę: ten piesek miał szczęście, że ktoś dał mu szansę na życie. Większość ludzi zdecydowało by się na uśpienie „żeby się nie męczył”. Prawda? Ale jak widać on wcale się nie męczy. Świetnie poradził sobie i jest szczęśliwy.

Na koniec coś z naszego ludzkiego podwórka. Byłam ostatnio świadkiem sceny, która pasuje mi do tego wpisu. Na placu zabaw bawił się pewien chłopiec, którego poznałam już wcześniej bawiąc się na tym samym placu z moimi Zajączkami. Wiem, że ten chłopiec ma autyzm. W pewnym momencie zabawy w towarzystwie innych dzieci przestraszył się, zaczął zasłaniać uszy rękami i wołać, że się pali. Inne dzieciaki były przestraszone, zażenowane, nie wiedziały co zrobić i jak się zachować. Ten mały podbiegł do mnie przytulił się. Pogłaskałam go po głowie (taki niekontrolowany mamusiowaty odruch) i postarałam się go uspokoić. Wrócił do zabawy, ale zdrowe dzieci nie wiedziały jak się z nim bawić, przedrzeźniały go i raczej uciekały. Nawet nie były złośliwe tylko zdezorientowane. Dla ludzkich dzieci inność jest co najmniej trudna, możliwe, że nikt im nie mówił o chorych dzieciach. Mam marzenie, żeby ten chłopczyk był szczęśliwy i nie przejmował się reakcjami innych. Ale to chyba nie takie proste. Choć chyba większy problem mamy my w kontakcie z nim niż on w kontakcie z nami. W tym wszystkim byłam bardzo dumna z Zajączków i zadowolona z efektów rozmowy z nimi o tym co zaszło na placu. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s