Co by jeszcze napisał?

Jakie utwory mógłby napisać mój ukochany poeta, gdyby żył dłużej? Czym by nas zadziwił autor tych słów: 

„Deszcze

 

Deszcz jak siwe łodygi, szary szum,

a u okien smutek i konanie.

Taki deszcz kocham, taki szelest strun,

deszcz – życiu zmiłowanie.

Dalekie pociągi jeszcze jadą dalej

bez ciebie. Cóż? Bez ciebie. Cóż?

w ogrody wód, w jeziora żalu,

w liście, w aleje szklanych róż.

I czekasz jeszcze? Jeszcze czekasz?

Deszcz jest jak litość – wszystko zetrze:

i krew z bojowisk, i człowieka,

i skamieniałe z trwóg powietrze.

A ty u okien jeszcze marzysz,

nagrobku smutny. Czasu napis

spływa po mrocznej, głuchej twarzy,

może to deszczem, może łzami.

I to, że miłość, a nie taka,

i to, że nie dość cios bolesny,

a tylko ciemny jak krzyk ptaka,

i to, że płacz, a tak cielesny.

I to, że winy niepowrotne,

a jedna drugą coraz woła,

i to, jakbyś u wrót kościoła

widzenie miał jak sen samotne.

I stojąc tak w szeleście szklanym,

czuję, jak ląd odpływa w poszum.

Odejdą wszyscy ukochani,

po jednym wszyscy – krzyże niosąc,

a jeszcze innych deszcz oddali,

a jeszcze inni w mroku zginą,

staną za szkłem, co jak ze stali,

i nie doznani miną, miną.

I przejdą deszcze, zetną deszcze,

jak kosy ciche i bolesne,

i cień pokryje, cień omyje.

A tak kochając, walcząc, prosząc

stanę u źródeł – studni ciemnych,

w groźnym milczeniu ręce wznosząc,

jak pies pod pustym biczem głosu.

Nie pokochany, nie zabity,

nie napełniony, niedorzeczny,

poczuję deszcz czy płacz serdeczny,

że wszystko Bogu nadaremno.

Zostanę sam. Ja sam i ciemność.

I tylko krople, deszcze, deszcze

coraz to cichsze, bezbolesne.”

 

Albo tych słów (tu w wykonaniu niepowtarzalnej Ewy Demarczyk):

„Deszcze” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego to tekst o przemijaniu. A przecież nie wszystko przemija. Dla mnie jego poezja jest wieczna. Zastanawiam się o czym by pisał (czy w ogóle by pisał) gdyby dożył lat 50–tych). Jak by się czuł w PRL’u? Przecież jego poglądy socjalistyczne (wręcz prokomunistyczne) rozbiły się w proch już na początku II Wojny Światowej. Wszystkie jego wiersze „wojenne” istnieją w cieniu nieuchronności, widać w nich przeczucie śmierci. I mimo iż był chroniony, starano się go odciągać od bezpośredniego udziału w walkach, zginął od kuli snajpera 4 sierpnia 1944 roku. Mamy niezwykłe szczęście, że jego wiersze przetrwały. 

Mam wrażenie, że te utwory rzeczywiście są ponadczasowe. Jak ta modlitwa np.:

„Modlitwa I

Niezdarne ręce, martwe trudy!

I cóż ja pocznę pod tym niebem,

gdzie tłumy głuche, gdzie pożogi

i wyją z lęku głodne ludy?

Nie nakarmiony snem ni chlebem,

jak trup nie pojednany z Bogiem,

cóż ja wam pocznę pod tym niebem?

O, nie nazywaj mnie człowiekiem,

bo mi wstyd krwawy – wzrok wyłupi,

bo mi na czole zbrodni znamię,

z ziemi nie owoc – zaduch trupi

i tylko topór, a nie ramię,

O, nie nazywaj, lepiej powieś

na ustach pieczęć – boże słowo

i jakąś pieśń, a nie grobową,

i jakiś hełm, a nie na głowie.

Zanim jak anioł wyjdę z piekieł,

o, nie nazywaj mnie człowiekiem.

I odbierz ręce te niezdarne,

co i z marmuru krew wyplusną,

i zanim ziemię zedrzesz z powiek

i nim odbijesz mnie jak lustro,

by twarz nie była trumną czarną, 

daj, żebym umarł choć jak człowiek.”

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s