Eksperci…

…w internecie. Do napisania tej notki skłoniła mnie reflaksja botaniczna. Ale po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że nie tylko o botanikę tu chodzi. 

Poniżej mamy zdjęcia młodej szeflery (dla niewtajemniczonych: taki kwiatek doniczkowy), którą sobie sama rozmnożyłam.

Na zdjęciach można zobaczyć młode korzenie. No chyba, że są to obcy, którzy zaatakowali mój kwiatek. Dlaczego o tym w ogóle piszę? Bo w sieci można znaleźć dziesiątki informacji na temat szeflery i w każdej można wyczytać, że tak (jak ja to zrobiłam) jej się nie da rozmnożyć. Hmmm. Ja mam szczęście czy eksperci (po prawdzie to w dużej mierze blogerzy) nie mają pojęcia o czym piszą?

I tak oto mój kwiatuszek przyprawił mnie o ból głowy. Uświadomiłam sobie bowiem, że nieprzebrane źródło informacji jakim jest sieć wcele nie musi być pomocne. Popatrzmy na jedno z popularniejszych źródeł informacji o wszystkim: wikipedię. Dużo ludzi, zwłaszcza młodych wierzy w nią jak w pisma objawione. A przecież tam jest tak dużo bzdur… Sama znalazłam niesamowite (i z całą pewnością nieprawdziwe) informacje o znajomym, który został mianowany (chyba przez siebie) doktorem habilitowanym, mimo, iż nie skończył nigdy studiów… No i nie zapominajmy, że sieć często służy walce propagandowej i pisze się w niej celowo bzdury, które mają zacząć żyć swoim życiem. Tak więc można zostać oszukanym celowo przez kreatora alternatywnej rzeczywistości lub przy okazji przez ignoranta, który zabawia się w fachowca.

Ludzie obecnie nie szukają wiedzy w pracach naukowych i sprawdzonych wydawnictwach. Coraz częściej słyszę zdanie: „po co, przecież wszystko znajdę w sieci?”. No fakt po co czytać, po co szukać pewnych źródeł. Internet daje niesamowitą łatwość poszukiwania. Tylko co znajdujemy?

Skoro już jestem blogerką to na koniec odniosę się i do blogsfery, jako źródła informacji. Otóż w przygnębiającej większości blogi są tak skonstruowane aby przyciągać uwagę tytułem i treścią. Tylko nieliczne oprócz tego są wartościowym źródłem wiedzy. Nawet te eksperckie o kwiatkach! Najsmutniejsze jest to, że autorzy często nie czują się odpowiedzialni za to co piszą i za to co zostaje w sieci dla potomnych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s