I chciałbym i boję się…

Wczoraj przy okazji tekstu o wstydzie odczuwanym przez osobę zaczynającą trzeźwienie Woland napisał o dwóch innych kwestiach: o lęku, jaki budzi trzeźwe życie i pośrednio o żalu po starcie alkoholu. To prawda. Człowiek, który podjął decyzję o radykalnej zmianie swojego życia (to znaczy decyzja podjęła się poza tym człowiekiem – albowiem niemal zawsze okoliczności wymusiły tę decyzję), jest przerażony tym, że ma oto żyć bez alkoholu. Jak to? Już nigdy? NIGDY? Cała początkowa praca jest skoncentrowana na tym aby nie wyobrażać sobie zbyt dużych ram czasowych. Pomocny jest tu program 24 godzin. Tyle nawet w najgorszych momentach, tłukąc się od ściany do ściany prawe każdy dał radę wytrzymać. A przecież każdy następny dzień będzie łatwiejszy… A w sytuacji gigantycznego głodu, okresy czasowe można jeszcze skracać „wytrzymam 60 minut bez alkoholu, a potem zobaczymy co dalej”… Głód rośnie do maksimum i opada jak fala.

Jeszcze wracając do momentu zero. Osoby uzależnione bardzo często podkreślają, że to one podjęły decyzję o zaprzestaniu picia. Jak wspomniałam wyżej, niemal zawsze to decyzja sama się podjęła: a jej narzędziem był kurator, lekarz, pracownik socjalny, rodzina… Siła uzależnienia jest taka potężna, że aby zatrzymać się trzeba usłyszeć, „won z domu”, „jeśli pan nie przestanie, umrze pan”, „jeśli pan nie pójdzie na terapię odwieszam wyrok” itp. Osoba uzależniona uważa, że nie ma innego wyjścia (oprócz paska i gałęzi). I idzie jak na ścięcie. Wstydzi się (jak to pisałam wczoraj) ale i boi życia bez jedynej ostoi i pomocy jaką miał w alkoholu. 

Trzeba pamiętać, że alkoholicy są bardzo często osobami o niedojrzałej osobowości, z nadmierną podatnością na cierpienie, pełne lęków. Alkohol łagodził te lęki, tuszował nieumiejętności, pomagał pozbyć się bólu, dawał euforię (przynajmniej na szeroko rozumianym początku picia). A teraz trzeba zostać samemu, na trzeźwo, z poszarpanym i połamanym życiem. Ileż to pułapek i pokus, aby skończyć ze sobą lub wrócić w ramiona butelki… Ciężka sprawa, ale każdy dzień na trzeźwo przybliża odkrycie, że można dać radę, że są korzyści z tego stanu. Najpierw te najbardziej oczywiste (zachowanie życia, wolności, dachu nad głową), potem z czasem i bardziej subtelne: czyste sumienie, brak kaca, lęku o to co wczoraj zrobiłem…A w dalszej perspektywie normalne życie z kolorowymi i szarymi dniami, z przyjaciółmi, pasjami, wzlotami i upadkami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s