Szpital

Dziś wyszłam z moim Zajączkiem ze szpitala i mam trochę refleksji na gorąco. Wiele rzeczy mnie zaskoczyło pozytywnie, wiele negatywnie.

Izba przyjęć – totalna porażka i nieporozumienie. Wszyscy pacjenci do planowanego przyjęcia do szpitala spędzeni na 8.00. Przyszliśmy o 7.50 i zostaliśmy przyjęci o 9.00. Nie chcecie wiedzieć, o której weszli na oddział Ci, którzy przyszli o 8.00. Kolejka za nami była aż po horyzont. A wystarczyłoby trochę pomyślunku i dobrej woli. Może każdy odział na inną godzinę, może grupy pacjentów co jakiś czas? Nie wiem, ale z pewnością dałoby się to usprawnić i nie zmuszać maleńkich dzieci oraz staruszków o dwóch kulach do stania tyle czasu. Poza tym wprowadzono mnie w błąd, gdyż kazano przyjść dziecku na czczo a nie było to w ogóle potrzebne, gdyż pierwszego dnia nic totalnie się nie działo. No może poza zważeniem, zmierzeniem i rozmowami z anestezjologiem, chirurgiem i pediatrą. Zajączek nie był zadowolony z tego postu. Oj nie!

Odział chirurgii dziecięcej – cudowny personel od operatora – ordynatora przez pielęgniarki do salowych. To bardzo ważne zwłaszcza w przpadku chorujących dzieci, które i tak nie rozumieją za wiele. Świetnie wyposażone sale dla małych dzieci (dla większych już trochę gorzej). Brak miejsca do spania dla rodziców. Ci, którzy byli kolejny raz mieli ze sobą materace i pościel. Niedoświadczeni  (jak ja) spali na gołej podłodze lub na krześle. Ale i tak super, że rodzic może być cały czas z dzieckiem. Ja w dzieciństwie zwiedziłam wszystkie stoliczne szpitale i pamiętam traumatyczną samotność na odziale szpitalnym. Moje dziecko nie musiało się bać bez mamy i taty. Poza tym doskonały monitoring, błyskawiczne reakcje personelu…. Kiepsko wyposażona świetlica w zabawki, choć wystrój świetlicy śliczny. I to mi nasunęło myśl, że mało jest ludzi, którzy jak mój mąż pomyśleliby, że warto coś im tam dokupić. Dzieci w tej świetlicy szukały wytchnienia i zapomnienia bólu. Przydałyby się atrakcyjne zabawki. Szpitala nie stać, ale lepiej sytuowani rodzice mogliby chociaż przynieść zabawki, gdy np. dzieci im wyrosną. My w każdym razie pomyślimy o tym.

Meganegatyw – za jakieś kosmiczne nieporozumienie z windami. Otóż psuły się co chwilę windy. Nie dało się zjeżdżać na blok operacyjny. Objeżdżało się cały szpital łącznikami, zakamarkami i nie wiadomo czym jeszcze. Nie dawało się dostarczyć chorch o planowanej godzinie. Nie dawało się zabierać na górę. W pewnym momencie windy nie jeździły wcale, a pielęgniarka przyniosła dziecko z bloku operacyjnego na rękach po schodach. Oosobiście o mało nie umarłam na zawał będąc z Zajączkiem w windzie, która stanęła i koniec. Ale jakoś nam się udało zjechać na blok operacyjny. 

Ale nic to: żyjemy! I tego należy się trzymać. Idę spać, bo podłoga nie była za wygodna 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s