Nieczyste sumienie

Od dobrych kilku dni spotykam się z ciekawym zjawiskiem. Otóż młodzi ludzie (na oko między 15 a 19 lat) na mój widok rzucają się do panicznej ucieczki albo wymieniają między sobą niepochlebne uwagi, świadczące o napięciu i śledzeniu z uwagą co poczynam. Dziwne jest to, że ja ich nie znam. W każdym razie w większości. Poza tym nigdy w życiu nie przyglądałabym się grupce stojącej młodzieży gdyby nie ich dziwne zachowanie, które ściąga moją uwagę. Z początku myślałam, że mam jakieś halucynacje, ale zjawisko się powtarza i przekonałam się, że jest faktem.

Przykłady:

1) Idę sobie środkiem osiedla. Na horyzoncie stoi kilku chłopców, których rejestruję, ale nie zwracam na nich uwagi. Nagle jeden z nich zastyga patrząc na mnie jak pies myśliwski, mówi coś kolegom i uciekają na wszystkie strony jakby ich diabeł gonił. Jeden z nich ma w ręku jakiś dymiący się przedmiot, wyglądający jak skręt.

2) Idę sobie przez moje wądoły i łąki z aparatem. Na horyzoncie majaczy się grupka młodzieży, na która tym razem zwracam uwagę z ostrożności. Są bardzo daleko, ale nie zdają sobie sprawy, że głos niesie daleko i słyszę to co mówią przyciszonym głosem:

„Gdzie jest?”

„Tam jest ku..a jedna…”

3) Idę sobie do pracy przede mną skarpa z wąskim chodnikiem. Nagle na końcu tego chodnika majaczy się dwuosobowa grupa. Nagle jeden z chłopców zaczyna wyczyniać jakieś harce, chowa się gwałtownie za kolegę. Przez chwilę się kłębią, ale spotkanie jest nieuniknione, bo jest tylko ta wąska ścieżka. Z ciekawości tym bardziej patrzę co ten dzieciak wyprawia. Patrzę i widzę mojego byłego pacjenta. Gdy przechodzi obok, tak bardzo chce się ukryć, że o mało nie spada z tej skarpy. Ale i tak czuję zapach wysokoprocentowego alkoholu i widzę mocno zaczerwienione oczy. A on jest pełnoletni i cóż ja niby mogłabym mu zrobić…

Wnioski: ja ich najczęściej nie znam, ale oni ewidentnie znają mnie. Ich kumple muszą do mnie chodzić teraz lub chodzili w przeszłości. Do tego albo czują, że nie dzieje się z nimi najlepiej albo uważają mnie za informatora „psów”. Nie mogę się zdecydować, która z tych opcji jest prawidłowa. Dodatkowy wniosek to taki, że nastolatki mają słabą wyobraźnię. Gdyby stali dalej z tym jointem spokojnie i rozmawiali, ja pewnie nie zwróciłabym uwagi, no chyba, że zapach by mnie zastanowił (co czasem ma miejsce – wtedy się rozglądam skąd to dolatuje). Natomiast gdy to nieczyste sumienie (i użyta wcześnie substancja psychoaktywna) pcha ich do salwowania się ucieczką, tym bardziej są widoczni. Najdziwniejsze jest to, że oprócz dyskusji mających na celu zmianę ich funkcjonowania, nie robię im nic szczególnie złego. Nie donoszę na policję. Obowiązuje mnie tajemnica i oni o tym wiedzą. Gdy tego wymagają, staram im się pomóc, nie tylko terapią, ale także poradnictwem, z którego korzystają oraz wpływem na relacje rodzinne. Do tej pory żadnemu nie zrobiłam nic złego (no może poza nudzeniem). Macie jakiś pomysł o co tu chodzi?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s