Blizny na sercu

Coraz częściej mówi się o jeszcze jednym i jak dla mnie dość przerażającycm uzależnieniu: samouszkodzeniach wśród młodych ludzi. Wcześniej spotkałam sie z tym (z wyjątkiem literatury) tylko w formie wspomnień u pacjentów dorosłych lub w średnim wieku. Teraz trafiają do mnie dziewczynki 13, 14 lat, które „tną się” jak to nazywają. Pomału wgryzam się w to zagadnienie, staram się uczyć jak z nimi rozmawiać. Ale to trudne:

za samouszkodzeniami kryją się bardzo różne historie:

– dotkliwa niepewność siebie i samotność w kontakcie z rówieśnikami;

– przemoc domowa (w tym seksualna);

– skrajna nieumiejętność okazywania złości, frustracji i cierpienia często spowodowane alkoholizmem w domu. 

Te osoby, które poznałam zazwyczaj nie potrafią powiedzieć dlaczego to robią. Potrafią tylko powiedzieć, że czują ulgę gdy spływa krew. Ja dośpiewuję sobie co to za ulga. Ulga, że coś w ogóle poczuły (bo tak poza tym są odgrodzone od emocji – niektóre emocje były zbyt bolesne aby je udźwignąć więc na wszelki wypadek odcięto wszystkie i teraz nie znają powrotu do odczuwania). Ulga, bo złość i nienawiść nie zostały skierowane do rodzica (którego kochają, a w ogóle to nie wolno źle myśłeć o rodzicu) tylko na własne ciało – po raz kolejny udało się zapanować nad agresją skierowaną na zewnątrz.

Nie chcą przestać. Buntują się, gdy ktoś z rodziny i otoczenia zauważy problem i powie, że to nienormalne. Ukrywają rany i blizny za bransoletkami, bandanami, opaskami. Odczuwają głód – głod krwi, głód bólu. Najbardziej przerażające, że często rodzina nie wie o problemie latami lub miesiącami. A gdy się zorientuje zaczyna się panika, zakazy, nakazy, czasem rozwiązania siłowe. Najmniej w tym wszystkim jest rozmowy i bliskości. Nawet konieczność wizyty u psychiatry da się wytłumaczyć jeśli rozmowa jest spokojna i przepełniona miłością. Tylko najczęściej w tych rodzinach spokój i miłość są towarami deficytowymi.

Niedawno pewna śłiczna 13 latka pokazała mi przedramiona. Zrobiło mi się słabo. Słabo z empatii i słabo z bezsilności. Po piewrsze ona nie da sobie powiedzieć, jaką przedstawia sobą wartość jako człowiek. Nie przyjmuje do wiadomości komplementów (prawdziwych, bo jest wyjątkowo ładna i zgrabna). Wszystkie rozwojowe i naturalne zachowania okresu dojrzewania są zwielokrotnione i umieszczone w skrajnym krańcu kontinuum.

Najtrudniejsze jest lawirowanie pomiędzy utrzymaniem tajemnicy tego co słyszę od nieletniego pacjenta i utrzymaniem jego zaufania, a ochroną zdrowia i życia tego nastolatka. Nawet gdy dziecko jest zaopiekowane w wydawało by się odpowiedni sposób pojawia się pytanie: „czy to wystarczy?”. A najważniejsza jest nauka kontaktu z samym sobą, poznawanie swoich emocji, nazywanie ich i wyrażanie w odpowiedni sposób. Nie tylko młodzi ludzie nie wierzą gdy się im mówi, że emocje nie zabijają, że smutek, rozpacz, żal, złość to też potrzebne i wiele mówiące uczucia.

Ludzie coraz częściej nie wyobrażają sobie, że jakiekolwiek przykre stany emocjonalne miałyby trwać choć chwilę, co więcej, że powinny zostać rozwiązane na poziomie sytuacji, która się z tymi stanami wiąże. Oni nie chcą czekać. Efekt jest zaraz. Ale takie zachowania to niedojrzałość. Jeśli używanie środków psychaktywnych czy bólu trwa i trwa, nie ma kiedy dojrzeć. Dopiero czasem po wielu latach przychodzi zdolność nazwania złości, poczucia krzywdy, smutku, zażenowania, wstydu. A do tego czasu pozostaje żyletka, nóż czy nawet zwykła ekierka i blizny. Blizny na rękach i sercu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s