Romans

Ostatnio do głębszej refleksji skłonił mnie mój pacjent. Opowiadał o swojej żonie, która wpadła w obsesyjną zazdrość, stara się go kontrolować, podejrzewa o konszachty ze wspólnymi znajomymi. Mój pacjent jest tym lekko podniesiony na duchu, a bardziej solidnie wkurzony. Stwierdził, że nie po to mozolnie odbudowuje swoje życie od kilku lat, żeby je sobie rozwalić. Stwierdził też, że zdrada nic mu nie da poza stratą rodziny, którą bardzo kocha. Żona jednak tego nie rozumie i bardzo boi się, że znajdzie kogoś innego i odejdzie. Ta rozmowa dała mi do myślenia. 

Obecnie wielu ludzi uważa, że najważniejsze jest jego osobiste szczęście, bo życie ma się jedno. Osobiste szczęście rozumiane jako euforia, motyle w brzuchu i tęcza dookoła:

 

Niektórzy bez większego wahania podejmują decyzję o rozstaniu lub o wejściu w tajny układ żeby tylko czuć szczęście. Zauroczenie czy zakochanie powoduje odejście od racjonalnego myślenia (to akurat normalne, ale nie może spowodować, ze idziemy za instynktem jak ćma do ognia). No i kwestia dzieci. Wielokrotnie słyszałam już, że powinno się odejść z otwartą przyłbicą i budować patchworkową rodzinę, bo dzieci i tak wyczują fałsz i brak głębokiej więzi między rodzicami. Niby tak. Ale co ma zrobić ojciec, który kocha swoje dzieci bezgranicznie, ale dzieci są mocno związane z mamą i sąd najprawdopodobniej zdecyduje o ich zamieszkaniu z nią a nie z nim. Trzeba zrezygnować z wieczornego czytania bajek i bycia razem dzień w dzień. Podobnie jeśli dzieci są mocno (mocniej) związane z tatą. Odejście wraz z nowym ukochanym skończy się prawdopodobnie na zamieszkaniu oddzielnie. Wyobrażacie sobie to? Nie całować dzieci na dobranoc, nie budzić ich do szkoły czy przedszkola….

A pytanie zasadnicze brzmi czy to nowe zauroczenie, po zamieszkaniu razem, nadal będzie się rozwijało i przekształci się w głębokie uczucie? A może gdy zakazany owoc się skończy, skończy się również i namiętność.

Mam kilka znajomych, które wiedzione motylami i tęczą weszły w romans. Dwie zostawiły rodziny i odeszły do nowej miłości. Jedna została sama, druga wróciła do męża, który nieoczekiwanie wybaczył wyskok, reszta historii toczy się swoim torem: dwa życia, kłamstwa, zmęczenie, miotanie się z decyzją, cierpienie i krótkie chwile euforii, tęsknota… Czy to się opłaca? Czy to jest szczęście?

Oczywiście nie wspominam już o parach z pierwszych stron gazet czy portali internetowych. Po kilku dniach od rozstania ludzie ci są „już gotowi na nową miłość”… Niepojęte.

Macie ochotę na dyskusję?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s