Śmierć. Śmierć! ŚMIERĆ!!!

Trudno mi przekonać wielu ludzi do tego, że uzależnienie od alkoholu jest chorobą. Niezależnie od klasyfikacji chorób, notorycznie słyszę „co to za choroba, wystarczy nieć silną wolę żeby nie pić”. Tak, ja mogę mieć silną wolę i nie pić, ale już nie nie dotyczy to palenia. Moja silna wola zakończyłaby się po jednym „buchu” (modne teraz słowo). Tłumaczenie alkoholikowi żeby miał silną wolę i kontrolował swoje picie to tak jakby powiedzieć cukrzykowi żeby silną wolą kontrolował pracę trzustki. Gdy uszkodzenie przekroczy pewien punkt, trzustka nie pracuje już prawidłowo i bez przyjmowania leków trawienie cukrów jest utrudnione lub niemożliwe. Po przekroczeniu granicy między fazą ostrzegawczą uzależniania a krytyczną kontrola nie jest już możliwa.

Uzależnienie od alkoholu jest nie tylko zaburzeniem realnym, istniejącym w medycynie, ale także zaburzeniem niosącym przedwczesną śmierć. Nie ma takich urazów czy powikłań, których alkoholik nie potrafi wygenerować. Zagadną dla mnie jest nie to dlaczego umierają, ale to jak to możliwe, że przeżywają i dostają od  (losu? Boga?) kolejną szansę. 

To teraz będzie o trzech pacjentach, którzy dziś u mnie byli.

Pan X. Kilka tygodni temu wyszedł ze szpitala gdzie przebywał 3,5 miesiąca. Do dziś codziennie chodzi do poradni chirurgicznej na zmianę opatrunków na ranach po oparzeniu (2) i na odleżynach (2), które się nie goją. Otóż pan X miał atak padaczki. Był sam w domu. Doznał urazu głowy i wylewu podpajęczynówkowego. Był nieprzytomny 6 dni. Znalazła go sąsiadka i wezwała pogotowie. Cud, ze przeżył, cud, że zostawił otwarte drzwi, które się odemknęły na skutek przeciągu. Był wyniszczony, z zapaleniem płuc, odleżynami, poparzony. Dziś powiedział mi, że w sumie nic się wielkiego nie stało i sam sobie da radę!

Pan Y. Pracuję z nim od ponad roku. Pierwszy raz jest trzeźwy od ponad 12 miesięcy. Otóż pan Y miał tysiące różnego rodzaju urazów. Na koniec miał też wypadek. Na totalnie zamroczonego alkoholem najechał samochód. Ma olbrzymie uszkodzenia głowy. Cud, ze żyje, cud, ze w ogóle nie jest warzywem i cud, ze cieszy się każdym dniem, który mu został.

Pani Z. Na rękach, korpusie, biodrach i częściowo nogach ma blizny i zrosty po poparzeniu. Wylała na siebie spirytus, który stanął w ogniu od papierosa. Włosy straszliwie przerzedzone, wyniszczenie organizmu, anemia. W tym ciele szokująco ironiczne wrażenie robią przepiękne oczy o niespotykanym odcieniu błękitu z domieszką morskiego – jak woda u wybrzeży Bora Bora. Cud, że przeżyła, że jej kompani mieli jeszcze na tyle przytomności żeby ją ugasić.

Kiedyś ktoś powiedział mi, że po co poradnie leczenia uzależnień? To żadna choroba tylko fanaberie. Czy stać nas żeby leczyć meneli, którzy piją i sami są sobie winni? Odpowiadam: to są ludzie, którzy od momentu uzależniania nie piją bo lubią, tylko dlatego, że mechanizmy choroby ich do tego pchają. I po drugie (ważniejsze dla pragmatyków): czy stać nas na to żeby nie podejmować się leczenia uzależnienia i potem leczyć powikłania jak powyżej opisane?

Na koniec najważniejsze: alkoholizm to nie żarty. Bardzo zależy mi na tym, żeby czytelnik uwierzył mi gdy piszę, że to przewlekła, bardzo ciężka choroba kończąca się przedwczesnym zgonem. A czy to będzie marskość wątroby, samobójstwo, nowotwór, wylew czy inna przyczyna bezpośrednia to chyba ma to mniejsze znaczenie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s