Wszystko nieważne

Dziś rano miałam pisać o czymś innym, ale prezydent Wałęsa śnił mi się całą noc i gdy miałam okazję napisałam mój list. Teraz też miałam pisać o czymś innym, ale moje dzisiejsze przeżycie nie pozwala mi myśleć o niczym innym. I pewnie bym tego tu nie opisała gdyby nie apel, który ciśnie mi się na usta:

„Ludzie trzymajcie psy przy sobie, nakładajcie im kaganiec i pilnujcie ich – jesteście odpowiedzialni za to co zrobią. Zanim dojdzie do tragedii!”.

Wychodząc z klatki schodowej w każdej dłoni trzymając dłoń Zajączka zobaczyłam psa biegnącego w naszym kierynku.  Dużego, czarnego chyba wodołaza lub bardzo podobnego. Zanim zdążyłam zareagować, od łaszenia się przeszedł do gwałtownego lizania po twarzy. Zajączki miał na poziomie swojego pyska, w błyskawicznym tempie rozkręcał się i jego zabawa była coraz bardziej agresywana. Przez pierwsze sekundy myśłałam, że zaraz zobaczę właściciela, który go zabierze. Ale nikogo nie było. Zajączki zaczęły płakać. Myśłałam, że ze strachu, ale potem się okazało, że każdego ugryzł w policzek. Nie do krwi, ale uszczypał. Wił się i troił pomiędzy nimi w tak błyskawicznym tempie jak to młody pies „nastolatek” (nie miał roku, ale był już wielkości dorosłego psa). I ponieważ nie dawał się odpędzić, ani odciągnąć musiałam wybierać, którego Zajączka biorę na ręce!!! Koszmar… Obaj byli przerażeni. Na szczęście Zajączek starszy wyszedł z piłką, która mu w tej panice upadła i pies zaczał gryźć i targać piłkę, a ja zaprowadziłam ich do naszej klatki. Ponieważ widziałam minę Zajączka na widok zostawionej piłki, wróciłam po nią. Pies nie chciał jej zostawić. W końcu jakoś mu ją zabrałam i czekaliśmy sobie na klatce na rozwój wypadków. Pies szalał po całej ulicy skacząc na ludzi, łapiąc ich za rękawy itp. Pobiegł za panem zbierającym złom. W końcu postanowiłam sprawdzić czy poszedł sobie i jest wreszcie bezpiecznie i akurat zobaczyłam jak jakiś facet hamuje samochodem, podchodzi do psa i go łapie za sierść. Potem dzwonił z komórki do kogoś z informacją „Znalazłem go, jesteśmy tu i tu…”.

Cały czas staram się myśleć, że nic się nie stało. Ale wyobraźnia podsuwa mi odgryzione nosy, przegryzione tętnice szyjne. Stawal się coraz bardziej natarczywy. Gdyby któregoś przewrócił…? A przecież oprócz Zajączków wszystko nieważne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s