Wstyd w terapii uzależnienia

Osoby uzależnione najczęściej podejmują terapię lub zaczynają szukać grupy samopomocowej gdy osiągną tzw. dno, czyli straty z ponoszone w powodu picia są na tyle bolesne i widoczne, że znacznie przewyższają hipotetyczne (i oczekiwane) korzyści z dalszego używania alkoholu (lub innych substancji psychoaktywnych). Mimo wszystko osoba uzależniona nawet „zmuszona” okolicznościami, wymęczona swoim funkcjonowaniem, upodlona zaawansowanym nałogiem cały czas odczuwa wstyd, gdy ma skorzystać z pomocy w wychodzeniu z problemu.

Jedną z przyczyn jest oczywiście działanie psychologicznego mechanizmu uzależnienia nazywanego nałogowym regulowaniem emocji. Choroba, za pomocą wstydu, upewnia się, że chory jej nie ucieknie. Bo wstyd jest tak silną i nieprzyjemną emocją, że najczęściej prowadzi do poszukania butelki (lub czegoś podobnego). To uczucie bardzo utrudnia i tak ciężką sytuację osoby, która ma zacząć coś ze sobą robić.

Aowcy mówią „wstyd to się nie leczyć i pić dalej”. Ale dla osoby, która ma za sobą pierwsze kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt godzin bycia trzeźwym to takie oczywiste nie jest. Pacjenci często mówią o silnej obawie przed spotkaniem kogoś znajomego. Nie są w stanie racjonalnie myśleć i zauważyć, że jeśli on / ona zobaczy znajomą osobę na terapii czy mityngu, to jednocześnie ta osoba zobaczy ją / jego. Wstydzą się, że teraz wszyscy się dowiedzą o moim problemie, a przecież na etapie szukania ratunku najczęściej otoczenie, nawet dalsze wie już od dawna o kłopotach z piciem.

Wstyd jest także składową innego psychologicznego mechanizmu. Alkoholik bardzo długo opiera swoją samoocenę o zdolność do panowania nad własnym życiem (głównie piciem). Aby sobie i innym udowodnić brak nałogu próbuje kontrolować swoje picie. Oczywiście gdy się jest już uzależnionym ta kontrola dawno jest fikcją. Ale alkoholik nadal czerpie dumę z tego, że przez 2 dni nic nie pił (i to świadczy o braku uzależnienia, bo gdyby był uzależniony to piłby codziennie) i tym podobnych zachowań pomagających utrzymać wobec siebie tę fikcję. Gdy w pełnej krasie dociera do osoby uzależnionej, że nie kontroluje już życia – czuje ogromne upokorzenie. 

Nie policzę ile razy miałam przed sobą osobę, która przyszła pierwszy raz w życiu poszukać ratunku. Wszystkie te osoby miały cechy wspólne: wzrok wbity w ziemię, cichy głos, widoczne zawstydzenie, często i bladość lub niezdrowe rumieńce. Ta pierwsza wizyta ma ogromne znaczenie. Trzeba wesprzeć, przyciągnąć, dać wiarę, że sukces jest możliwy, pozwolić poczuć się pełnowartościowym człowiekiem, pokazać, że mówimy o chorobie a nie o niemoralności czy podłości… Później gdy nawiąże się już nić porozumienia, przyjdzie czas na konfrontację. Początek to najczęściej zmierzenie się ze wstydem. I każdemu kto się z tym uczuciem zmierzył i nie przegrał należą się ogromne brawa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s