Po interwencji

Wczoraj bardzo przeżyłam sytuację kryzysową z moją pacjentką. Chociaż chciała popełnić samobójstwo to jednak tliła się w niej minimalnie wola życia. Postanowiła mnie znaleźć. Metodą kolejnych przybliżeń dotarła do mnie wiadomość o kryzysie oraz telefon do tej pani. Zadzwoniłam i udało mi się ją nakłonić do spotkania zanim podejmie ostateczne decyzje. Wiedząc, że będzie ciężko poprosiłam o pomoc pracowników Punktu Interwencji Kryzysowej. Otrzymałam namiar na interwentkę, która miała przyjechać i mnie wesprzeć w negocjacjach. Najpierw rozmawiałyśmy same, potem po godzinie włączyła się interwentka. Po dwóch kolejnych godzinach koleżanka odwiozła tą panią do szpitala, gdzie została przyjęta na odział. Porozmawiał jeszcze telefonicznie z dorosłym synem tej pani, który pytał jak ma wspierać swoją mamę, jak z nią rozmawiać aby nie zaszkodzić. Tyle suche fakty.

Z tego wynikają moje dwie obserwacjo – refleksje.

1) Interwencja kryzysowa musi być prowadzona we dwójkę. Nie da się opisać ile energii trzeba poświęcić żeby zachować spokój, udzielić wsparcia emocjonalnego i wytrzymać czasem solidny tajfun emocji drugiego człowieka. Z pewnością da się to zrobić pojedynczo, ale ileż wymaga to wysiłku. No i odpowiedzialność pojedynczą osobę może wykończyć. W jej rękach bowiem tkwi klucz do sukcesu lub do porażki. A porażka może mieć nieodwracalne i tragiczne skutki. Gdy są dwie osoby i wspierają się wzajemnie, odpowiedzialność rozkłada się po równo. I co bardzo ważne ale prozaiczne, można choć na sekundkę wypocząć, odetchnąć, gdy ciężar rozmowy przejmuje na chwilę partner. Wczoraj byłam całkowicie pozbawiona energii.

2) Po wczorajszym zdarzeniu wysłuchałam na gorąco opinii osób postronnych o samobójstwie i ludziach, którzy o nim mówią, je planują czy w końcu dokonują. Wysłuchałam, że „dziecku to by się wtłukło, ale co zrobić z dorosłym, który tak histeryzuje”. Dowiedziałam się, że osoba, która planuje się zabić nigdy o tym nie mówi, że zabijają się tylko tchórze i nieudacznicy. Jednym słowem potoczna wiedza o samobójstwie jest w społeczeństwie raczej marna. Bo prawie każdy daje sygnały (mniej lub bardzie czytelne, że dzieje się coś złego). Bo bardzo często potencjalny / przyszły samobójca chwyta się iskierki nadziei, że ktoś mu jednak pomoże. Najtrudniej jest wytłumaczyć ludziom, że to nie tchórzostwo, ani dowaga tylko taki stan umysłu, w którym nie widzi się innych rozwiązań. Widzi się tylko jedno wyjście z jakichś tragicznych okoliczności – śmierć. I dlatego nie zgadzam się z powiedzeniem, że jeśli ktoś chce się zabić to ma prawo wyboru. Bo w tym stanie myśli i ducha człowiek po prostu nie widzi innego wyjścia. Wystarczy zaś czasem niedługi czas, aby się wyciszyć i dostrzec jeszcze inne rozwiązania problemu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s