Anioł

Był sobie młody mężczyzna. Mieszkał w malutkim mieszkanku w bardzo starej kamienicy. Od ponad dziesięciu lat pił nałogowo, destrukcyjnie. Właściwie jedyne co potrafił dobrze to pić. Z domu rodzinnego nie wyniósł niczego poza kompleksami. W kamienicy mieszkali prawie sami podobni do niego ludzie. Z kompleksami. I pijący kasacyjnie. Jedna wielka 4 piętrowa melina. Jego kumple byli starymi kryminalistami, okresowo wracali do zakładów karnych. On zaś tkwił w tym mieszkaniu bez mebli i zamka w drzwiach i pił… Przygarnął do siebie bezterminowo jednego z kumpli od kielicha i pili dalej razem…

Pewnego dnia podczas libacji do mieszkania wkroczyli pracownicy pogotowia ratunkowego – to było jak w jakiejś dziwacznej komedii. Lekarz zabrał mu kieliszek z ręki i powiedział „pan jedzie z nami do szpitala”. Przez chwilę myślał, że zwariował. Zaczął się awanturować żeby lekarz i sanitariusze wyszli, wrzeszczał, że o co chodzi i że jest u siebie. Lekarz powiedział mu, że jest pomarańczowy i musi jechać do szpitala. Wybałuszył oczy na doktora i powiedział, że nigdzie nie jedzie, bo teraz była jego kolejka i on tę wódkę wypije. Lekarz stwierdził: „Już dość pan wypił”. Zabrali go do szpitala mimo iż był nietrzeźwy i protestował. To był ostatni dzwonek. Wątroba prawie nie pracowała. Miał początki marskości wątroby. Leżał w szpitalu prawie 8 tygodni. Podobało mu się tam. Czysto, smaczne jedzenie, świeża pościel, uprzejmi ludzie wokoło. O powrocie do domu myślał ze wstrętem.

Pewnego dnia w tajnym miejscu pacjentów, gdzie palili papierosy schowani przed czujnym okiem personelu medycznego pojawił się Anioł. Anioł wyglądał jak normalny mężczyzna. Nawet skrzydła schował pod szpitalną piżamą. Zaczęli rozmawiać. Anioł opowiadał o sobie, o swoim uzależnieniu, o tym, że nie pije od kilku lat, o mityngach AA, o terapii w Poradni Leczenia Uzależnień. Młody człowiek z początku nie wierzył, że tak można. Anioł chciał mu dać telefon do siebie i adres, pod którym mieszka, aby mógł kiedyś wpaść na herbatę. Nasz bohater powiedział jednak: „Ja nigdy nie będę miał telefonu to i jak mam dzwonić, a herbaty nie piję”. Nie wziął tych danych. Więcej już Anioła nie zobaczył. Ale myślał intensywnie o tym co mu opowiedział. Myślał przez ostatnie trzy tygodnie pobytu w szpitalu. Zapragnął być trzeźwy, ale uznał, że to niemożliwe. I wtedy wziął do ręki gazetę, a tam przeczytał artykuł o sensacyjnej zbrodni i o zatrzymaniu sprawcy. Sprawcą był jeden z jego sąsiadów, a jego zatrzymanie oznaczało, że kumpel mieszkający z nim ma teraz gdzie pójść (ten zbrodniarz z gazety był jego bratem i zwolnił mu miejsce w mieszkaniu rodzinnym). Nasz młody Bohater uznał, że mieszkając sam może da radę…

***

Własnie minęło 11 lat od przyjazdu pogotowia. Nasz młody Bohater nie wypił od tego dnia ani grama alkoholu. Założył rodzinę. Buduje swoje szczęście. A Anioł musiał odlecieć, bo nigdy się już nie spotkali. Choć to takie malutkie miasto…

A może go po prostu nie widać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s