Arogancja władzy

I głupota / służalczość / lękliwość (niepotrzebne skreśłić) szarego człowieka… Musiałam solidnie ochłonąć, aby pisząc nie naruszyć dobrego smaku i nie przesadzić w słownictwie.

Podam tylko dwa ostatnie przykłady, ale zapewniam Szanownych Czytelników, że mnie się to zdarza często. I zawsze tak samo doprowadza do szału.

Oto kilka tygodni temu byłam z Zajączkiem starszym u lekarza. Czekamy sobie grzecznie w kolejce. Są godziny przyjmowania dzieci. Specjalista dopiero za 3 godziny rozpocznie przyjmowanie osób dorosłych. Do przychodni wchodzi On. Panie w rejetsracji prawie mdleją, wykrzykują entuzjastyczne „dzień dobry”, dopytują jedna przez drugą o powód wizyty w ich skromnych progach, rzucają się w lansadach szukać kartoteki. Akurat wychodzi z gabinetu dziecko z rodzicem. Natychmiast doskakuje do drzewi jedna z rejestratorek, otwiera drzwi szeroko przez Nim i radośnie mów „proszę  bardzo”. On wchodzi, a ja i inni rodzice wymieniamy się sfrustrowanymi spojrzeniami. Jedna z mam tłumaczy swojemu dziecku dlaczego nie wchodzą, choć teraz ich kolej.  On pozostaje statystycznie dłużej niż inni pacjenci w gabinecie, w końcu jednak wychodzi. Hurra! Bo mógłby przecież sobie posiedzieć godzinkę, nieprawdaż?.

Ten On to burmistrz mojego miasta…

A teraz sytuacja już zdecydowanie bliższa. Też musiałam odczekać dobre kilka dni, bo do tej pory mnie telepie. Po opuszczeniu szpitala wraz z Zajączkiem młodszym przyszedł czas na wizytę kontrolną u chirurga dziecięcego. W poczekalni tłum, ale dający nadzieję na wejście do gabinetu w przeciągu 45 minut. Zajączek bryka, inne dzieci marudzą, płaczą, siedzą wystraszone itp. Kolejka posuwa się szybko, nabieramy nadziei, że oto naszę dziecię nie zdąży się znudzić i nie włączy syreny przeciwmgielnej (co mu się zdarza). Nagle. Pielęgniarka wprowadza do gabinetu Jego i mówi otwierając drzwi „proszę panie dyrektorze”. On wchodzi. Stop. Czekamy 10, 20, 25 minut. Od czasu do czasu do gabinetu wpływa rejetratorka z jakimiś kartotekami. Nie wytrzymuję i pytam czy orientuje się jak długo ten pan będzie tam siedział. Ona odpowiada „Nie wiem, to dyrektor”. Już całkiem wściekła pytam” „Czego?”. A ona na to otwierając wielkie oczy „Szpitala”. Atmosfera się zagęszcza. Nie ma gdzie siedzieć (dzieci po róznych zabiegach, dzieci z nagłych wypadków itp. itd.), potem nie ma także gdzie stać. Pacjenci napływają nowi z rejestracji, schodzą z RTG oraz dochodzą ci z nagłych wypadków. Cyrk. Po 36 minutach On wychodzi, a pielęgniarka i lekarka wychodzą mówiąc do siebie a trochę do tłumu, że już po kontroli. O żesz k…a! Sorry, ale nie obchodzą mnie ich kontrole wewnętrzne podczas przyjmowania pacjentów, do tego małych dzieci, do tego obolałych po operacjach czy z aktulanym świeżutkim urazem…. Jeszcze trochę odczekam i stosowny list do głownej dyrektorki szpitala napiszę, bo ten On to był jej zastępca. Widać zasada „Nasz klient, nasz << per pan>>” nie obowiązuje w szpitalu. I tak wizyta przeciągnęła się do ponad 2 godzin.

Komentarza tych sytuacji nie będzie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s