Życzliwość i odpowiedzialność

Jeden z komentarzy uświadomił mi bardzo dosadnie odpowiedzialność za to co piszę. Przecież nigdy nie wiem kto przeczyta moje teksty. Zawsze starałam się wczuć w potencjalnego odbiorcę. Sami wiecie, że gdy zachodziła potencjalna możliwość, że moje teksty kogoś skrzywdzą wycofywałam się – niszczyłam je. Od zeszłego roku zmieniałam tematykę bloga. A od dziś będę jeszcze bardziej uważna. Już i tak za dużo jest anonimowych „bohaterów”, którzy pewni bezkarności urażają lub niszczą innych. 

A co ze zwykłą ludzką życzliwością?

Czy genialne mogą być tylko teksty cyniczne, pełne krytyki i wrogości? Czy nie możemy czasem przymknąć oka na wady, być bardziej wyrozumiali i sympatyczni dla siebie? Każdy przeciwnik polityczny musi walczyć do krwi, a przynajmniej do łez? Przecież odrobina wyroumiałości i sypatii nie oznacza akceptacji doktryn, z którymi się nie zgadzamy. Może już nie potrafimy po prostu dyskutować i spierać się o meritum. Musimy walić w rozmówcę i mieszać go z błotem. Nie mamy tolerancji dla słabości innych, widzimy tylko źdźbło w oku brata. I nawet nie próbujemy zrozumieć innych.

Nie mam na myśli tylko blogów i komentarzy w sieci. Rozmawiałam dziś z bardzo rozgoryczonym kierowcą autobusu miejskiego, który jest moim znajomym. Skarżył się nieustanny stres, problemy z taborem (autobusy bardzo często się psują z powodu wieku oraz niesamowicie rozkopanych jezdni) i niekończące się korki. Ale głównie miał żal do pasażerów, że jest notorycznie obrażany za to, iż przyjechal spóźniony. Kiedyś pisałam tu na blogu o budowie ronda, która to budowa powodowała notoryczne i bardzo duże opóźnienia autobusów. Wtedy byłam świadkiem awantur codziennie. Dziś palił się jeden z autobusów (kierowca na szczęście go ugasił zanim wybuchł – pożar był podobno poważny), był gigantyczny korek, a autobus kierowany przez mojego znajomego miał awarię drzwi, które musiał jakoś naprawić, albo zjechać do zajezdni. Do tego lał deszcz. Pasażerowie potraktowali go z buta. A on zamiast sobie odreagować musiał bardzo grzecznie przepraszać. Odrobina wyobraźni (przecież kierowcy nie spóźniają się dla zabawy, bo są za to karani), życzliwości i opanowania pozwoliłaby zachować obywatelom pogodę ducha i co za tym idzie zdrowie psychiczne i fizyczne. 

A może tak…? Nie, wiem, że to nie ma sensu… Powiecie mi, że się nie da, bo to oni powinni pierwsi… I w ogóle takie życie.

A może jednak? Na początek trochę życzliwości jutro?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s