Obrzydzenie

Od dwóch dni czuję nieustanne obrzydzenie. Nie mogę uwierzyć, że oglądalność, czytalność, polityczny kapitał oraz sławę można budować na hipotetycznej i potencjalnej aborcji, która wedle zapowiedzi pani Katarzyny Bratkowskiej ma się dokonać w Wigilię Bożego Narodzenia.

Pani Katarzyna Bratkowska twierdzi, że jest w ciąży i ja przerwie akurat w jeden z najświętszych dla katolików dni. Zakładam, że w ciąży nie jest, a jej wyznanie miało być policzkiem wymierzonym posłowi Żalkowi (sama to w wywiadzie poniekąd potwierdza mówiąc o swojej reakcji na postawę posła, który wydał się pani Bratkowskiej odporny na argumenty) oraz katolikom. W imię czego? Wolności do decydowania o swoim ciele, o swoim życiu. Kobieta ma prawo uprawiać seks, zachodzić w ciążę i ją usuwać. Nikomu nic do tego. Nawet nie trzeba mieć powodu. Wystarczy „nie chcę”. Zupełnie jak w socjalizmie realnym. Kobiety zamiast się zabezpieczać (czy wymagać tego od mężczyzny) stosowały aborcję. Tylko, że wtedy antykoncepcja była toporna. Teraz zaś do wyboru, do koloru…

Czuję obrzydzenie bo:

1) Wielu światłych ludzi twierdzi, że to tylko blastula… O istnieniu blastuli zaś kobieta nie ma pojęcia. Gdy w ogóle ma szansę dowiedzieć się, że jest w ciąży, rozwój zarodka jest już o wiele bardziej zaawansowany. Wystarczy przeczytać dowolny artykuł dotyczący rozwoju ciąży (nawet w necie);

2) Wielu ludzi, którzy są przeciwnikami aborcji życzą śmierci tej pani. To się wzajemnie wyklucza…

3) Nie potrafię pogodzić się z takim brakiem poszanowania uczuć innego człowieka (milionów ludzi). Celem zaś tej prowokacji jest zdobycie sławy i poklasku. Poklasku dla czego? Nie wiem czemu uparcie przychodzi mi na myśl słowo egocentryzm. Wiecie co? Gdyby nie zdolność: do empatii, odpowiedzialności za swoje czyny, do zrezygnowania ze swoich pragnień żaden związek by się nie utrzymał. Czasem trzeba zrezygnować z upartego realizowania swojego zdania, czasem trzeba pozwolić aby decydowała ta druga osoba. Nikt nie powiedział, że całe życie będzie balem i zawsze będziemy robić tylko to na co mamy ochotę. 

4) Nie potrafię się pogodzić z formą „dyskusji”, która wybuchła po manifeście pani Bratkowskiej. Dla wielu ludzi po prostu „moje” musi być na wierzchu. Nie słuchają argumentów przeciwników, a gdy nie potrafią przekonać do swojej opinii – depczą i mieszają z błotem.

I to wszystko przed świętami, które są symbolem bycia razem, bliskości rodzinnej, ciepła i miłości… Przykro mi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s