Janusz Korczak

Janusz Korczak (Henryk Goldszmit) urodził się 22 lipca 1878 lub 1879 roku. A więc w dniu swej śmierci (5 lub 6 sierpnia 1942 roku) miał 63 lub 64 lata. Często myślę o Panu Doktorze w związku z ostatnio głośną sprawą o uznanie za datę śmierci Janusza Korczaka właśnie daty sierpniowej z 1942. Bo nadal obowiązuje data śmierci jaką przyjął sąd uznając Doktora Korczaka za zmarłego dnia 9 maja 1946 roku. Ta „walka o datę śmierci” wiąże się z prawem do publikacji jego dzieł. Po 70 latach prawa autorskie wygasają czy jakoś tak…

Kilka miesięcy wcześniej był inna „afera” dotycząca Janusza Korczaka. Naukowcy przedstawiali alternatywną wizję ostatniej drogi Doktora z jego dziećmi do pociągu śmierci. Jesteśmy przyzwyczajeni do wizji radosnego pochodu, dziarskiego marszu i pełnego spokoju. Naukowcy jednak podważyli tę wizję (popartą ponoć głosami świadków przejścia dzieci, opiekunów w tym np. Stefanii Wilczyńskiej i Janusza Korczaka) podając inne opisy świadków oraz opierając się na dowodach pośrednich w tym na pamiętniku i listach pisanych przez Starego Doktora. Według nich Janusz Korczak był tak bardzo chory, że ledwo szedł i z pewnością umarł w pociągu, zanim dotarł do obozu zagłady.

Czy dla mnie ma to znaczenie, że nie biegli i nie podskakiwali radośnie jak można było zobaczyć na filmie Wajdy? Ma – dla mnie bardziej prawdziwa wydaje się wizja chaotycznego pochodu, przesiąkniętego panicznym strachem, apatią, autyzmem, ale tym bardziej doceniam to, że Janusz Korczak nie skorzystał z co najmniej kilku propozycji uratowania siebie. Był chory, bardzo słaby, miał gorączkę i ledwo oddychał, ale nie zostawił swoich dzieci. Był z nimi, to przecież był cały jego świat od młodości aż po okrutną śmierć.

Zawsze też zastanawiałam się skąd ten mrok. Czy z obserwacji otoczenia? Czy Doktor Korczak przeniósł mroczną atmosferę i historie swoich dzieci do książek? Przyznam szczerze, że do dnia dzisiejszego boję się „Kajtusia Czarodzieja”. Po prostu się boję… Nie samej treści – tę rozumiem i aprobuję, ale obok treści jest taki jakiś mrok (to słowo najbardziej mi pasuje), który wywołuje lęk. A może tak ma być? Jeśli się nadużyje władzy i bezrozumnie szafuje potęgą to świat wokół po prostu jest mroczny?

Najbardziej szanuję i podziwiam Henryka Goldszmita za patrzenie na dziecko jak na partnera, stosowanie dyskusji jak równy z równym i ewidentną miłość do dzieci. Nie ma dziecka, jest człowiek! Oprócz stosunku do dzieci zawsze patrzyłam z podziwem na cierpliwą i stałą postawę tolerancji i prób zbliżenia Polaków i Żydów. Myślę, że śmiało można by tu sparafrazować i powiedzieć: „Nie ma Żyda czy Polaka, jest człowiek”. Za co jeszcze go kocham? Za to, że został w Polsce chociaż było mu ciężko znosić przejawy segregacji, nietolerancji i antysemityzmu. Poważnie rozważał wyjazd do Palestyny, ale został. Ważniejsze były dzieci… I za to jeszcze, że potrafił dla dzieci (i polskich i żydowskich) żebrać, płaszczyć się, manipulować bogatymi Warszawiakami, tak aby poczuli snobistyczną przyjemność z dobroczynności na rzecz Naszego Domu i Domu Sierot. To nie było przyjemne, ani łatwe…

 



Tekst bierze udział w konkursie „Blogerzy dla Korczaka” –  aby poznać szczegóły konkursu kliknij na baner powyżej.

Zachowajmy pamięć o Starym Doktorze jak najdłużej!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s