Ptaszek

Nie do końca będzie o ornitologii, choć może od prawdziwego drozda zacznę. Wierni czytelnicy już wiedzą, że mam szczęście do zwierząt w potrzebie. Opisałam tu kilka przypadków z ostatnich tygodni, ale tak było zawsze: biegające po ulicy chomiki, synogarlice ze złamanymi skrzydłami, jeże w pułapce itp. itd. Dziś dla odmiany spotkałam na swojej drodze życia drozda i nie wiem czy dobrze zrobiłam. Drozd siedział na jezdni, był w szoku, nie ruszał się. Mój mąż zauważył go piewrszy i powiedział, że jeszcze żyje. Zaczęłam się przygptowywać do skoku po niego, ale przejechały bardzo szybko dwa auta. Znalazł się dwukrotnie pomiędzy kołami, pośrodku, ale nie drgnął. W końcu ulica była pusta i poszłam po niego. Nie mogłam pozwolić żeby go rozjechali. Gdy po niego sięgałam i dotknęłam jego ciała pofrunął. Miał zmasakrowaną nogę. Odleciał daleko na trawnik. Nie wiem czy bedzie żył, czy ptak może żyć bez sprawnej nogi, czy nie zacznie mu się psuć. Innymi słowy: czy nie przedłużyłam mu agonii, czyniąc ją długą i bolesną. Mój mąż tak właśnie twierdzi, a ja choć powinnam się już przyzwyczaić, że zawsze ma rację, mam głęboką nadzieję, że tym razem się myli. Choć tak naprawdę wiem, że jednak ją ma.

I dochodzimy do mniej ornitologicznego sedna. Czy zawsze „miękkie” i miłosierne zachowania są dobre? Chyba nie. Gdyby chirurg wzruszał się stanem zdrowia operowanego pewnie by go zabił drżącą ręką. Czasami trzeba zrobić coś co nie mieści się w głowie i nie zgadza się z wyznawanymi wartościami. Czy zawsze ratowanie życia bez względu na koszty jest dobre? W dzisiejszej historii nie wiem tego. Bo jeśłi ptak się otrząśnie i będzie żył długo i szczęśliwie to zrobiłam dobrze. Ale jeśli zamiast natychmiastowej śmierci będze umierał długo i boleśnie to zostałam jego katem. Nigdy się nie dowiem…Nie umiałabym zadać „coup de grâce” – ciosu miłosierdzia (czyli dobić konającego cierpiącego stworzenia). Moja słabość powoduje, że nie potrafię być prawdziwie miłosierna. Można się wruszać takim humanitaryzmem, ale czy taka postawa jest pożądana? To takie ładne ale czy funkcjonalne i użyteczne?

Kolejne pytanie czy można poświęcić życie mniejszej liczby jednostek, aby uratować naród lub większą grupę? Czy właściwym jest poświęcenie zakładników w imię zasady „nie negocjujemy z terrorystami”? Czy można cichaczem płacić okup ze porwanych wiedząc, że tym samym torujemy drogę do dalszych aktów terroru? Czy w ogóle można jedną bezdyskusyjną wartość (życie ludzkie) poświęcić w obronie innej bezdyskusyjnej wartości (walki o wolność, wierność Bogu). Trzeba by zapytać Ifigenię, Izaaka, dzieci Hioba lub dzieci z Głogowa…

Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami, bo jestem w kropce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s