Przyczyny śmierci na drodze

Buszując dziś po sieci znalazłam na stronie Gazety list napisany przez Janusza Osadzińskiego chirurga ze stołecznego oddziału chirurgii urazowej, który na podstawie własnych obserwacji przywożonych sprawców wypadków i ich ofiar opisuje kim według niego jest statystyczny sprawca wypadku (z naciskiem na wypadki ze skutkiem śmiertelnym). Autor listu uważa, że statystycznie najczęstszym sprawcą „zabójstwa” na drodze jest kobieta między 30 a 40 rokiem życia, normalnie prowadząca auto, pewna swoich umiejętności. Po wypadku nie ma wyrzutów sumienia tylko pretensje do ofiar (że jej wtargnęły na jezdnię itp.). Autor listu uważa również, że bycie pod wpływem alkoholu odgrywa marginalną rolę w tego typu wypadkach, a za te zdarzenia odpowiada przecenianie swoich możliwości, głupota, nieprzestrzeganie przepisów oraz chamstwo na drodze. Zainteresowanych odsyłam do całej treści listu, który fragmentarycznie cytuję tu za Wyborczą Link do całości tutaj:

(…) A wiecie Państwo, kto jest – też w moich statystykach – absolutnym numerem jeden, jeśli chodzi o liczbę ofiar? Jest to pani lat 30-40, trzeźwa, w dobrym służbowym samochodzie, przejeżdżająca pieszego na pasach. To się zdarza CODZIENNIE, i to kilka, kilkanaście razy dziennie.

W 24-godzinny ostry dyżur urazowy w zwykły dzień tygodnia z terenu Warszawy trafia do oddziału ratunkowego co najmniej 15 osób (cięższe przypadki, w tym niektóre skrajnie ciężkie) oraz 30 na ortopedię (lżejsze przypadki – złamania kończyn, bez urazu głowy i narządów wewnętrznych) – osób przejechanych podczas próby przekroczenia jezdni na przejściu dla pieszych. I jeszcze jedna do kilku osób, które trafiają już nie do nas, ale bezpośrednio do Zakładu Medycyny Sądowej – na sekcję zwłok.

Proponuję Państwu redaktorom „Gazety Wyborczej”, zwykle bardzo rzetelnie przygotowującej materiały do publikacji: sprawdźcie ogólnopolskie statystyki we własnym zakresie. Ale krytycznie, nie na zasadzie, że patrol policji wpisał w rubryce przyczyna wypadku: szybkość, brawura itp. Po każdych wyborach publikujecie bardzo dokładne statystyki, kto, gdzie, na kogo głosował, w podziale na kategorie wiekowe, materialne, miejsce zamieszkania, wykształcenie itd. Opublikujcie, proszę, podobne statystyki w odniesieniu do wypadków komunikacyjnych. (…)

Zaczęłam się zastanawiać jak to jest na prawdę. I przeczytałam od deski do deski raport policji o wypadkach komunikacyjnych w 2012 r. Po pierwsze ku mojemu zdumieniu okazuje się, że od wielu lat systematycznie spada ilość wypadków, w tym wypadków ze skutkiem śmiertelnym. Niby pamiętałam o tym, że na początku studiów mówiło się o 7 tysiącach ofiar, ale dziennikarze jednak zawładnęli moją wyobraźnią i cały czas mi się wydawało, że hekatomba narasta. Tym czasem okazuje się, że od tamtego czasu ilość ofiar śmiertelnych spadła o blisko 100 50% (poprawione dzięki przytomności Tetryka :)). W roku 2012 zginęło w wypadkach 3571 osób. Poniżej tabela ze raporty policji dotyczącego wypadków w 2012 r. Cały raport tutaj:

Z raportu dowiedziałam się, że najwięcej osób ginie przy dobrych warunkach atmosferycznych i na prostym odcinku drogi. Zdecydowana większość ginie w wyniku najechania samochodu na pieszego (33% ofiar) oraz w wyniku zderzenia czołowego i bocznego (łącznie 35% wszystkich zabitych). Większość ginie z winy kierującego, z czego wiodącą przyczyną jest niedostosowanie prędkości do warunków jazdy (a może z powodu pewności,  że na prostej drodze przy ładnej pogodzie nic się nie może stać i można jechać 120 km/h, a co!). Wypadki, które wydarzyły się z winy pieszego najczęściej są spowodowane (w 47%) przez nagłe wejście przed pojazd oraz w 20% przez stanie lub leżenie na jezdni (te wypadki kończą się najtragiczniej bo w ponad 50% śmiercią pieszego).

I to co mnie najbardziej interesuje. W wypadkach z udziałem nietrzeźwego kierowcy zginęło w 2012 r. 311 osób czyli 8,7% wszystkich zabitych na drogach.

Z tego wszystkiego wynika, że mam małe szanse są na śmierć na chodniku czy poboczu drogi (no chyba, ze będę pijana i wtargnę na jezdnię lub się na niej położę). Małe szanse choć gdy się już tak zdarzy to sprawa jest nagłośniona bez towarzyszących im informacji jak to jest naprawdę statystycznie. Największe szanse ma się zginąć włażąc pod koła samochodu lub jadąc jak wariat bez autorefleksji i pokory wobec losu i nieoczekiwanych sytuacji. No i niestety będąc w aucie, które zostanie uderzone przez tegoż wariata. Motocykliści jadący zbyt szybko lub tacy którzy spotkają na swojej drodze powyższego wariata też mają małe szanse na przeżycie (podobnie rowerzyści).

Jedyne w czym się doktor Osadziński nie myli na pewno to stwierdzenie, że zabija nas rutyna, przecenianie własnych możliwości, nieprzestrzeganie przepisów, lekceważenie innych, ułańska fantazja,  W co jedenastym przypadku powyższe przyczyny mają swe źródło w stanie po spożyciu alkoholu. Czyli wszystko to co w komentarzach pod notką o pijanych kierowcach napisali komentujący. Dokładnie na to wskazali: Rudy, Kneź, Tetryk i Jongleur. Widać nie wszyscy dają się podkręcić dziennikarzom, którzy podgrzewają atmosferę. Bo niestety wielka tragedia i zbrodnia znowu zostały wykorzystane do manipulacji. Nie jest coraz gorzej tylko coraz lepiej (choć nadal bardzo źle) z kierowcami jeśli przy wzrastającej ilości samochodów spada ilość wypadków. Dla rodzin tych 3571 osób to żadne pocieszenie, ale dla tych 2 tysięcy, które jeszcze kilka lat temu zginęły by również, to ma znaczenie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s