Świadek

Koniec świata na razie został odroczony. Niestety może się jeszcze powtórzyć. Na razie przeżyłam i wyszłam mocniejsza. Chyba. Tak po prawdzie to jeszcze mi ręce latają.

Byliście kiedyś świadkiem w sądzie? Niesamowita sprawa. Kiedyś świadek musiał stawić się na każde wezwanie, musiał czekać godzinami aż zostanie poproszony na salę, czasem musiał też znosić pogróżki osoby, przeciw której zeznawał. W swojej zawodowej karierze bywałam świadkiem wiele razy. Za każdym razem był to silny stres bo i sprawy nielekkie. Pamiętam, że kiedyś jeździłyśmy z koleżanką na sprawy 9 razy (każda z nas na jakimś etapie pracy zawodowej zetknęła się z pewną rodziną). Osoby, których sprawa dotyczyła przebywały w zakładzie karnym. A więc raz nie dowieziono jednej osoby, raz drugiej, raz nie było konwoju, innym znów razem bez podania przyczyny nie przyszedł pełnomocnik itp. itd. A myśmy jako jedyne były za każdym razem…

Innym razem pamiętam jak siedziałam i czekałam ponad 4 godziny na przesłuchanie. Sprawa też była odrażająca, ja ledwie żyłam, ale musiałam czekać tyle godzin. Ale ja to jeszcze nic. Dopiero po mnie przesłuchano przed sądem i w obecności oskarżonego jego siostrzenice, które molestował seksualnie. A one były dziewczynkami…

Tylko jeden raz w życiu pani sędzia przeprosiła mnie za to, że tak długo czekałam (a czekałam na przesłuchani w sprawie o leczenie psychiatryczne bez zgody też coś ponad 3 godziny). Byłam wstrząśnięta. Ale to była bardzo młoda sędzia :))

Dziś przeżyłam kolejne pozytywne zdumienie. Otóż byłam przekonana, że godzina podana na wezwaniu to godzina rozpoczęcia rozprawy i że poczekam sobie jakieś 2, 3 godziny na wezwanie. Podchodząc do wokandy złożyłam sobie w duchu chmurne gratulacje „Aha zgadłaś – poczekasz sobie, poczekasz…”. Moje nazwisko było bowiem wypisane jako ostatnie na liście świadków (było 11 nazwisk). Nagle zorientowałam się, że rozprawa rozpoczęła się ponad 2 godziny temu i że wszyscy na mój widok przeżywają ekscytację, wręcz ekstazę. A pełnomocnik jednej ze stron poleciał do sali powiedzieć, że przyszłam. Okazuje się, że pozostałych przesłuchano wcześniej, a że każdy miał wezwanie na swoją godzinę czekali grzecznie na mnie. A nie ja na nich. Coś cudownego. 

Wiele się w sądach zmieniło od kiedy byłam na rozprawie ostatni raz: kamery, elektroniczne wokandy, eleganckie wnętrza, czyste toalety. Szkoda, że stres został ten sam…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s